Witam.Mam nadzieję , że długo nie musieliście czekać na rozdział no ,ale staram się jak mogę.Nie będę się długo rozpisywać..Jeśli chodzi o to opisywanie emocji itp.To starałam się więcej tego napisać aczkolwiek większości to nie przeszkadzało dlatego nie będę zmieniać na siłę mojego toku pisania.Pamiętajcie , że każdy choćby najkrótszy komentarz motywuje.
Następną niesamowitą krainą, jaką mieli zaszczyt zwiedzić, było Blandtop Była to niezbyt duża kraina, o mało urozmaiconej roślinności. Przed nimi rozciągała się wąska ścieżka, która wiodła do dużej przepaści. Za przepaścią widać było średnich rozmiarów jezioro, a tuż zanim przepiękna polanę, którą porastały przeróżne rośliny, między innymi krwistoczerwone róże i bladoróżowe tulipany. Stała tam również drewniana chatka, a tuż obok niej uwiązany do drzewa pies. Pewnym krokiem ruszyli przed siebie. Szybko zeszło im dojście do przepaści. Stanęli jak wryci, zastanawiając się, co teraz. Pierwszy pomysł, który przyszedł Hermionie do głowy, to spróbować ją przeskoczyć. Postanowiła go zrealizować. Odeszła kilka kroków w tył, aby się rozpędzić.
- Chyba nie masz zamiaru skakać?!
- Śmiem twierdzić, że właśnie tak zamierzałam. Ma pan inny pomysł?
- Nie uda przeskoczyć ci się tak szerokiej przepaści. Jeszcze do wczoraj myślałem, że masz trochę oleju w głowie. Po Weasley'u i Potterze bym się tego spodziewał, ale po tobie? – zmarszczył brwi i rzucił na nią nienawistne spojrzenie.
- Więc ma pan zamiar stać tu i czekać aż Dumbledore sam się odnajdzie? – spojrzała na niego z kapryśną miną.
Snape tylko zmierzył ją chłodnym wzrokiem. Nie zwracając uwagi na profesora rozpędziła się i skoczyła.
- No mogłem spodziewać się tego... Taka mądra, a do tego odważna. Zawsze musisz postawić na swoim, Granger. Miałaś więcej szczęścia niż rozumu. – Tak naprawdę podziwiał ją za wyjątkową odwagę, ale jak to nasz Mistrz Eliksirów zareagował na to w dość obojętny sposób, skacząc tuż za nią.
Ustali na twardej powierzchni, musieli jeszcze pokonać jezioro i dalej w drogę.
- To może teraz wykażesz się swoją odwagą i powiesz, jak zamierzasz przejść.
- Otóż w bardzo prosty sposób, przepłyniemy – uśmiechnęła się, bo wiedziała, że to jedyny sposób i Snape nie mógł jej skrytykować.
Snape chciał coś dodać, ale sam wiedział, że nie ma o co się czepiać. Przewrócił tylko oczami. Poszli naprzód, wodę mieli już do kolan, a po chwili zanurzyli się w niej po szyję. Płynęli w dość szybkim tempie, chcąc jak najszybciej znaleźć się na lądzie. Pogoda zmieniła się natychmiastowo, rozpętała się straszna burza, deszcz padał mocno i bez ustanku. Snape był już na środku jeziora, a Hermiona była daleko za nim.
- Granger, nie obijaj się.
- Już nie mogę – wypowiadając te słowa, zachlusnęła się wodą, nie mogła nic wykrzyknąć, zaczęła się topić i iść na dno.
W chwili, gdy spadała na dno, Snape odwrócił się, by znów pognać ją, że ma szybciej płynąć.
- Gdzie ty, do cholery, jesteś?!
Odpowiedziała mu jedynie cisza i odbijające sie o powierzchnię wody duże krople deszczu. Nie wiedział, co ma robić. Pierwszy raz się tak czuł. Myślał, że ją stracił i to na zawsze. Natychmiast zareagował i zanurkował. W ciemnej wodzie zdążył zauważyć jej brązowe loki. Złapał ją za rękę i migiem wypłynął z nią do góry. Dopłynął do brzegu. Położył ją, natychmiast sprawdził czy oddycha. Po pierwszym nacisku na klatkę piersiową, Hermiona otworzyła oczy i zaczęła kaszleć, wypluwając wodę. Podniosła się, jeszcze przez chwilę dochodziła do siebie po tym, co się właściwie stało. Po krótkim odetchnięciu podeszła bliżej i chciała podziękować nauczycielowi, ale Snape jej przerwał:
- Ile razy jeszcze będę cię ratował?! Mogłem cię w ogóle nie zabierać ze sobą. Sam już dawno znalazłbym dyrektora, a ty robisz same problemy!
Nerwy mu puściły, nie wytrzymał już tego. Przecież mogłaby nie żyć, gdyby tak szybko nie zareagował. W tym zdenerwowaniu nieświadomie popchnął ją, a ona upadła. Leżąc na ziemi zaczęła płakać. Spojrzała zrozpaczona na Mistrza Eliksirów, wstała i pobiegła za chatkę. Usiadła i przetarła oczy ręką.
- Dlaczego on taki jest? Jeszcze wczoraj był taki miły, wierzyłam, że się zmienił – mówiła do siebie ze łzami w oczach.
Schowała głowę miedzy nogi i płakała. Chwilę potem poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Spojrzała w górę i zobaczyła Snape'a.
- Nie becz jak mała dziewczynka. Po prostu nie chcę żeby ci się coś stało, bo mi zależy.
Wyciągnął rękę w jej stronę, by pomóc jej wstać.
- Poradzę sobie sama, przecież nie jestem mała dziewczynką – powiedziała ze złością i urazą w głosie.
Podniosła się z ziemi, spojrzała z dumą na Snape'a i poszła przed siebie.
Gdy już mieli wychodzić z krainy, na ich drodze stanął pies. Nie był to jednak normalny pies. Ogromnych rozmiarów zwierzę z głową psa, skrzydłami smoka i wielkimi szponami. Widok ten wprawił ich w bezruch. Ślina ciekła mu po pysku, niczym mopsowi. Snape szybko zakrył sobą Hermionę i wyciągnął różdżkę.
- Arus, siad!
Odwrócili się jednocześnie w tył.
- Nie bójcie się, to tylko zwierzę, i do tego nie groźne.
- Kim pan jest? – spytała z ciekawości Hermiona, patrząc na wielkiego półolbrzyma z czarną brodą i kruczoczarnymi oczami.
- Mieszkam tu od bardzo wielu lat. Modyfikuję i opiekuję się zwierzętami.
Oboje spojrzeli na niego z dziwną miną.
- Tak, dobrze słyszeliście. W tej chacie mam pełno sierści i innych potrzebnych rzeczy do tworzenia. Po prostu, gdy chcę stworzyć jakieś zmutowane zwierzę, szukam kłów, sierści albo innych rzeczy, należących do danego gatunku. Zwykle mieszam ze sobą sierść z trzech zwierząt, po czym wskazuję różdżką i o!
- Po co ci one?
- Stwarzam je, by broniły mnie przed Sami-Wiecie-Kim – powiedział z lękiem w głosie.
- Voldemortem? – krzyknęła w szoku Hermiona, nie dowierzając, że mógł naprawdę wrócić.
- Nie wolno wymawiać jego imienia! Ale tak... przed nim.
- Strach przed imieniem zwiększa strach przed tym, kto je nosi.
- Przestańcie opowiadać głupoty, jego już nie ma i nie będzie.
Nauczyciel szarpnął Hermionę za rękę i kazał jej iść tuż za nim.
- Możecie na mnie liczyć, jeśli będziecie mieli kłopoty.
Zdążyli usłyszeć jeszcze te słowa, po czym zniknęli wśród drzew. Nie odezwali się do siebie przez połowę drogi po tamtym zdarzeniu.
Pogoda zmieniła się na lepszą. Słońce wyszło zza ciemnych chmur, a czarne niebo przybrało barwy błękitu. Zmęczeni drogą, przystali na jednej z wielu polan.
- Długo nie odpoczywaliśmy, a tobie przydałby się porządny odpoczynek, bo wyglądasz strasznie, Granger.
Te słowa jeszcze bardziej wkurzyły Hermionę
- Lepiej niech pan spojrzy na siebie – powiedziała z kwaśną miną, ale i tak później stwierdziła, że potrzebny jej odpoczynek.
Zła usiadła na trawie, by rozładować emocje.
Profesor nie miał ochoty na popołudniową drzemkę, dlatego też usiadł w cieniu pod drzewem i czytał w pełnym spokoju książkę. Hermiona czuła się zupełnie niepotrzebna tu po tych słowach, które Snape wykrzyczał do niej niedawno. Rozmyślała nad ucieczką w nocy i szukaniem dyrektora na własną rękę. Zamyślona obserwowała nietoperza.
- Możesz przestać się tak na mnie gapić?! – wrzasnął ostro Snape.
Teraz już była pewna swoich planów. Nie wytrzymałaby dłużej z tym dupkiem. Nadeszła oczekiwana przez nią noc. Hermiona spakowała swoje rzeczy i cichym krokiem podeszła do Snape'a by sprawdzić, czy na pewno śpi. Teraz, gdy była pewna, że tak jest, ruszyła przed siebie. Ominęła niewysokie krzaki, a tuż za nimi skręciła w lewo. Na dworze było bardzo ciemno, prawie nic nie było widać. Hermiona nie wiedziała, gdzie jest i w którą stronę ma teraz iść. Postanowiła, że poczeka do wschodu słońca i ruszy dalej. Usiadła na zimnej powierzchni ziemi, po czym w pozycji embrionalnej próbowała zasnąć.
Bardzo długo rozmyślała o tym, co zaszło podczas tej wyprawy między nią a nauczycielem. Aczkolwiek martwiła się również o Harry'ego i Rona.
Po chwili poczuła, jak ktoś kładzie się koło niej i ręką głaszcze jej brązowe włosy i delikatny policzek. Była przekonana, że to Snape przyszedł i w ten sposób chciał załagodzić sytuację. Zamknęła oczy i odwracała się powoli w jego stronę. Otworzyła oczy i omal nie dostała zawału.
- Myślałaś, że to twój Mistrz Eliksirów przyszedł do ciebie? Nie martw się, jego już nie ma – z uśmieszkiem na twarzy wypowiedział owe słowa Czarny Pan.
Hermionie prawie oczy wyszły z orbit.
- To niemożliwe, przecież...
- Przecież ja nie żyję? Dalej sobie to wmawiaj, nędzna szlamo!
Hermiona odwróciła się i w panice szukała różdżki, ale było już za późno, gdyż Czarny Pan wypowiedział zaklęcie.
- Crucio!
Hermiona krzyczała, a jej rozdzierający głos niósł się echem po lesie. To uczucie było nie do zniesienia. Czuła się, jakby ktoś wbił w jej ciało setki ostrych noży. Ból narastał coraz bardziej.
- Zabij mnie, błagam, nie wytrzymam dłużej! – wykrzykiwała słowa, które Czarny Pan lekceważył i, patrząc jak cierpi, cieszył się jeszcze bardziej.
Hermiona obudziła się cała spocona. Był już świt. Jeszcze przez chwilę nie mogła otrząsnąć się po tym śnie.
- Może to coś oznacza... – Hermiona rozmyślała, gdy nagle usłyszała głos
- Gdzie ty do cholery byłaś?! Gdyby nie te twoje krzyki, to bym cię nie znalazł!
Hermiona obejrzała się za siebie, słysząc ten niebywale męski głos, który doprowadzał ją do drgawek.
- Pan się o mnie martwił?
- Przestań mnie pytać o takie głupoty. Tak w ogóle, to ruszamy, bo już świt, zbieraj się, Granger.
Hermiona, nieco wkurzona po ostatniej nocy, przytaknęła i ruszyła tuż za Snape'm.
Słońce jak zwykle mocno świeciło, a chmury co jakiś czas przysłaniały je, tworząc w ten sposób cień. Wiatr powiewał lekko i przyjemnie. Śnieg dawno się stopił, pozostawiając po sobie setki kałuż. Mimo tego, szło im się bardzo dobrze.
- Nie sądzi pan, że powinniśmy być już dawno na miejscu? Idziemy już ponad godzinę.
- A ty, Granger, nie sądzisz, że powinnaś być mniej ciekawska?
Znowu się zaczyna, pomyślała Hermiona.
Snape, spoglądając na mapę, zaczął mówić:
- Tamta kraina była ostatnią, jaką mogliśmy zwiedzić. Teraz powinniśmy być na miejscu, które jest zaznaczone czerwonym krzyżykiem. Poszukaj czegoś, Granger, chociaż do tego się przydasz.
Hermiona aż poczerwieniała ze złości i już chciała coś powiedzieć, ale odpuściła sobie, bo pomyślała, że to nie ma sensu. Szukała jakichkolwiek śladów, tropów, ale nic z tego. Poddała się i usiadła na kamieniu.
- Znalazłaś coś? – spytał.
- Zupełnie nic – mruknęła z załamaniem Hermiona
Miała totalną pustkę w głowie. Zastanawiała się, co dalej będzie.
- No dobrze, przenocujemy tu, a jutro ty wracasz, a ja szukam dalej.
- Że co?! Taką długą drogę przybyłam, żeby potem po prostu odpuścić sobie? Nigdzie nie wracam –powiedziała, a raczej krzyknęła wysokim tonem Hermiona, jakby zaraz miała wyjść z siebie.
- Nie mam czasu ani ochoty dłużej cię niańczyć. To zbyt niebezpieczne! Ledwie uszłaś z życiem! –marszcząc brwi podszedł do uczennicy i zaczął się na nią wydzierać.
- To już pan zapomniał o tamtym pocałunku?! Gdyby ktoś o nim wiedział...
- Ale nikt się nie dowie! – krzyknął Snape, przyciskając uczennicę do drzewa tak mocno, że aż brakło jej powietrza i zaczęła się dusić.
Z jej oczu zaczęły wypływać łzy, gdy patrzyła na niego błagalnie, ale on zdawał się tego nie zauważać. Próbowała się uwolnić od niego, ale bezskutecznie.
- Zostaw ją!
Snape puścił Granger i obejrzał się za siebie.
- Dyrektorze! - krzyknęła z uśmiechem na twarzy Hermiona, powstrzymując łzy po tym, co się stało.
Podbiegła do Albusa i uścisnęła mu rękę.
- Gdzie pan był? Nic panu się nie stało? Dlaczego się pan tak długo nie odzywał? – Hermionie przelatywały setki pytań w głowie. Jak najprędzej musiała się wszystkiego dowiedzieć
- Przepraszam panią, ale muszę sobie coś wyjaśnić z profesorem Snape’m.
Przytaknęła, po czym zostawiła ich na chwilę samych.
Hermiona odeszła kawałek dalej, ale wciąż z daleka słyszała ponury głos Snape'a, który najwidoczniej próbował się tłumaczyć.
- Albusie, to nie tak jak myślisz, ona po prostu działała mi na nerwach no i nie wytrzymałem –tłumaczył się Snape
- Wiem dobrze, co się zdarzyło, ale to teraz najmniejszy problem... Wróćmy, do Hogwartu, tam ci wszystko opowiem.
- Panno Granger! Wracamy – oznajmił dyrektor.
Używając czarnej różdżki, Albus deportował ich do Hogwartu. Znalezli się w jego gabinecie. Nie zastanawiając się dłużej, Hermiona wyszła z gabinetu, zostawiając ich sam na sam. Przeszła długi korytarz, skręciła w prawo i znalazła się przed portretem Grubej Damy. Wypowiedziała hasło, po czym obraz otworzył się i weszła do środka.
W salonie Gryfonów na kanapie siedzieli jej przyjaciele, popijając herbatę i rozmawiając
- Harry! Ron! Jak się cieszę, że was widzę – Hermiona z daleka zauważyła przyjaciół i pędem podbiegła do nich, witając się.
- Dostaliśmy list od ciebie. Na jakiej wyprawie byłaś? – dopytywał się ciekawski Ron.
- Ehm.. Długa historia no to może zacznę od początku.
I opowiedziała im wszystko, oczywiście pomijając historię jej pocałunku z Severusem.
- No i w ten oto sposób Albus deportował nas tu.
- Wow, naprawdę istnieją takie krainy w Zakazanym Lesie? Musimy się kiedyś tam wybrać – powiedział zafascynowany całą opowieścią Ron.
- Jutro zaczynamy zajęcia, nie zapomnijcie nauczyć się na test z eliksirów, bo profesor coś o nim wspominał. A teraz idźcie spać, bo musicie być dobrze wyspani na jutrzejsze lekcje – powiedziała Hermiona, idąc w stronę swojego łóżka.
- Czasami mam wrażenie, że zachowuje się jak moja matka – powiedział Ron, po czym zaczęli się śmiać.
Po nie zbyt dobrze przespanej nocy, Hermiona wstała, wrzuciła na siebie czerwony sweter, jeansy i zarzuciła szatę Gryfonów.
Pierwszą lekcją, jaką miała, była transmutacja. Poszła do Wielkiej Sali, w pośpiechu zjadała śniadanie i pośpieszyła na zajęcia.
Klasa transmutacji była dużym, okrągłym pomieszczeniem. Większość sali wypełniały ławki dla uczniów, przy jej końcu stała katedra, biurko i krzesło, na którym podczas lekcji siedziała profesor McGonagall. Dookoła pomieszczenia znajdowały się klatki z różnymi zwierzętami.
- Dzień dobry – powiedziała profesor McGonagall. – Dzisiaj będę sprawdzać, czego nauczyliście się przez ostatnie kilka tygodni.
Hermiona spojrzała smętnie na nauczycielkę, a Ron wyglądał, jakby mu powiedziano, że od jutra zamieszka w Zakazanym Lesie.
- No, to może zaczniemy od ciebie, Ronaldzie – powiedziała i położyła mu na ławkę dwa małe króliczki. – Zamień je proszę w kapcie. Ron spojrzał na przyjaciółkę i wzrokiem prosił ją o pomoc. Jednakże nie miała jak mu pomóc, ponieważ profesor stała tuż nad nią.
Uratowało go jedynie wejście do klasy Filcha, który powiadomił McGonagall, iż ma się stawić u Albusa. Poprosiła Hermionę, żeby nauczyła w tym czasie Rona transmutacji i po chwili nie było po niej śladu.
- Jak myślicie, stało się coś poważnego? – jak zwykle zaczął rozmowę Ron.
- Nie możemy nic przypuszczać, aczkolwiek z drugiej strony wydaje się to dziwne, że w trakcie lekcji Albus nieoczekiwanie poprosił profesor do gabinetu. Nigdy wcześniej tego nie robił.
- Coś jest nie tak i oni to przed nami ukrywają, może i lepiej, bo jak zawsze zaczniemy doszukiwać się czegoś i wpakujemy się w tarapaty.
Cała trójka zachichotała.
Po lekcji transmutacji, Hermiona miała eliksiry wraz z Ginny, a Ron i Harry wróżbiarstwo. Zeszła krętymi schodami w dół, po czym znalazła się w klasie. Snape'a jeszcze nie było, więc miała okazję do rozmowy z Ginny.
- Wiem, że coś cię trapi. Jestem twoją przyjaciółką, mi możesz powiedzieć.
- To nie takie proste… Słyszałaś, że Lavender Brown znów zakochała się w Ronie i podrzuciła mu czekoladki wzbogacone o amortencję? – Hermiona natychmiast zmieniła kompromitujący dla niej temat.
- Z nią coś jest nie tak.
Obie zaczęły głośno chichotać
Wtem do klasy wszedł Severus.
- Co was tak śmieszy?!
Dziewczyny spuściły głowy, lekko się podśmiechując.
Usiadł na swoim fotelu za biurkiem i zaczął:
- Dzisiaj będziemy ważyć Felix Felicis. Instrukcję macie w podręcznikach na stronie dwieście piątej.
Uczniowie zajęli się warzeniem. Hermiona przez pół lekcji nie mogła sie skupić, widząc, że profesor cały czas na nią patrzy.
Mimo tego, uwarzywszy eliksir, wlała go do fiolki i zaniosła profesorowi.
Położyła na biurku i już odchodziła, gdy zatrzymał ją głos Snape’a:
- Panno Granger, proszę stawić się po lekcjach w moim gabinecie.
Hermiona spojrzała na nauczyciela i wyszła z klasy.
Zbliżał się wieczór, Hermiona, tak jak Mistrz Eliksirów jej kazał, z lekką niechęcią ruszyła w stronę lochów. Zeszła po krętych schodach i znalazła się przed drzwiami. Jeszcze chciała zawrócić, ale zdała się na odwagę i zapukała.
- Wejdź!
Gdy usłyszała ten głos, przeszły jej po całym ciele ciarki.
- W jakiej sprawie miałam przyjść?
- Usiądź, musimy sobie coś wyjaśnić.
Ruszyła niepewnym krokiem i usiadła na krześle.
- Po pierwsze, zapomnij o tej całej sytuacji, która miała miejsce w tych krainach, po drugie, nie wtrącaj się w nie swoje sprawy i po trzecie, nigdy nie myśl, że między nami mogłoby coś być.
Powiedział to tak szybko, spokojnie i takim lodowatym tonem, że Hermionie w oczach pojawiły się łzy. Dlaczego, kiedy dla niego było to takie oczywiste i proste, dla niej musiało być trudne i dlaczego ona nie mogła tego ot tak zaakceptować?
- Nie przeszło mi przez myśl, żeby między nami mogło coś być – skłamała.
- Żegnam!
Hermiona wstała, zmierzyła nauczyciela wzrokiem z pogardą, po czym wyszła, trzaskając drzwiami. Idąc schodami w górę, czuła jednocześnie wstręt, jak i cierpienie.
- Skoro ja dla niego nie istnieję, ja też będę udawała, że on nie istnieje dla mnie – wmawiała sobie Hermiona, myśląc, że tak będzie, a jednak nie czuła się dobrze, okłamując samą siebie.
Postanowiła wyżalić się Ginny i powiedzieć jej, co tak naprawdę się stało podczas podróży.
Podczas kolacji w Wielkiej Sali, Dumbledore powiedział, że następnego dnia ogłosi coś, co może niektórych zszokować, jednakże poczeka z tym do jutra, żeby nie zamartwiać uczniów.
Uczniowie rozeszli się do swoich pokoi. Była jeszcze młoda noc, ale wszyscy po wyczerpującym dniu spali, nawet Hermiona, która każdej nocy nie mogła zasnąć z powodu ciągłej presji ze strony profesora.

No Severus jak Severus... musiał zranić Hermionę! Biedna ... mam nadzieję, ze Snape się opamięta!! Wspaniały rozdział :)
OdpowiedzUsuńCzekam na następny :D
Ten jak i poprzedni rozdział był naprawdę w porządku .Widac ,że starasz się rozbudowywać opisy :)
OdpowiedzUsuńPozdrowienia
Jane
Myślę że ten rozdział jest najlepszy jak na razie. Opisy, dialogi. I całkiem dobry pomysł z tym snem o Voldim. No i Albus wrócił! <3
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę weny.