poniedziałek, 7 kwietnia 2014

...

                                                                 Witajcie kochani!
Miałam pisać dalej rozdziały ,ale myślę ,że nie dam rady.Jestem tak samo zawiedziona jak wy.Mam nowy blog i mam taki niesamowity i nagły przypływ weny.Ale niestety chcąc pisać rozdziały do tego , w głowie mam kompletną pustkę.Nie wiem dlaczego tak się dzieje ale nie warto chyba pisać tutaj na siłę rozdziałów i wymyślać historię.Po pierwsze nie mam pomysłów na dalsze ich losy ,a po drugie nikt nie chciałby czytać bzdur ,które na siłę wymyślam.Ciężko mi jest żegnać się z tym blogiem i z wami no ale bywa...Mam nadzieję ,że jeszcze kiedyś tu wrócę i dlatego nie usunę tego bloga.
Oto link do mojego nowego bloga : http://bellamioneforever.blogspot.com/
Teraz tam was zapraszam do czytania ,komentowania i obserwowania.Myślę ,że wam się spodoba ten paring po przeczytaniu zakładki ,,o sobie''.Tam napisałam dlaczego spodobał mi się nowy paring i co o nim myślę.To będzie na tyle...zaglądajcie tam i komentujcie ,a obiecuję ,że tu wrócę.Tak jak wcześniej pisałam ,komentarze dają dużo otuchy jak i weny.Dzięki nim czuję ,że nie piszę tylko dla siebie ,ale są ludzie którzy to czytają i im się podoba.
No to wpadajcie na pierwszy rozdział na nowym blogu : http://bellamioneforever.blogspot.com/

środa, 26 marca 2014

ZAWIESZAM

Witajcie.:) Przybywam do was z przykrą wiadomością a mianowicie : zawieszam na krótki czas bloga.Pisząc krótki czas , mam na myśli 15-25 dni.Rozdział jest już prawie gotowy , tak więc jeszcze go postaram się wstawić.Na razie będzie musiał wam wystarczyć.Chodzę do gimnazjum , i mam sporo nauki a nie chce zawalać szkoły , szczególnie dlatego , że i tak już mam sporo złych ocen.Muszę teraz trochę więcej czasu przeznaczyć na naukę więc trudno mi będzie teraz pisać nowe rozdziały , ale nie martwcie się spróbuje połączyć naukę z pisaniem.Prowadzę też kilka stron na fejsie i jeszcze jednego bloga i przez to mi braknie czasu na naukę.Możecie być na mnie trochę wkurzeni.Przepraszam was ale nic nie poradzę , że mam tyle nauki.Eh...to zbieram się do uczenia i jeszcze raz przepraszam.Postaram się jak najszybciej wrócić.;*
                                                           

sobota, 15 marca 2014

Rozdział 6

Witam.:)) Przejdę od razu do rzeczy , nie mam ostatnio weny i czasu więc rozdział być może nie będzie zachwycał ale też  nie jest najgorzej.Pisany był na szybko dlatego też przepraszam za jakiekolwiek wyłapane błędy lub niezbyt dobrze sformułowane zdania.No to chyba będzie na tyle.Obiecuję , że następny będzie o wiele lepszy , gdyż na ten zabrakło czasu przez naukę.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Gdy Diana urodziła dziecko, ciężko zachorowała. Jej mąż opiekował się nią tak bardzo, jak tylko mógł. Nie dopuszczał do siebie myśli, że jego ukochanej żonie mogłoby się coś stać. Niebawem stało się to, czego się najbardziej obawiał. Diana zmarła. Bardzo rozpaczał po jej śmierci. Wyjechał z dzieckiem do świata mugoli. Podrzucił je do jednej z tych rodzin, a sam opuścił miasto. Nie wiadomo, co się z nim później działo.
- Nadal nie rozumiem, czemu to miałoby dotyczyć mnie- powiedziała szatynka.
Na te słowa wszedł dyrektor. Jak zwykle tak samo ubrany i miło nastawiony.
- Profesorze, pozwoli mi pan dokończyć- zwrócił się w stronę Snape'a, siedzącego w bezruchu.Tak więc, to ty, Hermiono, jesteś tym dzieckiem, które zostało podrzucone do mugolskiej rodziny. Wiem, że to jest dla ciebie trudne, ale... -powiedział ze smutkiem  w oczach, zachowując całkowitą powagę.
Zszokowana dziewczyna, nie pozwalając dokończyć Albusowi, wybiegła z lochów i usiadła tuż pod ścianą na korytarzu. Z wielkim trudem powstrzymywała łzy, które mimo woli leciały z jej pięknych brązowych oczu po policzku. Cały czas żyła w kłamstwie. Myślała, że to wszystko jej się śni. To nie może być prawda. Dlaczego to właśnie jej się zdarzyło?
Cały czas użalała się nad sobą  i przypominała sobie te piękne chwile spędzone ze swoimi rodzicami.. A właściwie to przybranymi rodzicami. Nigdy tak naprawdę nie znała swoich prawdziwych rodziców. Do głowy nasuwały jej się setki pytań.
Ginny przechodząca przez korytarz od razu spostrzegła przyjaciółkę. Widząc ją zalaną we łzach natychmiast bez zbędnych pytań usiadła koło niej i ją przytuliła.
Po kilku minutowej ciszy, gdy Gryfonka już się trochę uspokoiła, Ginny spytała, czemu płakała.
Granger nie chciała o tym teraz mówić, więc przetarła tylko oczy ręką, wstała i poszła w stronę swojego pokoju. Tam też weszła do łazienki, twarz przemyła zimną wodą i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Tak bardzo przypominała mamę. W jej oczach pojawiła się zupełna pustka, wypełniona lękiem i smutkiem.
- Dlaczego mi nie powiedzieli wcześniej, dlaczego?!-walnęła ręka w lustro, a jej oczy znów wypełniły łzy.
Wzięła kilka głębszych wdechów i usiadła na łóżko. Następnie, już nieco uspokojona, postanowiła pójść do dyrektora, ponieważ cały czas dręczyły ją setki pytań. Wyszła z salonu Gryfonów, wyszła do góry po schodach i stojąc przed gargulcem poprawiła włosy i otrzepała szatę. Następnie wypowiedziała hasło i weszła do środka. Znajdując się już w gabinecie, podeszła do biurka i usiadła na dość wygodnym fotelu. Niebawem zjawił się w gabinecie dyrektor. Staruszek, widząc Hermionę w lepszym stanie, starał zachowywać się naturalnie.
- Witaj ponownie, Hermiono-powiedział łagodnym tonem, siadając przy swoim biurku.
- Dyrektorze... Chciałabym się dowiedzieć więcej o moich rodzicach. Jacy oni byli?- niepewnym głosem wydobyła z siebie owe słowa.
- Myślę, że na te pytania może ci jedynie odpowiedzieć sam profesor Snape. Jest teraz w swoim gabinecie.
Wstał i podszedł do półki wyciągając jedną z ksiąg. Następnie usiadł na swoim fotelu i uważnie zaczął ją czytać.
Dziewczyna bez wahania wyszła i szybkim krokiem ruszyła do lochów. Wkrótce znalazła się tuż przed ich drzwiami. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka. We wnętrzu panował mrok, oświetlało go jedynie kilka świeczek stojących  na biurku. Przy jednej ze ścian stał ogromny regał z książkami, a tuż przy nim stał profesor. Hermiona, podchodząc bliżej, zerkała ukradkiem na profesora. Snape poczuł jej obecność i wolnym ruchem obrócił się w jej stronę.
- Czego tu chcesz, Granger?-uniósł jedną brew i lekko podniósł kąciki ust.
- Chcę wiedzieć wszystko o moich rodzicach- próbowała zachować poważną minę, ale na samą myśl o tym, że nigdy nie znała swoich prawdziwych rodziców, łza spłynęła jej po policzku.
Snape, widząc, że dziewczyna jest cała roztrzęsiona po tej całej sytuacji,  podszedł do niej na tyle blisko, że ta czuła jego oddech na twarzy.
- Nie becz. Myślisz, że to ty masz w życiu najgorzej?!-Warknął z taką miną, jakby miał zaraz kogoś zabić.
- Nie jest pan w mojej sytuacji, więc nie ma pan zielonego pojęcia, co ja teraz czuję!-wrzasnęła, odwracając się od nauczyciela
- Jak zawsze panna zarozumiała myśli tylko o sobie. Albus prosił mnie, bym ci pomógł się pozbierać, a nie żebym cię niańczył. Myślisz, że wszystko się wokół ciebie kręci?! Ty zarozumiała szla..- w tym momencie się powstrzymał, gdyż w napadzie złości przez przypadek mógł nieświadomie obrazić uczennicę.
- No, proszę bardzo, niech pan dokończy. Jestem tylko nędzną szlamą, która myśli tylko o sobie- naburmuszona wybiegła z lochów.
Stanęła tuż przy ścianie i otarła ręką łzę spływając po policzku. Czuła się zbędna, nikt jej nie rozumiał. Po chwili poczuła na swoim ramieniu czyjąś rękę. Obróciła się i zobaczyła Severusa.
- Ja tak wcale nie myślę, mam dużo spraw ostatnio na głowie i po prostu mnie poniosło-powiedział z pełnym spokojem w głosie, nadal trzymając rękę na jej ramieniu.
Hermiona nie miała najmniejszej ochoty przebywać w jego towarzystwie, ale czuła w sobie coś, co ją do niego ciągnęło. Bez słów schyliła głowę w dół. Snape przejechał ręką po jej policzku i lekko uniósł jej podbródek. Spojrzała na niego błagalnym spojrzeniem ze łzami w oczach. Profesor zbliżył jej usta do swoich i czule ją pocałował, wplątując swą rękę w jej długie brąz loki. Gryfonka przez chwilę zapomniała o swoich problemach i i czuła się wyjątkowo dobrze, wiedząc, że nie jest z nimi sama. Była w nieco krępującej sytuacji, całując się z nauczycielem, ale nie przeszkadzało jej to, że jest od niej starszy. Zależało jej na nim. Mistrz Eliksirów wysunął rękę z jej włosów i zjechał niżej, rozpinając czerwony sweter. Po chwili nie miała już na górze nic poza zielonym T-shirtem. Granger już zaczęła ściągać koszulkę, gdy nagle usłyszeli czyjeś kroki. Hermiona szybko włożyła na siebie sweter, a Snape natychmiast się odsunął. Nikt nie zszedł na dół, najwyraźniej coś im się przesłyszało. Dziewczyna uśmiechnęła się do nauczyciela i podeszła bliżej, chcąc położyć rękę na jego policzku. Severus wrednie odsunął jej rękę i po chwili dodał: 
- Idź już do siebie, Granger, zapomnij o tym i nie przychodź tu więcej-warknął.
Zdezorientowana spojrzała mu w oczy i poszła przed siebie. Czuła niesmak i lekceważenie ze strony nauczyciela. Wiedziała, że on też coś do niej czuje, ale boi się lub nie chce tego okazać. Tylko, dlaczego?
Zamyślona i trochę rozczarowana, że ktoś im przerwał tak wyjątkową dla niej chwilę, natknęła się na Harry'ego. Bez słowa przeszli obok siebie, nawet nie patrząc w swoją stronę, tak, jakby się nie znali. Obejrzała się za siebie, by jeszcze raz móc zobaczyć swojego przyjaciela, lecz ten po chwili zniknął gdzieś wśród gromady uczniów.
Niepostrzeżenie udała się do chaty starego przyjaciela Hagrida. Tak dawno tam nie byłam, pomyślała, będąc w połowie drogi. Następnie znalazła się tuż pod drzwiami. Zapukała i weszła do środka. Prawie nic się tam nie zmieniło. Jak zwykle stare meble przyzdabiały różne inne graty, porozwalane po kątach. Jednakże zauważyła też nowego pupila. Znajdował się na niewielkim stole, tuż przy oknie. Zamknięte w ciasnej klatce zwierzę z wyglądu przypominało małego szczura. Dziewczyna podeszła bliżej, by móc lepiej przyjrzeć się zwierzakowi, gdy wszedł półolbrzym.
- Nie podchodź!-krzyknął, zarzucając z daleka na zwierzę niebieski koc.
Gryfonka odskoczyła do tyłu, spadając jednocześnie na podłogę. Hagrid zwrócił się w jej stronę i podał dłoń, aby pomóc jej wstać. Dziewczyna wstała, otrzepała ubrania z kurzu i spojrzała na klatkę.
- Pewnie zastanawia cię, co tam jest? Sam dokładnie nie wiem, bo znalazłem to zwierzę w Zakazanym Lesie, póki się nie dowiem, nie radzę się zbliżać- dodał ze szczerym uśmiechem, podając jej herbatę. Oboje usiedli na fotelach i w ciszy popijali herbatę.
- Gdzie twoi przyjaciele?-spytał po chwili, wpatrując się w Hermionę z zaciekawieniem
- Nie rozmawiam z nimi. Nie wiedzą, jak w ciężkiej jestem sytuacji i co teraz przeżywam, i niech tak zostanie. Nie mam ochoty słuchać jak to bardzo mi współczują-powiedziała  z powagą, po czym wstała i pożegnała się ze starym przyjacielem.

Było już popołudnie, słońce nadal grzało, a po chmurach nie było ani śladu. Wiatr wiał lekko i przyjemnie. Nadchodziła wiosna, więc i roślinność zaczęła porastać wszystkie możliwe obszary znajdujące się poza szkołą. Ptaki siedziały na gałęziach starych drzew, podśpiewując co chwila. Był to idealny dzień na samotny spacer. Gryfonka westchnęła do siebie, a następnie ruszyła w stronę Zakazanego Lasu. Przeszła przez gęstą trawę i dość szybko znalazła się w sercu lasu. Mgła lekko unosiła się nad ziemią, otaczając wszystko, co było wokół. Słońce przysłoniły czarne gęste chmury, które zwiastowały deszcz. Po chwili na rękę Hermiony spadła pierwsza kropla. Rozpadało się na dobre. Miona wolała nie ryzykować, gdyż uczniowie nie mogą po zmroku wychodzić poza teren szkoły, a szczególnie do Zakazanego Lasu. Odwróciła się i pobiegła do szkoły. Przemoczona do suchej nitki i zmarznięta, długim korytarzem doszła do portretu Grubej Damy. Wypowiedziawszy hasło weszła do środka wyrzynając przemoknięty sweter. O dziwo, wszyscy już spali. Nie chcąc ich budzić, na palcach weszła do swojego pokoju, zamykając powoli drzwi. Tam też wzięła ciepłą kąpiel, włosy wysuszyła i upięła w luźnego koka, włożyła piżamę i położyła się w wygodnym łóżku. Ten dzień będzie pamiętać szczególnie, albowiem w tym dniu dowiedziała się prawdy o swoim życiu. Przekręcając się z boku na bok, intensywnie rozmyślała o swoich rodzicach. Nie mogąc zasnąć, wstała i postanowiła pójść do biblioteki. W końcu tylko tam mogła znaleźć coś o swoich prawdziwych rodzicach. Wyszła z salonu niepostrzeżenie i truchtem ruszyła do biblioteki. Kręciła się w kółko, szukając czegokolwiek na ich temat, ale bez większych rezultatów. Kątem oka dostrzegła dość grubą księgę, leżącą na najwyższej półce. Z ciekawością zbliżyła się do półki i sięgnęła po nią. Wygodnie usiadła przy oknie i otworzyła księgę. Kilka pierwszych stron było pustych. Przewracała kartkami najszybciej jak się dało i w końcu coś znalazła. Przy samej górze widniał napis:
Ukryte tajemnice Gryfonów
Po przeczytaniu tego, jeszcze bardziej zżerała ją ciekawość, co tam się kryje. Przewróciła kolejną stronę  i zaczęła czytać. Było to coś w rodzaju notatnika.
Dzień 28.04 
Dzisiaj znów musieliśmy przeboleć zajęcia z Nietoperzem. Na szczęście moja ukochana jak zwykle poprawiła mi humor. Nie zmienia to faktu, iż jest coraz gorzej. Okazało się, że Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, jest już w drodze. Niebawem tu będzie. Na wszelki wypadek wszyscy są dobrze przygotowani i przeszkoleni przez samego Dumbledore’a. Na jego prośbę mamy się zachowywać jak gdyby nic. Jestem trochę zdruzgotany, bo boję się, że może coś się stać Dianie. Jednakże nie pozwolę jej skrzywdzić.
                                                                                                                         Luke
Miona przewróciła kolejną stronę.
Dzień 29.04
Obiecałem, że będę ją bronił. A jednak nie udało mi się. Mam do siebie żal, że pozwoliłem torturować biedną Dianę. Ale co miałem zrobić, gdy rzucił we mnie zaklęciem obezwładniającym? Pozostało mi leżeć na podłodze w bezruchu i patrzeć. Jej krzyk rozchodził się po całej szkole. A to cierpienie jeszcze bardziej satysfakcjonowało Czarnego Pana. Była tam też jej siostra. Próbowała przypodobać się Panu, trzymając uśmiech na twarzy, ale była jeszcze młoda i choć nie obdarowywała siostry sympatią, nie mogła patrzeć jak cierpi. Odwróciła się i zwyczajnie odeszła, zostawiając ją sam na sam z tym okrutnym człowiekiem bez serca.
Kolejne strony były całkowicie puste. Po rodzicach zostały jej tylko te dwa wpisy, w starej, nieużywanej od dawna księdze. Spojrzała na stary zegar wiszący nad drzwiami, wskazywał godzinie wpół do dwunastą. Była już bardzo zmęczona, więc wyszła z biblioteki, trzymając w ręku starą księgę. Chciała przejść do pokoju niezauważona, ale jak na złość natknęła się na profesora Snape’a.
- Co pani robi tu o tak późnej porze, panno Granger?-powiedział swym niezwykle męskim głosem, patrząc na księgę, którą trzymała w ręce.
- Ja tylko... byłam się przejść-Jak zawsze mądra, wymyśliła na miejscu wymówkę, nie zdejmując powagi z twarzy.
- Czyżby?-wyciągnął rękę w jej stronę i wyrwał z jej ręki książkę.
Przeczytał zapisane w niej strony a po chwili dodał: 
- Kto ci pozwolił brać z biblioteki tą księgę?! Minus sto punktów odejmuję Gryfonom, za szwendanie się po nocach i branie bez pozwolenia książek z biblioteki nieprzeznaczonych do nauki-syknął, kierując w jej stronę nienawistnie spojrzenie.
Hermiona bez słowa spuściła głowę w dół, nie mając ochoty na dalsze kłótnie z nauczycielem i poszła do siebie. Wszyscy wokół spali, bez żadnego większego szmeru położyła się do swojego łóżka. Czuła jak powieki stają się coraz cięższe, a oddech zwalnia. Po kilku minutach zapadła w głęboki i dość krótki sen, ponieważ już za kilka godzin zaczynały zajęcia.

- Hermiono! Wstawaj! Spóźnisz się na zajęcia!-krzyczała Ginny, stojąc tuż przy jej łóżku.
Niewyspana, uniosła powoli powieki do góry, a następnie przeciągnęła się i wstała. Wolnym krokiem ruszyła do łazienki. Tam też przemyła twarz zimną wodą. Włożyła na siebie letnią czerwoną sukienkę ze średnim dekoltem. Rzęsy przejechała tuszem, a na usta rozsmarowała czerwony błyszczyk. Gotowa, wzięła książki i wraz z przyjaciółką wybrała się na śniadanie. Jak zawsze, Ron siedział pierwszy przy stole i już zajadał naleśniki. Harry siedział tuż u boku przyjaciela, ucząc się na dzisiejszy test z eliksirów. Dziewczyny usiadły przy stole. Ginny od razu wiedziała, że coś jest nie tak, widząc przyjaciółkę z niezbyt ciekawym wyrazem twarzy.
- Powiesz mi w końcu, o co chodzi?
- Przepraszam, ale nie mam ochoty na pogaduszki.
Wstała, zerknęła ukradkiem na Harry'ego i odeszła od stołu. Najchętniej położyłaby się teraz do łóżka i odpoczywała. Zamyślona wyciągnęła plan lekcji i czytała do siebie, jakie ma teraz zajęcia.
- Eliksiry, transmutacja, OPCM, wróżbiarstwo...
W tej właśnie chwili szturchnął ją jakiś młodzieniec i plan wraz z innymi książkami wyleciał jej z rąk. Pośpiesznie schyliła się i zaczęła zbierać porozrzucane po korytarzu książki. Biorąc ostatnią książkę do ręki, spostrzegła czyjeś buty. Podnosząc głowę do góry, przyglądała się posturze, a po chwili widziała już cała twarz wraz z sylwetką. Był to niejaki brunet, o jasnoniebieskich oczach i dość dobrze zbudowanej posturze.
- Może mógłbym pomóc?-spytał z uśmiechem na twarzy 
- Nie, poradzę sobie- odparsknęła Hermiona z dumą i lekko zaczerwionymi policzkami.
Brunet ominął ją i pożegnał miłym i szczerym uśmiechem.
Jeszcze tego mi brakowało, pomyślała, spoglądając na zegar.
Migiem pobiegła do sali od eliksirów. Wparowałaby tam prawie niezauważona, gdyby nie kociołek, o który się potknęła, i upadła, robiąc przy tym niewielki huk...





sobota, 8 marca 2014

Rozdział 5

Nastał ranek, dzień z pozoru wyglądał jak każdy inny. Promyki słońca przedostawały się przez wielkie okna do sypialni Hermiony, budząc ją jednocześnie. Wyspana po upojnej nocy wstała, przeciągnęła się i ruszyła w stronę łazienki. Tam też włożyła na siebie czarne obcisłe skórzane spodnie, czerwoną podkoszulkę, a na górę zarzuciła szatę Gryfonów. Włosy upięła w luźnego koka, pomalowała oczy tuszem i przejechała czerwonym błyszczykiem po ustach. Gotowa do wyjścia wzięła książki i poszła do Wielkiej Sali na śniadanie. Widząc Snape'a, już zasiadającego przy stole, uniosła głowę do góry i z dumą dosiadła się do przyjaciół. Słyszała niejednokrotnie głosy uczniów, którzy nie mogli uwierzyć, że tak pięknie wygląda. Z pozoru mol książkowy, a tu taka przemiana...
- Dla kogo się tak ubrałaś?  zapytał Ron, jak zwykle z jedzeniem w buzi.
Hermiona tylko przewróciła teatralnie oczami, patrząc z obrzydzeniem na przyjaciela.
Dyrektor Dumbledore wszedł do Wielkiej Sali, stanął przed uczniami i zaczął przemowę.
- Jak już wam mówiłem, mam dla was wiadomość, profesor Remus Lupin ma ważną sprawę do załatwienia i w tym czasie jego stanowisko zajmie profesor Snape.
Zaledwie kilkanaście osób zaczęło klaskać, ciesząc się z tej zmiany nauczyciela.
- Tylko nie to  powiedziała Miona, musząc jeszcze więcej godzin przebywać z tym głupim Nietoperzem.
Albus usiadł razem z innymi nauczycielami i zaczął jeść śniadanie. Po kilkunastu minutach zaczęły się zajęcia. Pierwszą lekcją, jaką miała Hermiona, była numerologia. Dokończyła śniadanie i migiem popędziła do sali.
- Jak myślisz, co jej jest?
- Nie wiem, ale zachowuje się jakoś dziwnie i ta przemiana…westchnął Harry, idąc na zajęcia.
Numerologia zleciała bardzo szybko, ale na nieszczęście, ponieważ zaraz po niej miała OPCM.
Zamyślona wyszła z sali i poszła przed siebie długim korytarzem. Omal nie wpadłaby na profesor McGonagall, gdyby nie Ginny, która zatrzymała ją w odpowiedniej chwili.
- O, Ginny! Cieszę się, że cię widzę -€“ powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- Ja również, coś cię trapi? - spytała, widząc przyjaciółkę w niezbyt ciekawym nastroju.
- Nie… Zamyśliłam się trochę, a teraz wybacz, ale muszę iść na lekcje – powiedziała i zniknęła wśród innych uczniów.
Nieco spóźniona, zmachana weszła do klasy i usiadła szybko w ławce.
- Czyżby panią coś zatrzymało, panno Granger?
- Tak, ta niechęć do uczenia się w pana obecności-€“ odpowiedziała mu z wrednym uśmieszkiem.
- Dziesięć punktów odejmuję Gryffindorowi-€“ syknął z pogardą.
Hermiona już nie miała ochoty na jakiekolwiek tłumaczenie się. Wyjęła z torby książki i wpatrywała się w nauczyciela.
Zatem Snape zaczął swoje nauczanie: 
- Dzisiejsza lekcja będzie krótka. Zajmiemy się podstawowymi zaklęciami, przydatnymi przy obronie własnej. Pierwsze podstawowe zaklęcie to Expelliarmus. Przy rzucaniu takiego zaklęcia musimy pamiętać, aby nasza różdżka była skierowana w przeciwnika. Między nami a napastnikiem nie powinno być czegoś, co mogłoby odbić zaklęcie w naszą stronę. Niestety, często zdarza się, że niewyedukowany czarodziej w walce ze śmierciożercą tracił różdżkę. Drugim ważnym zaklęciem jest Drętwota. Powoduje ona utratę władzy nad ciałem. Najbezpieczniejsze zaklęcie, jeżeli chodzi o kwestię obezwładniania. Podobnym do Drętwoty zaklęciem jest Petryficus Totalus. Przeciwzaklęciem do cofania efektów uroków jest Finite Incantantem. Powoduje ono neutralizację wszelkich prostych uroków i zaklęć. Impedimento należy również do uroków pojedynkowych. Służy do spowalniania ruchów przeciwnika. Bardzo przydatne podczas ucieczki. Protego należy do najbardziej przydatnych zaklęć podczas obrony. Tworzy przed nami tarczę, która odbija zaklęcia w przypadku słabych zaklęć, lub je osłabia. Następne zaklęcia obronne omówię następnym razem. Dlaczego wy tego nie zapisujecie?! - krzyknął oburzony.
Wtem wszyscy szybko wyjęli pergaminy pióra i zaczęli pisać notatkę.
Po oczekiwanych dwudziestu minutach nastąpił koniec lekcji.
- Na następnych zajęciach będziemy uczyć się o boginach. Dlatego też macie być przygotowani, a teraz opuśćcie klasę.
Wszyscy wyszli z klasy, łącznie z nauczycielem. Hermiona nie miała teraz żadnych zajęć, więc pomyślała, że wykorzysta ten czas i pójdzie odwiedzić dyrektora. Gdy znalazła się już przed kamiennym gargulcem, wypowiedziała hasło, a następnie weszła po krętych schodach. Stanęła przed drzwiami i zapukała. Drzwi same się otworzyły, a gdy tylko przez nie przeszła, ujrzała Albusa, siedzącego za biurkiem. Dyrektor uśmiechnął się i poprosił Hermionę, aby usiadła na krześle.
- Co cię tu sprowadza?
- Nic szczególnego- powiedziała, podnosząc lekko kąciki ust.
- Nawet dobrze, że tu przyszłaś, Hermiono, muszę ci coś powiedzieć, ale to zostanie między nami.
- No dobrze, tak więc słucham?
- Wiem, że masz teraz egzaminy i sporo nauki, ale miałbym do ciebie prośbę. Profesor Snape przejmie teraz moje obowiązki na kilka dni, ponieważ muszę wyjechać w sprawie dotyczącej Hogwartu i chciałbym, żebyś mu pomogła uporać się z tym wszystkim. Mogę na ciebie liczyć?
Gryfonka nie potrafiła nikomu odmówić pomocy, dlatego też i tym razem się zgodziła.
- Oczywiście, zrobię wszystko, co w mojej mocy-wymusiła na twarzy uśmiech, po czym wyszła z gabinetu.
Idąc korytarzem natknęła się na Rona i Harry'ego.
- Gdzieś ty się podziewała? Szukaliśmy cię cały dzień!
- Przepraszam, ale nie jestem waszą własnością i mogę chodzić, gdzie chcę! – wybuchła złością i pobiegła do salonu.
- Co ją ugryzło?-€“ spytał rudowłosy.
- Nie mam pojęcia-€“ odparł Harry, wzruszając ramionami.
Chłopcy mieli zamiar odwiedzić Hagrida, dlatego też szybkim krokiem ruszyli do jego chaty. Stanęli przed wielkimi drzwiami i zapukali.
- Wchodźcie-przemiły półolbrzym zaprosił ich do środka.
Następnie podał im gorącą herbatę i usiadł.
- Nie powinniście się pojawiać poza Hogwartem o tak późnej porze.
- Przyszliśmy tylko zapytać, czy wiesz może coś więcej o tym, dlaczego dyrektor wyjechał?
- Wiadomo mi tylko tyle, że wyjechał na kilka dni w sprawie Czarnego Pana.
Ron omal nie poparzył się herbatą, wypluwając ją przed siebie.
- On wrócił?-€“ zapytał, niedowierzając.
Harry wziął łyk gorącej herbaty.
- To nie jest jeszcze pewne. Dlatego Albus wyjechał dowiedzieć się czegoś więcej-powiedział Hagrid łagodnym głosem, uspokajając chłopców.
Robiło się ciemno, więc przyjaciele musieli już wracać. Odwrócili się, pożegnali z Hagridem i popędzili do salonu Gryfonów.

Zbliżał się wieczór, uczniowie siedzieli już w swoich pokojach. Hermiona po godzinnej kąpieli przechadzała się bez celu po korytarzu.
Przypomniała sobie, że jutro jest mecz Quiddicha. Chociaż była zła na przyjaciół, zamierzała się tam wybrać. Po chwili zamyślenia, postanowiła porozmawiać z profesorem Snape'm, by dowiedzieć się czegoś więcej o Albusie. Przeszła ciemny korytarz i zatrzymała się tuż przed schodami. Wzięła głęboki oddech i zeszła na dół.
Już prawie miała pukać, gdy usłyszała profesora, rozmawiającego z jakąś kobietą. Po chwili wtrącił się w rozmowę głos mężczyzny. Był nieco odrażający i głośny. Tylko jeden mężczyzna mógłby mieć taki głos...
- Voldemort.
Wymawiając jego imię ciarki przeszły jej po całym ciele. Nie wiedziała, czy ma wracać, czy też stać, nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
Stała tak chwilę bez ruchu, a następnie postanowiła się cofnąć. Drzwi otworzyły się szeroko, a z nich wyszedł Voldemort, wraz ze swoją wierną i jakże piękną Bellatriks. W ostatniej chwili Czarny Pan spostrzegł Hermionę.
- Drętwota!-€“ krzyknął, celując w nią swoją różdżką.
Z różdżki wystrzeliło niebieskie światło, które doprowadziło dziewczynę do upadku i utraty przytomnośći.
Po kilku minutach ocuciła się i szybko uniosła głowę, w celu sprawdzenia, gdzie jest. Zdezorientowana zauważyła tylko Voldemorta i Severusa, który stał tuż nad nią. Na szczęście miała przy sobie różdzkę. Wyciągnęła ją i krzyknęła:
Expelliarmus!
Wtem szybko wstała i zaczęli nawzajem odbijać zaklęcia i walczyć. Po nieobronieniu się, upadła, a z jej ręki wypadła różdżka i poturlała się pod biurko. Teraz nie miała już najmniejszych szans, by uciec albo się obronić.
- Całkiem dobrze jak na szlamę, a teraz pozwól, że ja wypróbuję na tobie kilka zaklęć -€“ powiedział Czarny Pan z ironicznym uśmiechem na twarzy, po czym znów wycelował w nią różdżkę i krzyknął-
Crucio!
Hermiona wiła się z bólu po podłodze. Cierpienie było tak silne, że ze łzami w oczach błagała o śmierć.
Snape próbował ukryć emocje, zachowując poważny wyraz twarzy, ale nie mógł patrzeć, jak jego uczennica cierpi i odwrócił się.
- Dość tego!- niespodziewanie wykrzyknęła Bellatriks.
Obaj mężczyźni spojrzeli na nią zdziwieni. Przecież ona uwielbiała patrzeć, jak ktoś cierpi, bo sama niejednokrotnie używała tego zaklęcia.
- Jak śmiesz mi się sprzeciwiać?! - wykrzyknął ostro Lord, mierząc Bellę chłodnym wzrokiem.
- Nie możesz jej, panie mój, wykończyć, zostaw tortury mnie - z lekkim uśmieszkiem wypowiedziała owe słowa.
- W takim razie my ruszamy. Severusie, dokończ proszę moje dzieło.
Wskazał palcem na Mionę, po czym deportował się z Bellą.
Uczennica leżała obolała na podłodze. Nauczyciel podbiegł do niej i pomógł jej wstać. Nalał herbaty do szklanki i podał dziewczynie. Hermiona trzęsła się jeszcze ze strachu, aczkolwiek po łyku herbaty uspokoiła się. Siedzieli tak jeszcze przez chwilę, bez słowa. Snape, widząc, że jest jej już lepiej, kazał jej natychmiast opuścić pokój. Jeszcze osłabiona, ledwo wstała i wyszła trzaskając drzwiami.
Weszła po krętych schodach na górę, przeszła przez ciemny korytarz. Zszokowana i przestraszona całą sytuacją, poszła do salonu Gryfonów. Była już późna noc, więc nie chcąc nikogo budzić, weszła po cichu do swojego pokoju. Bardzo zmęczona położyła się wygodnie do łóżka i z trudem zasnęła.
Noc minęła bardzo szybko.
Wstała wczesnym rankiem. Tego dnia pogoda nie była za ciekawa. Na dworze podmuchiwał zimny wiatr, a słońce ukrywało się gdzieś za chmurami.
Wstała z łóżka, wyjrzała przez okno i ruszyła wolnym krokiem w stronę łazienki. Tam też włożyła czarne spodnie i zielony t-shirt. Oczy lekko pomalowała tuszem, a usta musnęła różowym błyszczykiem. Włosy luźno opadały jej na ramiona.
Zadowolona poszła po Ginny. Znalazła ją we wspólnym salonie Gryfonów. Przyjaciółka od razu podbiegła do Hermiony.
- No, no, ładnie dziś wyglądasz-€“ powiedziała, podnosząc lekko kąciki ust
- Dziękuję, pójdziesz dziś ze mną na mecz quidditcha?
- Ależ oczywiście, a teraz ruszajmy na śniadanie.
Dziewczyny weszły do Wielkiej Sali i zajęły miejsca tuż obok Harry’ego i Rona. Nikt podczas śniadania nie wypowiedział ani jednego słowa. Zdziwiło to Ginny, która zawsze, kiedy się do nich dosiadała, nie mogła powiedzieć nawet jednego słowa, gdyż to oni zazwyczaj gawędzili jak najęci. Po kilkuminutowej ciszy, Harry zaczął rozmowę.
- Myślicie, że Voldemort planuje atak na Hogwart?
- Co? Skąd wiesz, że on powrócił? Przecież ja nic wam nie wspominałam o tym… -zdążyła wypowiedzieć owe słowa, po czym chciała szybko zmienić temat, ale powiedziała o jedno słowo za dużo.
- Czy ty wiesz coś więcej?
- Nie, ja… Nie chcę teraz o tym rozmawiać.
- Jak chcesz -€“ odpowiedział Harry, popijając sok.
Dziewczyny zjadły śniadanie i ruszyły na zajęcia. Gryfonka wyciągnęła plan lekcji. Teraz miały OPCM. Miona spojrzała na przyjaciółkę i niechętnie weszły do klasy. Zajęły miejsca przy biurku. Draco i Blaise jak zwykle nie byli zajęci lekcją, tylko posyłali sobie liściki, śmiejąc się cały czas bez opamiętania.
Profesor czekał już na uczniów, zaraz potem zaczął wykład:
- Bogin- upiór zmiennokształtny, zamieszkujący ciemne miejsca. Przybiera postać, którą uzna za najbardziej przerażającą dla otoczenia. Występuje w domach czarodziei lub miejscach ich uczęszczania. Bogiń żywi się strachem, a więc bronią na niego, tak naprawdę, jest śmiech. Im więcej naturalnego śmiechu tym lepiej. Dużą przewagę dla nas daje możliwość walki w grupie. Bogin ma dylemat w kogo ma się zmienić. Mogą przez to powstawać najśmieszniejsze kształty, ponieważ bogin będzie chciał się zmienić w na przykład w szyszymorę i dementora naraz.
Po zapisaniu notatek, uczniowie przećwiczyli zaklęcie Riddikulus, a następnie, już po męczących ćwiczeniach, wyszli z sali.
Nadeszło oczekiwane przez wszystkich uczniów popołudnie. Harry i Ron poszli się przygotować do meczu, a Hermiona ruszyła do biblioteki, poczytać jeszcze jakąś książkę. Sięgnęła po jedną z Ksiąg Zakazanych i uważnie zaczęła czytać.
Po niecałej godzinie, Ginny poszła po przyjaciółkę i razem udały się na mecz.
Dziewczyny usiadły w górnych rzędach. W tym samym rzędzie niedaleko nich siedzieli nauczyciele. Wśród nich Hermiona kątem oka spostrzegła Severusa. Jak zwykle miał na sobie czarne szaty. W tej samej chwili on spojrzał na nią. Uśmiechnęła się i z lekkimi rumieńcami odwróciła głowę. Profesor odwzajemnił uśmiech i również odwrócił głowę.
Po kilku minutach zaczęła się gra. Gryfoni grali przeciwko Ślizgonom. Na boisko wleciały na miotłach obie drużyny. Uczniowie Gryffindoru i Slytherinu kibicowali swoim domom, a reszta siedziała i oglądała rozgrywkę.
W trakcie trwania meczu, Mistrz Eliksirów niespodziewanie szybkim krokiem wyszedł i ruszył w stronę Hogwartu.
Hermiona spostrzegła brak nauczyciela i pod pretekstem poprawienia makijażu wymknęła się z meczu. Opuściła boisko, weszła do szkoły i idąc korytarzem doszła do krętych schodów, zeszła w dół i zapukała do gabinetu profesora.
- Wejdź!
- Dzień dobry, przyszłam zapytać...
Wtem wtrącił się profesor:
- Czy ty, Granger, na każdym kroku musisz mnie szpiegować?! Zaraz będzie tu Czarny Pan i nie będzie zachwycony, gdy cię tu zobaczy. Wiesz przecież, co się stało poprzednim razem.
- W takim razie nie będę przeszkadzać -€“ oburzona ruszyła w stronę drzwi.
Gdy łapała za klamkę, ktoś zapukał. Prawdopodobnie był to Czarny Pan. Na szczęście sprytna Gryfonka miała w swojej torebce pelerynę niewidkę, którą Harry jej pożyczył, gdy chciała się wymknąć w nocy do biblioteki. Zarzuciła ją na siebie i stanęła przed biurkiem.
- Proszę.
W drzwiach stanął Voldemort, wraz ze swoją wierną i oddaną mu Bellatriks. Wyglądał tak samo przerażająco jak zawsze.
- Witaj, Severusie, zebrałeś już dla mnie armię? -€“ swoim odrażającym głosem wypowiedział owe słowa.
- Nie, panie.
- Masz siedem dni na zebranie armii, w innym przypadku porozmawiamy sobie inaczej – powiedział drwiącym głosem.
- To za krótko, nie zdołam ci zebrać tak dużej armii w ciągu tygodnia -€“ uniósł nieco ton.
- Jak śmiesz podnosić głos na swego pana?! -€“ Voldemort zrobił minę, jakby miał zaraz kogoś zabić.
- Panie… Ja chętnie potorturuję innych i zbiorę armię w ten sposób - Bellatriks wtrąciła się w rozmowę i spojrzała błagalnie na Voldemorta, stojąc przed nim.
- Zamilcz! - wykrzyknął i popchnął ją na biurko.
Wpadła na Mionę, a ta szybko się odsunęła, nie wzbudzając podejrzeń. Bella dobrze wiedziała, że ktoś tam stoi, ale nie powiedziała nic Czarnemu Panu, ponieważ nie chciała, by sytuacja sprzed chwili się powtórzyła.
- Tak, więc, masz jeszcze tydzień na zebranie armii -€“ syknął Lord i przeniósł się do siebie.
Lestrange migiem odwróciła się w stronę Hermiony. Podeszła bliżej i już miała ściągnąć pelerynę gdy Snape krzyknął:
- Powinnaś już stąd iść. Tam nikogo nie ma. Zapewniam cię, że wiedziałbym gdyby ktoś się ukrywał w moim gabinecie.
Bella spojrzała jeszcze raz w stronę biurka i dołączyła do Czarnego Pana.

 Severus odetchnął z ulgą, zwrócił się w stronę uczennicy i zrzucił z niej pelerynę.
- Czyś ty do końca straciła rozum?!
- Jest pan zwykłym tchórzem! Gdyby pan miał jakiekolwiek uczucia, nie pozwoliłby pan mnie wtedy torturować! – krzyknęła i podeszła bliżej do nauczyciela.
Snape złapał ją za szyję i przycisnął mocno do ściany. Hermiona dusiła się, czuła jak łza spływa jej po policzku. Próbowała odciągnąć od siebie rękę profesora, lecz bezskutecznie.
- Niech wejdzie do twojej ślicznej główki fakt, że jestem szpiegiem Albusa i nie mogę się wydać!
Szarpnął dziewczynę jeszcze raz, zmierzył ją chłodnym spojrzeniem i opuścił rękę. Usiadł przy swoim biurku, wyciągnął alkohol i wlał sobie do szklanki. Emocje już opadły, a profesor czuł się w środku okropnie. Nie dość, że jest szpiegiem i ryzykuje własnym życiem, to na dodatek ryzykował życie swojej uczennicy. Nie mógł sprzeciwić się Voldemortowi, ale nie mógł też pozwolić torturować Hermiony. Siedząc kątem oka podziwiał jej urodę i wyjątkowe brązowe oczy. Nie mogę pozwolić jej zabić, ona dla mnie dużo znaczy. Po chwili otrząsnął się i powtarzał sobie w myślach. To przecież twoja uczennica, nie możesz nic do niej czuć. Przecież jesteś od niej dużo lat starszy. A jednak zależało mu na niej bardziej, niż na innych uczennicach. Wstał i ze szklanką wypełnioną whiskey przechadzał się po gabinecie.
Granger również wstała i czuła się krępująco, czując na sobie spojrzenie Snape'a, który stał tuż za nią, aczkolwiek z drugiej strony też coś czuła do profesora i nawet podobało jej się to. Bardzo chciała w tym momencie wstać i pocałować go, ale na szczęście szybko się otrząsnęła, wiedząc, że nie może pozwolić sobie na takie zachowanie i powiedziała:
- Wiem, że nie jest łatwo. Jest pan codziennie narażony na to, że za dużo pan powie, albo za mało i Voldemort może się wszystkiego domyśleć. Przepraszam, że jestem taka wścibska.
- Nie, to ja przepraszam za moje zachowanie, ale teraz już idź stąd, bo nie potrzebuję niańki – powiedział swym niezwykle męskim głosem, od którego Hermionie po plecach przeszły ciarki.
Wstała, wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Mecz jeszcze się nie skończył, tak więc wróciła do przyjaciółki. Przeszła szybko przez ciemny korytarz, wyszła z Hogwartu i poszła do Ginny. Usiadła tuż obok i spytała:
- Kto wygrywa?
- Gdyby cię ten mecz interesował, nie znikałabyś na tak długo -€“ powiedziała oburzona Ginny i odeszła od niej.
Hermiona została zupełnie sama.
Przyjaciele już z nią nie rozmawiają, a nikogo poza nimi nie miała. Akurat teraz, gdy musiała się komuś zwierzyć ze swoich problemów. Albus prosił ją, by pomogła Severusowi, a teraz sama potrzebuje wsparcia.
Westchnęła do siebie i poszła się przejść po Hogwarcie. Minęła kilku Puchonów i Krukonów. Wśród nich dostrzegła Lunę. Podeszła do niej i się przywitała. Rozmawiały kilka minut, gdyż Luna musiała iść na zajęcia. Pozostały jej jedynie książki. Zatem ruszyła do biblioteki. Wzięła z półki kilka książek i usiadła na fotelu przy oknie.
Po chwili usłyszała głos Rona.
- Haha, naprawdę? Myślałem, że jest mądrzejsza.
- Najwyraźniej się myliliśmy -€“ obaj wybuchli śmiechem.
Miona wstała i podeszła do przyjaciół.
- Możemy porozmawiać?
- No, dobra…
- Przepraszam, że wyszłam z meczu, ale naprawdę musiałam.
Przyjaciele spojrzeli na siebie i po chwilowym zastanowieniu wybaczyli Gryfonce jej zachowanie. Było już popołudnie, uczniowie nie mieli już zajęć, więc wykorzystali tę chwilę, by porozmawiać.
Niebawem, przechodząc koło gabinetu dyrektora, zauważyli, że wrócił. Hermiona zostawiła na chwilę przyjaciół i poszła porozmawiać z Dumbledore'm. Weszła do góry po wąskich i spiralnych schodach, a następnie zapukała do drzwi.
- Proszę.
Wielkie drzwi do gabinetu otworzyły się. Dyrektor siedział za biurkiem. Gdy zobaczył uczennicę, wstał i podszedł bliżej, wymuszając uśmiech, lecz niezbyt mu się to udało, bo na pierwszy rzut oka spostrzegawcza Hermiona zauważyła, że coś jest nie tak. Stojąc przed Gryfonką, zaproponował jej, by usiadła, po czym wlał jej do szklanki herbaty. Miona usiadła, wzięła do ręki szklankę i skosztowała jej. Po krótkiej chwili drzwi się otworzyły a w nich stanął Severus. Podszedł do biurka dyrektora, kątem oka spoglądał na uczennicę.
- Albusie, mamy coraz mniej czasu. Dziś znowu tu będą -€“ powiedział zdenerwowany.
- Spokojnie, Severusie, wiem, co robię -€“ odparł z uśmiechem i spokojem w głosie.
Mistrz Eliksirów objął chłodnym spojrzeniem Hermionę i wyszedł. Dziewczyna wstała i z oburzeniem w głosie powiedziała:
- Czy może ktoś mi w końcu powiedzieć, o co tu chodzi?!
- Myślę, Hermiono, że najlepiej będzie, jeśli Severus ci to wyjaśni. Idź do niego dziś po zajęciach, proszę. A teraz przepraszam, ale chciałbym zostać sam.
Miona przytaknęła i bez żadnych pytań wyszła z gabinetu. Chodząc bez celu po szkole zastanawiała się, co może mieć z tym wspólnego, skoro sam Albus nie chciał jej powiedzieć. Dziewczyna o niezwykłej inteligencji, która zawsze na wszystko mogła znaleźć wyjaśnienie, tym razem miała pustkę w głowie. Chodząc ze spuszczoną głową, co chwila wpadała na kogoś z uczniów. Tym razem wpadła na samego profesora. Podnosząc głowę do góry, spostrzegła kruczoczarne oczy, które wpatrywały się w nią.
- Może byś się przesunęła?! -€“ wypowiedział słowa z pogarda w głosie.
Gryfonką ze stanowczą miną przesunęła się w prawo. Jeszcze przez chwilę odwracała się za siebie, patrząc na Nietoperza.
Wtem Ginny podeszła do przyjaciółki.
- Przepraszam, że cię wtedy zostawiłam. Powiesz mi w końcu, po co wyszłaś tak nagle do Hogwartu?
- Wszystko w swoim czasie - uśmiechnęła się i z zadowoleniem poszły na krótki spacer.
Dziewczyny rozmawiały o wydarzeniach, które miały miejsce niedawno. Niedaleko siedzieli Ron i Harry. Najwyraźniej się, „uczyli”, a raczej rozmawiali z książką w ręku. Gryfonki dosiadły się do przyjaciół i chcąc rozluźnić atmosferę opowiadali sobie dowcipy. W końcu odstresowali się od codziennych monotonnych zajęć. Zapomnieli o kłopotach i mogli porozmawiać tak jak kiedyś.
Robiło się coraz chłodniej, słońce znikło gdzieś w chmurach, od czasu do czasu wiał chłodny wiatr. Uczniowie wrócili do szkoły. Hermionie szybko zszedł uśmiech z twarzy, gdyż przypomniała sobie, że musi iść jeszcze do profesora.
Odprowadziła przyjaciół do portretu Grubej Damy, a sama zeszła schodami w stronę lochów. Drzwi było otwarte, więc bez pukania weszła. W środku panował mrok, który rozjaśniało kilka świeczek, wiszących tuż nad sufitem. Na ścianach wisiały obrazy, ukazujące założycieli Hogwartu. Severus siedział za swoim biurkiem, w jednej ręce trzymał gazetę, a w drugiej szklankę, wypełnioną po brzegi whiskey. Widząc, że uczennica stoi za biurkiem, poprosił ją, by usiadła. Granger podeszła bliżej i niepewnie usiadła na starym i skrzypiącym krześle. Przez chwilę rozglądała się po gabinecie.
Kątem oka zauważyła na biurku Snape'a zdjęcie, na którym była kobieta o niesamowitych, bujnych lokach i brązowych oczach. Miała na sobie szaty Gryffindoru, a na twarzy widniał jej uśmiech od ucha do ucha. Zdjęcie zostało prawdopodobnie zrobione koło chatki Hagrida. Dziewczyna uważnie przyglądała się zdjęciu, aczkolwiek nie rozpoznawała osoby, która na nim jest. Postanowiła spytać o to profesora.
- Kim jest kobieta na zdjęciu?
Profesor zmarszczył brwi, wziął łyk zimnej whiskey i powiedział:
- Kobieta na zdjęciu nazywa się Diana Black. Matka Narcyzy i Bellatriks miała jeszcze jedną córkę. Niestety, nie przyznawała się do niej, ponieważ córka bardzo różniła się od sióstr. W przeciwieństwie do nich, uwielbiała przybywać z mugolami i była wyjątkową prymuską. Nienawidziła czarnej magii i nie dokuczała czarodziejom półkrwi. Próbowała się z nimi zaprzyjaźnić, ponieważ uważała, że są równi z innymi. Gdy dziewczyny uczęszczały do Hogwartu, Diana była w Gryffindorze, a Bella i Narcyza w Slytherinie. Nie miała w życiu za dobrze. Na każdym kroku była poniżana za swoją wiedzę i za to, że przyjaźni się ze „szlamami''. Na szóstym roku nauki poznała niejakiego Luke'a. Luke był mugolem. Bardzo mądrym i uczciwym człowiekiem. Od razu, gdy spotkał Dianę, zakochał się w niej. Matka Diany wyrzuciła ją z domu, ponieważ postawiła dziewczynie jeden warunek: albo przestanie się z nim i innymi szlamami spotykać, albo nie ma prawa nazywać się jej córką. Dziewczyna miała dobre serce i nie zostawiła swoich przyjaciół, więc musiała odejść z domu. W późniejszych latach zamieszkała z Luke’iem i do pewnego czasu wiodła spokojne życie.
Snape spojrzał na zegarek, po czym rzekł:
- Jest już późno, więc resztę opowiem ci jutro, bo to będzie w szczególności dotyczyć ciebie. Teraz żegnam – warknął surowym tonem i ponownie zaczął czytać gazetę.
- Dobranoc – mruknęła pod nosem.
Wyszła z gabinetu i pospiesznie ruszyła do salonu Gryfonów. Stojąc przed obrazem Grubej Damy, wypowiedziała hasło i weszła do środka. Ginny siedziała tuż przed kominkiem z głową w książce. Ron jak zwykle jadł coś, zagadując Harry'ego. Niechcąc im przeszkadzać, weszła do swojego pokoju, ubrała piżamę, splotła włosy i leżąc już w łóżku, rozmyślała nad tym, co ma wspólnego z Dianą, a niedługo później zasnęła.

- Hermiono! Obudź się! -€“ krzyczała już z daleka Ginny, biegnąc w jej kierunku.
Zaspana Granger wstała z łóżka i podeszła do przyjaciółki.
- Jedziemy dziś na wycieczkę, nie będzie zajęć -€“ powiedziała z pełną radością.
Miona, jeszcze nie do końca wybudzona, podniosła lekko kąciki ust i powiedziała przyjaciółce, że ma na nią czekać w Wielkiej Sali. Przecierając zmęczone oczy ręką, weszła do łazienki. Założyła czerwoną koszulę w kratę i obcisłe czarne legginsy. Usta musnęła czerwoną szminką, a włosy spięła w koka. Po kilku minutach była już gotowa.
Wyszła z pokoju i ruszyła do Wielkiej Sali. Tam też, wraz z Ginny, zajęła miejsce przy stole i jadła śniadanie. Następnie wszyscy zebrali się przed szkołą. Na dworze było ciepło, słońce oświetlało dosłownie wszystko. Jedynie pojedyncze drzewa dawały trochę cienia i przy tym odrobinę chłodu. Wiatr wiał z bardzo małą prędkością. Zapowiadał się ciepły i słoneczny dzień. Zabrali potrzebne rzeczy i pojechali.
Została jedynie Hermiona. Odetchnęła świeżym powietrzem i wróciła do szkoły, ponieważ na prośbę Dumbledore’a musiała iść do lochów. Pełna nienawiści, że nie może jechać razem z innymi, ruszyła do gabinetu Snape'a. Zeszła w dół i otworzyła drzwi.
Zaniepokojona tym, że nikogo tam nie zastała, postanowiła poczekać w gabinecie. Znudzona czekaniem, rozglądała się się po gabinecie. Podeszła bliżej biurka i otworzyła szafkę. To było dla niej nietypowe zachowanie, bo na co dzień nie zaglądała do cudzych rzeczy, aczkolwiek chciała dowiedzieć się więcej na temat Diany. W szafce znalazła jedynie pióra i pergaminy. Wśród nich zauważyła zdjęcie. Wzięła je do ręki i uważnie się mu przyglądała. Na fotografii widniało jezioro i zarysy gór. Na zielonej łące stała Diana, trzymając w ręku dziecko. Z tyłu zdjęcia widniał napis.
Witaj Luke,
nasza córka ma się świetnie, tak jak i ja. Jest tu wręcz przepięknie. Woda jest ciepła, a słońce grzeje tak mocno, że trudno wytrzymać w cieniu. Niesamowita roślinność pokrywa całą łąkę. Zatrzymamy tu się na chwilę, a potem pójdziemy odwiedzić mojego starego przyjaciela Albusa. Zapewni on nam pożywienie jak i miejsce do spania. Będziemy pod jego opieką i zapewni nam bezpieczeństwo. Niedługo wrócimy. Nie martw się o nas.
D.B.
Nagle do pokoju wszedł Snape. Widząc Hermionę, grzebiącą w jego rzeczach, podszedł do niej i złapał za rękę.
- Nie nauczyli cię, że nie rusza się cudzych rzeczy?!
- Przepraszam - powiedziała, siadając na krześle.
- Skoro już tak bardzo nie mogłaś się doczekać, to teraz posłuchaj. Tak jak mówiłem, Diana zamieszkała z Luke’iem. Niebawem urodziło im się dziecko. Niestety, w późniejszych latach wydarzyła się tragedia...




środa, 26 lutego 2014

Rodział 4

Witam.Mam nadzieję , że długo nie musieliście czekać na rozdział no ,ale staram się jak mogę.Nie będę się długo rozpisywać..Jeśli chodzi o to opisywanie emocji itp.To starałam się więcej tego napisać aczkolwiek większości to nie przeszkadzało dlatego nie będę zmieniać na siłę mojego toku pisania.Pamiętajcie , że każdy choćby najkrótszy komentarz motywuje.


 
Następną niesamowitą krainą, jaką mieli zaszczyt zwiedzić, było Blandtop Była to niezbyt duża kraina, o mało urozmaiconej roślinności. Przed nimi rozciągała się wąska ścieżka, która wiodła do dużej przepaści. Za przepaścią widać było średnich rozmiarów jezioro, a tuż zanim przepiękna polanę, którą porastały przeróżne rośliny, między innymi krwistoczerwone róże i bladoróżowe tulipany. Stała tam również drewniana chatka, a tuż obok niej uwiązany do drzewa pies. Pewnym krokiem ruszyli przed siebie. Szybko zeszło im dojście do przepaści. Stanęli jak wryci, zastanawiając się, co teraz. Pierwszy pomysł, który przyszedł Hermionie do głowy, to spróbować ją przeskoczyć. Postanowiła go zrealizować. Odeszła kilka kroków w tył, aby się rozpędzić.
- Chyba nie masz zamiaru skakać?!
- Śmiem twierdzić, że właśnie tak zamierzałam. Ma pan inny pomysł?
- Nie uda przeskoczyć ci się tak szerokiej przepaści. Jeszcze do wczoraj myślałem, że masz trochę oleju w głowie. Po Weasley'u i Potterze bym się tego spodziewał, ale po tobie? – zmarszczył brwi i rzucił na nią nienawistne spojrzenie.
- Więc ma pan zamiar stać tu i czekać aż Dumbledore sam się odnajdzie? – spojrzała na niego z kapryśną miną.
Snape tylko zmierzył ją chłodnym wzrokiem. Nie zwracając uwagi na profesora rozpędziła się i skoczyła.
- No mogłem spodziewać się tego... Taka mądra, a do tego odważna. Zawsze musisz postawić na swoim, Granger. Miałaś więcej szczęścia niż rozumu. – Tak naprawdę podziwiał ją za wyjątkową odwagę, ale jak to nasz Mistrz Eliksirów zareagował na to w dość obojętny sposób, skacząc tuż za nią.
Ustali na twardej powierzchni, musieli jeszcze pokonać jezioro i dalej w drogę.
- To może teraz wykażesz się swoją odwagą i powiesz, jak zamierzasz przejść.
- Otóż w bardzo prosty sposób, przepłyniemy – uśmiechnęła się, bo wiedziała, że to jedyny sposób i Snape nie mógł jej skrytykować.
Snape chciał coś dodać, ale sam wiedział, że nie ma o co się czepiać. Przewrócił tylko oczami. Poszli naprzód, wodę mieli już do kolan, a po chwili zanurzyli się w niej po szyję. Płynęli w dość szybkim tempie, chcąc jak najszybciej znaleźć się na lądzie. Pogoda zmieniła się natychmiastowo, rozpętała się straszna burza, deszcz padał mocno i bez ustanku. Snape był już na środku jeziora, a Hermiona była daleko za nim.
- Granger, nie obijaj się.
- Już nie mogę – wypowiadając te słowa, zachlusnęła się wodą, nie mogła nic wykrzyknąć, zaczęła się topić i iść na dno.
W chwili, gdy spadała na dno, Snape odwrócił się, by znów pognać ją, że ma szybciej płynąć.
- Gdzie ty, do cholery, jesteś?!
Odpowiedziała mu jedynie cisza i odbijające sie o powierzchnię wody duże krople deszczu. Nie wiedział, co ma robić. Pierwszy raz się tak czuł. Myślał, że ją stracił i to na zawsze. Natychmiast zareagował i zanurkował. W ciemnej wodzie zdążył zauważyć jej brązowe loki. Złapał ją za rękę i migiem wypłynął z nią do góry. Dopłynął do brzegu. Położył ją, natychmiast sprawdził czy oddycha. Po pierwszym nacisku na klatkę piersiową, Hermiona otworzyła oczy i zaczęła kaszleć, wypluwając wodę. Podniosła się, jeszcze przez chwilę dochodziła do siebie po tym, co się właściwie stało. Po krótkim odetchnięciu podeszła bliżej i chciała podziękować nauczycielowi, ale Snape jej przerwał:
- Ile razy jeszcze będę cię ratował?! Mogłem cię w ogóle nie zabierać ze sobą. Sam już dawno znalazłbym dyrektora, a ty robisz same problemy!
Nerwy mu puściły, nie wytrzymał już tego. Przecież mogłaby nie żyć, gdyby tak szybko nie zareagował. W tym zdenerwowaniu nieświadomie popchnął ją, a ona upadła. Leżąc na ziemi zaczęła płakać. Spojrzała zrozpaczona na Mistrza Eliksirów, wstała i pobiegła za chatkę. Usiadła i przetarła oczy ręką.
- Dlaczego on taki jest? Jeszcze wczoraj był taki miły, wierzyłam, że się zmienił – mówiła do siebie ze łzami w oczach.
Schowała głowę miedzy nogi i płakała. Chwilę potem poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Spojrzała w górę i zobaczyła Snape'a.
- Nie becz jak mała dziewczynka. Po prostu nie chcę żeby ci się coś stało, bo mi zależy.
Wyciągnął rękę w jej stronę, by pomóc jej wstać.
- Poradzę sobie sama, przecież nie jestem mała dziewczynką – powiedziała ze złością i urazą w głosie.
Podniosła się z ziemi, spojrzała z dumą na Snape'a i poszła przed siebie.
Gdy już mieli wychodzić z krainy, na ich drodze stanął pies. Nie był to jednak normalny pies. Ogromnych rozmiarów zwierzę z głową psa, skrzydłami smoka i wielkimi szponami. Widok ten wprawił ich w bezruch. Ślina ciekła mu po pysku, niczym mopsowi. Snape szybko zakrył sobą Hermionę i wyciągnął różdżkę.
- Arus, siad!
Odwrócili się jednocześnie w tył.
- Nie bójcie się, to tylko zwierzę, i do tego nie groźne.
- Kim pan jest? – spytała z ciekawości Hermiona, patrząc na wielkiego półolbrzyma z czarną brodą i kruczoczarnymi oczami.
- Mieszkam tu od bardzo wielu lat. Modyfikuję i opiekuję się zwierzętami.
Oboje spojrzeli na niego z dziwną miną.
- Tak, dobrze słyszeliście. W tej chacie mam pełno sierści i innych potrzebnych rzeczy do tworzenia. Po prostu, gdy chcę stworzyć jakieś zmutowane zwierzę, szukam kłów, sierści albo innych rzeczy, należących do danego gatunku. Zwykle mieszam ze sobą sierść z trzech zwierząt, po czym wskazuję różdżką i o!
- Po co ci one?
- Stwarzam je, by broniły mnie przed Sami-Wiecie-Kim – powiedział z lękiem w głosie.
- Voldemortem? – krzyknęła w szoku Hermiona, nie dowierzając, że mógł naprawdę wrócić.
- Nie wolno wymawiać jego imienia! Ale tak... przed nim.
- Strach przed imieniem zwiększa strach przed tym, kto je nosi.
- Przestańcie opowiadać głupoty, jego już nie ma i nie będzie.
Nauczyciel szarpnął Hermionę za rękę i kazał jej iść tuż za nim.
- Możecie na mnie liczyć, jeśli będziecie mieli kłopoty.
Zdążyli usłyszeć jeszcze te słowa, po czym zniknęli wśród drzew. Nie odezwali się do siebie przez połowę drogi po tamtym zdarzeniu.
Pogoda zmieniła się na lepszą. Słońce wyszło zza ciemnych chmur, a czarne niebo przybrało barwy błękitu. Zmęczeni drogą, przystali na jednej z wielu polan.
- Długo nie odpoczywaliśmy, a tobie przydałby się porządny odpoczynek, bo wyglądasz strasznie, Granger.
Te słowa jeszcze bardziej wkurzyły Hermionę
- Lepiej niech pan spojrzy na siebie – powiedziała z kwaśną miną, ale i tak później stwierdziła, że potrzebny jej odpoczynek.
Zła usiadła na trawie, by rozładować emocje.
Profesor nie miał ochoty na popołudniową drzemkę, dlatego też usiadł w cieniu pod drzewem i czytał w pełnym spokoju książkę. Hermiona czuła się zupełnie niepotrzebna tu po tych słowach, które Snape wykrzyczał do niej niedawno. Rozmyślała nad ucieczką w nocy i szukaniem dyrektora na własną rękę. Zamyślona obserwowała nietoperza.
- Możesz przestać się tak na mnie gapić?! – wrzasnął ostro Snape.
Teraz już była pewna swoich planów. Nie wytrzymałaby dłużej z tym dupkiem. Nadeszła oczekiwana przez nią noc. Hermiona spakowała swoje rzeczy i cichym krokiem podeszła do Snape'a by sprawdzić, czy na pewno śpi. Teraz, gdy była pewna, że tak jest, ruszyła przed siebie. Ominęła niewysokie krzaki, a tuż za nimi skręciła w lewo. Na dworze było bardzo ciemno, prawie nic nie było widać. Hermiona nie wiedziała, gdzie jest i w którą stronę ma teraz iść. Postanowiła, że poczeka do wschodu słońca i ruszy dalej. Usiadła na zimnej powierzchni ziemi, po czym w pozycji embrionalnej próbowała zasnąć.
Bardzo długo rozmyślała o tym, co zaszło podczas tej wyprawy między nią a nauczycielem. Aczkolwiek martwiła się również o Harry'ego i Rona.
Po chwili poczuła, jak ktoś kładzie się koło niej i ręką głaszcze jej brązowe włosy i delikatny policzek. Była przekonana, że to Snape przyszedł i w ten sposób chciał załagodzić sytuację. Zamknęła oczy i odwracała się powoli w jego stronę. Otworzyła oczy i omal nie dostała zawału.
- Myślałaś, że to twój Mistrz Eliksirów przyszedł do ciebie? Nie martw się, jego już nie ma – z uśmieszkiem na twarzy wypowiedział owe słowa Czarny Pan.
Hermionie prawie oczy wyszły z orbit.
- To niemożliwe, przecież...
- Przecież ja nie żyję? Dalej sobie to wmawiaj, nędzna szlamo!
Hermiona odwróciła się i w panice szukała różdżki, ale było już za późno, gdyż Czarny Pan wypowiedział zaklęcie.
- Crucio!
Hermiona krzyczała, a jej rozdzierający głos niósł się echem po lesie. To uczucie było nie do zniesienia. Czuła się, jakby ktoś wbił w jej ciało setki ostrych noży. Ból narastał coraz bardziej.
- Zabij mnie, błagam, nie wytrzymam dłużej! – wykrzykiwała słowa, które Czarny Pan lekceważył i, patrząc jak cierpi, cieszył się jeszcze bardziej.
Hermiona obudziła się cała spocona. Był już świt. Jeszcze przez chwilę nie mogła otrząsnąć się po tym śnie.
- Może to coś oznacza... – Hermiona rozmyślała, gdy nagle usłyszała głos
- Gdzie ty do cholery byłaś?! Gdyby nie te twoje krzyki, to bym cię nie znalazł!
Hermiona obejrzała się za siebie, słysząc ten niebywale męski głos, który doprowadzał ją do drgawek.
- Pan się o mnie martwił?
- Przestań mnie pytać o takie głupoty. Tak w ogóle, to ruszamy, bo już świt, zbieraj się, Granger.
Hermiona, nieco wkurzona po ostatniej nocy, przytaknęła i ruszyła tuż za Snape'm.
Słońce jak zwykle mocno świeciło, a chmury co jakiś czas przysłaniały je, tworząc w ten sposób cień. Wiatr powiewał lekko i przyjemnie. Śnieg dawno się stopił, pozostawiając po sobie setki kałuż. Mimo tego, szło im się bardzo dobrze.
- Nie sądzi pan, że powinniśmy być już dawno na miejscu? Idziemy już ponad godzinę.
- A ty, Granger, nie sądzisz, że powinnaś być mniej ciekawska?
Znowu się zaczyna, pomyślała Hermiona.
Snape, spoglądając na mapę, zaczął mówić:
- Tamta kraina była ostatnią, jaką mogliśmy zwiedzić. Teraz powinniśmy być na miejscu, które jest zaznaczone czerwonym krzyżykiem. Poszukaj czegoś, Granger, chociaż do tego się przydasz.
Hermiona aż poczerwieniała ze złości i już chciała coś powiedzieć, ale odpuściła sobie, bo pomyślała, że to nie ma sensu. Szukała jakichkolwiek śladów, tropów, ale nic z tego. Poddała się i usiadła na kamieniu.
- Znalazłaś coś? – spytał.
- Zupełnie nic – mruknęła z załamaniem Hermiona
Miała totalną pustkę w głowie. Zastanawiała się, co dalej będzie.
- No dobrze, przenocujemy tu, a jutro ty wracasz, a ja szukam dalej.
- Że co?! Taką długą drogę przybyłam, żeby potem po prostu odpuścić sobie? Nigdzie nie wracam –powiedziała, a raczej krzyknęła wysokim tonem Hermiona, jakby zaraz miała wyjść z siebie.
- Nie mam czasu ani ochoty dłużej cię niańczyć. To zbyt niebezpieczne! Ledwie uszłaś z życiem! –marszcząc brwi podszedł do uczennicy i zaczął się na nią wydzierać.
- To już pan zapomniał o tamtym pocałunku?! Gdyby ktoś o nim wiedział...
- Ale nikt się nie dowie! – krzyknął Snape, przyciskając uczennicę do drzewa tak mocno, że aż brakło jej powietrza i zaczęła się dusić.
Z jej oczu zaczęły wypływać łzy, gdy patrzyła na niego błagalnie, ale on zdawał się tego nie zauważać. Próbowała się uwolnić od niego, ale bezskutecznie.
- Zostaw ją!
Snape puścił Granger i obejrzał się za siebie.
- Dyrektorze! - krzyknęła z uśmiechem na twarzy Hermiona, powstrzymując łzy po tym, co się stało.
Podbiegła do Albusa i uścisnęła mu rękę.
- Gdzie pan był? Nic panu się nie stało? Dlaczego się pan tak długo nie odzywał? – Hermionie przelatywały setki pytań w głowie. Jak najprędzej musiała się wszystkiego dowiedzieć
- Przepraszam panią, ale muszę sobie coś wyjaśnić z profesorem Snape’m.
Przytaknęła, po czym zostawiła ich na chwilę samych.
Hermiona odeszła kawałek dalej, ale wciąż z daleka słyszała ponury głos Snape'a, który najwidoczniej próbował się tłumaczyć.
- Albusie, to nie tak jak myślisz, ona po prostu działała mi na nerwach no i nie wytrzymałem –tłumaczył się Snape
- Wiem dobrze, co się zdarzyło, ale to teraz najmniejszy problem... Wróćmy, do Hogwartu, tam ci wszystko opowiem.
- Panno Granger! Wracamy – oznajmił dyrektor.
Używając czarnej różdżki, Albus deportował ich do Hogwartu. Znalezli się w jego gabinecie. Nie zastanawiając się dłużej, Hermiona wyszła z gabinetu, zostawiając ich sam na sam. Przeszła długi korytarz, skręciła w prawo i znalazła się przed portretem Grubej Damy. Wypowiedziała hasło, po czym obraz otworzył się i weszła do środka.
W salonie Gryfonów na kanapie siedzieli jej przyjaciele, popijając herbatę i rozmawiając
- Harry! Ron! Jak się cieszę, że was widzę – Hermiona z daleka zauważyła przyjaciół i pędem podbiegła do nich, witając się.
- Dostaliśmy list od ciebie. Na jakiej wyprawie byłaś? – dopytywał się ciekawski Ron.
- Ehm.. Długa historia no to może zacznę od początku.
I opowiedziała im wszystko, oczywiście pomijając historię jej pocałunku z Severusem.
- No i w ten oto sposób Albus deportował nas tu.
- Wow, naprawdę istnieją takie krainy w Zakazanym Lesie? Musimy się kiedyś tam wybrać – powiedział zafascynowany całą opowieścią Ron.
- Jutro zaczynamy zajęcia, nie zapomnijcie nauczyć się na test z eliksirów, bo profesor coś o nim wspominał. A teraz idźcie spać, bo musicie być dobrze wyspani na jutrzejsze lekcje – powiedziała Hermiona, idąc w stronę swojego łóżka.
- Czasami mam wrażenie, że zachowuje się jak moja matka – powiedział Ron, po czym zaczęli się śmiać.

Po nie zbyt dobrze przespanej nocy, Hermiona wstała, wrzuciła na siebie czerwony sweter, jeansy i zarzuciła szatę Gryfonów.
Pierwszą lekcją, jaką miała, była transmutacja. Poszła do Wielkiej Sali, w pośpiechu zjadała śniadanie i pośpieszyła na zajęcia.
Klasa transmutacji była dużym, okrągłym pomieszczeniem. Większość sali wypełniały ławki dla uczniów, przy jej końcu stała katedra, biurko i krzesło, na którym podczas lekcji siedziała profesor McGonagall. Dookoła pomieszczenia znajdowały się klatki z różnymi zwierzętami.
- Dzień dobry – powiedziała profesor McGonagall. – Dzisiaj będę sprawdzać, czego nauczyliście się przez ostatnie kilka tygodni.
Hermiona spojrzała smętnie na nauczycielkę, a Ron wyglądał, jakby mu powiedziano, że od jutra zamieszka w Zakazanym Lesie.
- No, to może zaczniemy od ciebie, Ronaldzie – powiedziała i położyła mu na ławkę dwa małe króliczki. – Zamień je proszę w kapcie. Ron spojrzał na przyjaciółkę i wzrokiem prosił ją o pomoc. Jednakże nie miała jak mu pomóc, ponieważ profesor stała tuż nad nią.
Uratowało go jedynie wejście do klasy Filcha, który powiadomił McGonagall, iż ma się stawić u Albusa. Poprosiła Hermionę, żeby nauczyła w tym czasie Rona transmutacji i po chwili nie było po niej śladu.
- Jak myślicie, stało się coś poważnego? – jak zwykle zaczął rozmowę Ron.
- Nie możemy nic przypuszczać, aczkolwiek z drugiej strony wydaje się to dziwne, że w trakcie lekcji Albus nieoczekiwanie poprosił profesor do gabinetu. Nigdy wcześniej tego nie robił.
- Coś jest nie tak i oni to przed nami ukrywają, może i lepiej, bo jak zawsze zaczniemy doszukiwać się czegoś i wpakujemy się w tarapaty.
Cała trójka zachichotała.
Po lekcji transmutacji, Hermiona miała eliksiry wraz z Ginny, a Ron i Harry wróżbiarstwo. Zeszła krętymi schodami w dół, po czym znalazła się w klasie. Snape'a jeszcze nie było, więc miała okazję do rozmowy z Ginny.
- Wiem, że coś cię trapi. Jestem twoją przyjaciółką, mi możesz powiedzieć.
- To nie takie proste… Słyszałaś, że Lavender Brown znów zakochała się w Ronie i podrzuciła mu czekoladki wzbogacone o amortencję? – Hermiona natychmiast zmieniła kompromitujący dla niej temat.
- Z nią coś jest nie tak.
Obie zaczęły głośno chichotać
Wtem do klasy wszedł Severus.
- Co was tak śmieszy?!
Dziewczyny spuściły głowy, lekko się podśmiechując.
Usiadł na swoim fotelu za biurkiem i zaczął:
- Dzisiaj będziemy ważyć Felix Felicis. Instrukcję macie w podręcznikach na stronie dwieście piątej.
Uczniowie zajęli się warzeniem. Hermiona przez pół lekcji nie mogła sie skupić, widząc, że profesor cały czas na nią patrzy.
Mimo tego, uwarzywszy eliksir, wlała go do fiolki i zaniosła profesorowi.
Położyła na biurku i już odchodziła, gdy zatrzymał ją głos Snape’a:
- Panno Granger, proszę stawić się po lekcjach w moim gabinecie.
Hermiona spojrzała na nauczyciela i wyszła z klasy.

Zbliżał się wieczór, Hermiona, tak jak Mistrz Eliksirów jej kazał, z lekką niechęcią ruszyła w stronę lochów. Zeszła po krętych schodach i znalazła się przed drzwiami. Jeszcze chciała zawrócić, ale zdała się na odwagę i zapukała.
- Wejdź!
Gdy usłyszała ten głos, przeszły jej po całym ciele ciarki.
- W jakiej sprawie miałam przyjść?
- Usiądź, musimy sobie coś wyjaśnić.
Ruszyła niepewnym krokiem i usiadła na krześle.
- Po pierwsze, zapomnij o tej całej sytuacji, która miała miejsce w tych krainach, po drugie, nie wtrącaj się w nie swoje sprawy i po trzecie, nigdy nie myśl, że między nami mogłoby coś być.
Powiedział to tak szybko, spokojnie i takim lodowatym tonem, że Hermionie w oczach pojawiły się łzy. Dlaczego, kiedy dla niego było to takie oczywiste i proste, dla niej musiało być trudne i dlaczego ona nie mogła tego ot tak zaakceptować?
- Nie przeszło mi przez myśl, żeby między nami mogło coś być – skłamała.
- Żegnam!
Hermiona wstała, zmierzyła nauczyciela wzrokiem z pogardą, po czym wyszła, trzaskając drzwiami. Idąc schodami w górę, czuła jednocześnie wstręt, jak i cierpienie.
- Skoro ja dla niego nie istnieję, ja też będę udawała, że on nie istnieje dla mnie – wmawiała sobie Hermiona, myśląc, że tak będzie, a jednak nie czuła się dobrze, okłamując samą siebie.
Postanowiła wyżalić się Ginny i powiedzieć jej, co tak naprawdę się stało podczas podróży.
Podczas kolacji w Wielkiej Sali, Dumbledore powiedział, że następnego dnia ogłosi coś, co może niektórych zszokować, jednakże poczeka z tym do jutra, żeby nie zamartwiać uczniów.
Uczniowie rozeszli się do swoich pokoi. Była jeszcze młoda noc, ale wszyscy po wyczerpującym dniu spali, nawet Hermiona, która każdej nocy nie mogła zasnąć z powodu ciągłej presji ze strony profesora.


niedziela, 23 lutego 2014

Rozdział 3

Nazajutrz Hermiona obudziła się w łóżku, przykryta czerwonym kocem. Przecierając oczy, spojrzała na łóżko obok, ale Snape'a tam nie było. Ubrała na siebie jeansy oraz różową podkoszulkę, a na nią zarzuciła bluzę. Rozpuściła włosy i wyszła z namiotu.
Pogoda dziś była niesamowita. Niebo było przejrzyste, a słońce świeciło jak jeszcze nigdy. Oddalając się nieco od namiotu dostrzegła Snape'a, który siedział przy ogromnym drzewie, ubrany jak zwykle w czarne szaty. Wyciągnął  książkę i zaczął zapisywać jakieś notatki. Najwyraźniej było to coś w rodzaju pamiętnika. Nie zdążyła dostrzec nic więcej, gdyż zawsze ponury Snape spojrzał na nią i przez chwilę przyglądał się jej, podnosząc lekko kąciki ust. Hermiona wpatrywała się przez chwilę w jego niesamowite, czarne oczy, po czym uśmiechnęła się i podeszła bliżej.
- Mogę wiedzieć, co pan pisze, profesorze?
Snape spojrzał na nią marszcząc brwi powiedział:
- Ta informacja nie jest ci do niczego potrzebna. Lepiej idź się poucz, bo jak wrócimy, zrobię test z eliksirów.
Głupi nietoperz, to już nawet o nic nie mogę zapytać?, pomyślała, po czym postanowiła pójść na krótki spacer.
- Gdzie pani idzie?
- Idę na krótki spacer. Jest przepiękna pogoda, więc dlaczego miałabym marnować taki dzień?
- Juz zapomniałaś, Granger, jak Zakazany Las jest niebezpieczny? Nigdzie się stąd nie ruszasz sama! – krzyknął Snape, wstając i podchodząc do Hermiony.
- No, to musi iść pan ze mną, profesorze €“ powiedziała z uśmieszkiem, wpatrując się w Snape'a.
- Jeśli nie pójdę z tobą, to i tak pójdziesz sama, więc nie mam wyjścia €“ westchnął poirytowany.
Hermiona jeszcze raz spojrzała w oczy Snape’owi i ruszyła przed siebie.
Po drodze minęli kilka jednorożców i innych zwierząt. Jak to w Zakazanym Lesie, wszystko wydawało się takie straszne i mroczne. Droga, którą szli, była bardzo długa. Gdy wchodzili bardziej w głąb lasu, robiło się coraz ciemniej. Dziwne zwierzęta co chwila przelatywały nad ich głowami, a w oddali słychać było przeraźliwe odgłosy.
Pogoda zmieniła się gwałtownie. Była gęsta mgła, przez którą nie było widać prawie nic, poza kilkoma drzewami. Hermiona nieco się bała, ale nie pokazywała tego po sobie, żeby nie wyjść na tchórza.
- Powinniśmy wracać, nie wiadomo, co może nas tu spotkać €“ powiedział Snape.
- Czyżby pan się bał? €“ powiedziała z zadziornym uśmieszkiem
- Ja myślę, że to pani się boi, bo od kilku minut ściska pani moją rękę.
- Przepraszam, nie zauważyłam € powiedziała, po czym szybko puściła rękę Snape'a.
Odwrócili się i ruszyli w drogę powrotną. Z daleka było widać już ich namiot. Hermiona odetchnęła z ulgą, gdy opuścili ciemne zakamarki ponurego lasu. Niebawem, gdy doszli do namiotu, spostrzegli, że coś w nim jest. Hermiona, po kompromitującej sytuacji w lesie, postanowiła zdać się na odwagę i weszła do namiotu, w celu sprawdzenia, co tam się kryje. Od razu po wejściu do niego, dostrzegła ptaka, o którym wczoraj opowiadał Snape.To  tylko centopia, pomyślała i odetchnęła z ulgą. Podchodząc powoli do ptaka w celu wypuszczenia go z namiotu potknęła się o torebkę zostawioną rano na podłodze i upadła. Było już dawno po wschodzie słońca, więc Centopia była nieruchoma, lecz miała ostre pazury i Hermiona, upadając, przejechała ręką po jednym z nich.
Snape szybko wszedł do namiotu, bo zaniepokoił go ten dźwięk. Gdy spostrzegł ptaka i leżącą nieruchomo Hermionę, szybko wziął centopię i położył przy najbliższym drzewie. Wrócił migiem do namiotu, pochylił sie nad nieprzytomną Hermioną, wziął ja na ręce i ułożył na łóżku. Przykrył jej delikatne ciało czerwonym kocem, a sam poszedł do lasu, nazbierać różnych ziół, które potrzebne mu były do uwarzenia mikstury na zadrapanie przez centopię. Musiał się bardzo namęczyć w szukaniu ich, ponieważ centopie to zwierzęta, których nie spotyka się na co dzień i trudno jest zdobyć składniki potrzebne do antidotum. Zebrał wszystko, co mu było potrzebne i uwarzywszy już miksturę podał ją nieprzytomnej Hermionie.
Po godzinie Hermiona obudziła się i nie wiedząc, co się stało, próbowała wstać z łóżka, lecz nie miała siły sie podnieść.
- Leż, musisz teraz odpoczywać, ale zapewniam, że podałem ci miksturę w odpowiednim czasie. Gdybym podał ją później, już mogłabyś nie żyć. Dlatego nic szczególnego ci nie będzie, poza osłabieniem i bólem głowy. Za godzinę powinnaś odzyskać siły.
- Nie wiem, jak panu dziękować! Gdyby nie pan, już by mnie tu nie było... Uratował mi pan życie €“ powiedziała rozkosznym głosem.
- Bez przesady, to zwykłe zadrapanie, każdy by był w stanie ci pomóc €“ burknął Snape i wyszedł z namiotu.
Mimo tego, że traktował ją jak zwykłą uczennicę, Hermiona cieszyła się, że podczas tej wyprawy będzie mogła lepiej poznać Snape'a, a nawet się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Nie czując się jeszcze za dobrze, Hermiona zdrzemnęła się.
Godzinę później, Snape przyszedł sprawdzić, czy dobrze się czuje i czy wróciły już jej siły, by ruszyć w dalszą drogę. Wszedł do namiotu, usiadł na brzegu jej łóżka i przez chwilę patrzył na nią, odgarniając jej włosy ręką.
Hermionę obudził czuły dotyk Snape'a. Otworzyła powoli oczy. I nagle odczuła potrzebę, by podnieść się i go pocałować, ale przez jej głowę przemknęła myśl: nie możesz tego zrobić, to twój nauczyciel!
Snape widząc, że już się budzi, odsunął rękę z jej włosów, wstał i powiedział:
- Widzę, że już wróciły ci nieco siły. Przygotuj się i ruszamy.
Hermiona czuła sie juz lepiej. Wstała z łóżka i chciała pójść dalej sama, lecz nie miała w sobie na tyle siły, żeby poruszać się sama po wielkim lesie. Snape, nie chcąc tracić cennego czasu, złapał ją i wyprowadził z namiotu.
- Musimy ruszać €“ powiedział.
- Profesorze, jest coś, o czym panu nie powiedziałam. Gdy byliśmy jeszcze w Hogwarcie, znalazłam mapę. Lecz nie mogłam jej przeczytać, bo nie wiedziałam, co oznaczają te symbole.
- Daj mi ją €“ krzyknął wysokim tonem Snape.
Był zły na uczennicę, że nie pokazała mu tego dużo wcześniej, bo być może są w niej ważne informacje, które mogą doprowadzić ich do dyrektora.
- Proszę €“ powiedziała Hermiona, podając mapę Snape'owi.
Przez chwilę wpatrywał się w mapę, po czym oznajmił:
- To są nazwy krain, a to droga, która prowadzi do tego miejsca  mówił Snape, jednocześnie wskazując drogę, którą powinni teraz iść. Teraz jesteśmy w Zakazanym Lesie, czyli tutaj pokazał palcem na mapie €“ musimy skręcić w lewo i po kilkunastu godzinach dojdziemy do Meridianu.
- Nigdy wcześniej nie słyszałam o magicznych krainach, które znajdują się w Zakazanym Lesie.
- Nie słyszałaś, ponieważ ten las jest, jak sama nazwa wskazuje, ZAKAZANY. Ten, który wie, co tam jest, może wchodzić do lasu dalej niż zwykli uczniowie czy też nauczyciele. Nie wiadomo, co może być w takich krainach. Musimy ruszać, zanim się ściemni.
I ruszyli wąską ścieżką, która wiodła przez las z gęstymi krzewami i ogromnymi drzewami.
Robiło się coraz ciemniej, lecz gwiazdy i księżyc oświetlały nieco las.
- Na ten dzień kończymy. Przez twoją głupotę, Granger, straciliśmy kilka godzin€“ powiedział, wskazując na jej rękę, która była zadrapana przez Centopię. Hermiona spojrzała na niego i spuściła głowę.  Kilka kroków stąd jest Meridian, ale nie możemy iść tam w nocy, bo nie wiemy co nas tam czeka.
W pośpiechu zapomnieli wziąć ze sobą namiot, więc musieli spać pod gołym niebem.
Hermiona nie czuła się zbyt dobrze, kręciło jej się w głowie, chciała usiąść przy najbliższym drzewie, ale nie mogła do niego dojść. Snape podszedł do niej, chcąc jej pomóc.
- Niech pan mnie puści, sama sobie poradzę €“ warknęła Hermiona.
- Jak chcesz, Granger€“ powiedział, a sam pośpieszył do drzewa, stojącego kilkanaście kroków od niej, usiadł i zaczął odczytywać dalsze krainy na mapie.
Tej nocy, Hermiona szybko zasnęła, ale miała okrutny koszmar, a mianowicie śnił jej się Voldemort, który zabił Dumbledore’a i Snape'a, a potem celował różdżką w nią.
- Avada Kedavra!
Rzucił zaklęcie, a Hermiona, cała spocona, obudziła się. Od razu spostrzegła profesora, który siedział nad nią.
- Całą noc wrzeszczałaś. Nie spałem nawet minuty. Co ci się śniło? 
- Przepraszam, śnił mi się Voldemort, który zabił pana i Dumbledore’a, a później chciał zrobić to samo ze mną.
Hermiona cała drżała ze strachu, ponieważ bała się, że Voldemort mógł naprawdę zabić Dumbledore’a.
- Spokojnie, to tylko sen. On nie mógłby zabić Dumbledore’a, bo jest jeszcze słaby, a poza tym, nie ma armii  powiedział, siadając blisko niej.
Hermiona poczuła sie bezpieczna, wiedząc, że siedzi przy niej Snape. Severus, nie wiedząc, co właściwie nim w tamtej chwili kierowało i czemu to zrobił, podniósł rękę, wplótł w jej włosy i przyciągnął jej głowę do siebie, całując ją delikatnie w usta i głaszcząc jednocześnie po policzku.
Hermiona nie potrafiła opisać tego, co czuła podczas pocałunku. To było trochę podobne do motylków w brzuchu. Uśmiechnęła się, patrząc w jego czarne oczy. Po kolejnym krótkim pocałunku, Severus, wstając, otarł się o jej kolano i powiedział, że muszą już iść. Oczekiwała, że ta chwila potrwa trochę dłużej, ale słuchając profesora, wzięła potrzebne rzeczy, uczesała szybko włosy i ruszyła tuż za nim.
Po kilku minutach znaleźli sie w Meridianie. To, co ujrzeli, wprawiło ich w bezruch...
Kraina była cała pokryta świeżą trawą i przeróżną roślinnością. Pozornie wyglądała na opuszczoną, ale pozory mylą i w tym przypadku to się sprawdziło. Zza krzaków wyłoniły się małe stworzenia, ni to smoki, ni ptaki. Przed nimi widniał długi most, który wyglądał, jakby miał zaraz się rozpaść i runąć w dół. Pod mostem było średnich rozmiarów jezioro, nad którym unosiła się mgła. W oddali widać było zarysy niewysokich gór.
- No to idziemy €“ powiedziała Hermiona, spoglądając na Snape'a, którego niepokoiła niesamowita cisza.
- Będę szedł pierwszy, a ty masz iść tuż za mną i bez dyskusji.
Hermiona przytaknęła. Snape wszedł na most i już po kilku niepewnych krokach szedł śmiało przed siebie. Gryfonka szła tuż za nim, podziwiając widoki, jakie napotykała z każdym swoim krokiem.
Gdy przeszli już przez most, mogli lepiej przyjrzeć się okolicy. Przed nimi stał niewielki zamek. Wyglądał na dość stary. Hermiona spojrzała na Snape'a, po czym razem ruszyli w stronę zamku.
Wrota były otwarte, więc, wyciągając różdżki, weszli do środka. Panowała tam ponura atmosfera. Nie było żadnych przedmiotów ani istot. Jednym słowem - był całkowicie pusty.
Postanowili się tu trochę rozejrzeć. Snape poszedł na górę, a Hermiona sprawdziła dół.
- Kto śmie wchodzić do mojego królestwa?!
Hermiona odwróciła się i zobaczyła postać. Była to kobieta o bujnych blond lokach i białej lśniącej sukience.
- Dzień dobry, wasza wysokość€“ powiedziała Hermiona, kłaniając się 
- W jakim celu przybywasz?
- Uczęszczam do szkoły Magii i Czarodziejstwa. Nie przybyłam tu w złych zamiarach.
Po chwili zszedł do nich Snape, spojrzał na kobietę i zaczął opowiadać, kim są, po co przybyli i kogo szukają...
- No i tak się znaleźliśmy tutaj €“ zakończył swoją opowieść kilkanaście minut później.
- Mogłabym wam w czymś pomóc?
- Nie, sami sobie poradzimy. Mam jednak do królowej pytanie...
- Ależ oczywiście, pytaj, o co tylko zechcesz.
- Dlaczego jest tu tak pusto? Gdzie są inni mieszkańcy?
- Czarny Pan... To on wszystkich pozabijał. Ja zdążyłam się ukryć. On powróci! – krzyknęła i z płaczem uciekła do swojej komnaty.
- Co teraz zrobimy? Ona się boi, nie zostawimy jej samej.
- Zostawimy. Poradzi sobie, a teraz nie traćmy czasu na pogaduszki i ruszajmy.
Hermionie żal było kobiety. Nie chciała jej tu zostawiać samej, ale nie miała wyjścia. Oboje wyszli z zamku i ruszyli dalej.
- Następny przystanek będzie w Blandtop.
Krainy było bardzo blisko siebie położone, dlatego przejście do następnej zajęło im ledwie kilka minut. Minęli kilka drzew i znaleźli się w nowej krainie...