Witam.Mam nadzieję , że długo nie musieliście czekać na rozdział no ,ale staram się jak mogę.Nie będę się długo rozpisywać..Jeśli chodzi o to opisywanie emocji itp.To starałam się więcej tego napisać aczkolwiek większości to nie przeszkadzało dlatego nie będę zmieniać na siłę mojego toku pisania.Pamiętajcie , że każdy choćby najkrótszy komentarz motywuje.
Następną niesamowitą krainą, jaką mieli zaszczyt zwiedzić, było Blandtop Była to niezbyt duża kraina, o mało urozmaiconej roślinności. Przed nimi rozciągała się wąska ścieżka, która wiodła do dużej przepaści. Za przepaścią widać było średnich rozmiarów jezioro, a tuż zanim przepiękna polanę, którą porastały przeróżne rośliny, między innymi krwistoczerwone róże i bladoróżowe tulipany. Stała tam również drewniana chatka, a tuż obok niej uwiązany do drzewa pies. Pewnym krokiem ruszyli przed siebie. Szybko zeszło im dojście do przepaści. Stanęli jak wryci, zastanawiając się, co teraz. Pierwszy pomysł, który przyszedł Hermionie do głowy, to spróbować ją przeskoczyć. Postanowiła go zrealizować. Odeszła kilka kroków w tył, aby się rozpędzić.
- Chyba nie masz zamiaru skakać?!
- Śmiem twierdzić, że właśnie tak zamierzałam. Ma pan inny pomysł?
- Nie uda przeskoczyć ci się tak szerokiej przepaści. Jeszcze do wczoraj myślałem, że masz trochę oleju w głowie. Po Weasley'u i Potterze bym się tego spodziewał, ale po tobie? – zmarszczył brwi i rzucił na nią nienawistne spojrzenie.
- Więc ma pan zamiar stać tu i czekać aż Dumbledore sam się odnajdzie? – spojrzała na niego z kapryśną miną.
Snape tylko zmierzył ją chłodnym wzrokiem. Nie zwracając uwagi na profesora rozpędziła się i skoczyła.
- No mogłem spodziewać się tego... Taka mądra, a do tego odważna. Zawsze musisz postawić na swoim, Granger. Miałaś więcej szczęścia niż rozumu. – Tak naprawdę podziwiał ją za wyjątkową odwagę, ale jak to nasz Mistrz Eliksirów zareagował na to w dość obojętny sposób, skacząc tuż za nią.
Ustali na twardej powierzchni, musieli jeszcze pokonać jezioro i dalej w drogę.
- To może teraz wykażesz się swoją odwagą i powiesz, jak zamierzasz przejść.
- Otóż w bardzo prosty sposób, przepłyniemy – uśmiechnęła się, bo wiedziała, że to jedyny sposób i Snape nie mógł jej skrytykować.
Snape chciał coś dodać, ale sam wiedział, że nie ma o co się czepiać. Przewrócił tylko oczami. Poszli naprzód, wodę mieli już do kolan, a po chwili zanurzyli się w niej po szyję. Płynęli w dość szybkim tempie, chcąc jak najszybciej znaleźć się na lądzie. Pogoda zmieniła się natychmiastowo, rozpętała się straszna burza, deszcz padał mocno i bez ustanku. Snape był już na środku jeziora, a Hermiona była daleko za nim.
- Granger, nie obijaj się.
- Już nie mogę – wypowiadając te słowa, zachlusnęła się wodą, nie mogła nic wykrzyknąć, zaczęła się topić i iść na dno.
W chwili, gdy spadała na dno, Snape odwrócił się, by znów pognać ją, że ma szybciej płynąć.
- Gdzie ty, do cholery, jesteś?!
Odpowiedziała mu jedynie cisza i odbijające sie o powierzchnię wody duże krople deszczu. Nie wiedział, co ma robić. Pierwszy raz się tak czuł. Myślał, że ją stracił i to na zawsze. Natychmiast zareagował i zanurkował. W ciemnej wodzie zdążył zauważyć jej brązowe loki. Złapał ją za rękę i migiem wypłynął z nią do góry. Dopłynął do brzegu. Położył ją, natychmiast sprawdził czy oddycha. Po pierwszym nacisku na klatkę piersiową, Hermiona otworzyła oczy i zaczęła kaszleć, wypluwając wodę. Podniosła się, jeszcze przez chwilę dochodziła do siebie po tym, co się właściwie stało. Po krótkim odetchnięciu podeszła bliżej i chciała podziękować nauczycielowi, ale Snape jej przerwał:
- Ile razy jeszcze będę cię ratował?! Mogłem cię w ogóle nie zabierać ze sobą. Sam już dawno znalazłbym dyrektora, a ty robisz same problemy!
Nerwy mu puściły, nie wytrzymał już tego. Przecież mogłaby nie żyć, gdyby tak szybko nie zareagował. W tym zdenerwowaniu nieświadomie popchnął ją, a ona upadła. Leżąc na ziemi zaczęła płakać. Spojrzała zrozpaczona na Mistrza Eliksirów, wstała i pobiegła za chatkę. Usiadła i przetarła oczy ręką.
- Dlaczego on taki jest? Jeszcze wczoraj był taki miły, wierzyłam, że się zmienił – mówiła do siebie ze łzami w oczach.
Schowała głowę miedzy nogi i płakała. Chwilę potem poczuła czyjąś rękę na swoim ramieniu. Spojrzała w górę i zobaczyła Snape'a.
- Nie becz jak mała dziewczynka. Po prostu nie chcę żeby ci się coś stało, bo mi zależy.
Wyciągnął rękę w jej stronę, by pomóc jej wstać.
- Poradzę sobie sama, przecież nie jestem mała dziewczynką – powiedziała ze złością i urazą w głosie.
Podniosła się z ziemi, spojrzała z dumą na Snape'a i poszła przed siebie.
Gdy już mieli wychodzić z krainy, na ich drodze stanął pies. Nie był to jednak normalny pies. Ogromnych rozmiarów zwierzę z głową psa, skrzydłami smoka i wielkimi szponami. Widok ten wprawił ich w bezruch. Ślina ciekła mu po pysku, niczym mopsowi. Snape szybko zakrył sobą Hermionę i wyciągnął różdżkę.
- Arus, siad!
Odwrócili się jednocześnie w tył.
- Nie bójcie się, to tylko zwierzę, i do tego nie groźne.
- Kim pan jest? – spytała z ciekawości Hermiona, patrząc na wielkiego półolbrzyma z czarną brodą i kruczoczarnymi oczami.
- Mieszkam tu od bardzo wielu lat. Modyfikuję i opiekuję się zwierzętami.
Oboje spojrzeli na niego z dziwną miną.
- Tak, dobrze słyszeliście. W tej chacie mam pełno sierści i innych potrzebnych rzeczy do tworzenia. Po prostu, gdy chcę stworzyć jakieś zmutowane zwierzę, szukam kłów, sierści albo innych rzeczy, należących do danego gatunku. Zwykle mieszam ze sobą sierść z trzech zwierząt, po czym wskazuję różdżką i o!
- Po co ci one?
- Stwarzam je, by broniły mnie przed Sami-Wiecie-Kim – powiedział z lękiem w głosie.
- Voldemortem? – krzyknęła w szoku Hermiona, nie dowierzając, że mógł naprawdę wrócić.
- Nie wolno wymawiać jego imienia! Ale tak... przed nim.
- Strach przed imieniem zwiększa strach przed tym, kto je nosi.
- Przestańcie opowiadać głupoty, jego już nie ma i nie będzie.
Nauczyciel szarpnął Hermionę za rękę i kazał jej iść tuż za nim.
- Możecie na mnie liczyć, jeśli będziecie mieli kłopoty.
Zdążyli usłyszeć jeszcze te słowa, po czym zniknęli wśród drzew. Nie odezwali się do siebie przez połowę drogi po tamtym zdarzeniu.
Pogoda zmieniła się na lepszą. Słońce wyszło zza ciemnych chmur, a czarne niebo przybrało barwy błękitu. Zmęczeni drogą, przystali na jednej z wielu polan.
- Długo nie odpoczywaliśmy, a tobie przydałby się porządny odpoczynek, bo wyglądasz strasznie, Granger.
Te słowa jeszcze bardziej wkurzyły Hermionę
- Lepiej niech pan spojrzy na siebie – powiedziała z kwaśną miną, ale i tak później stwierdziła, że potrzebny jej odpoczynek.
Zła usiadła na trawie, by rozładować emocje.
Profesor nie miał ochoty na popołudniową drzemkę, dlatego też usiadł w cieniu pod drzewem i czytał w pełnym spokoju książkę. Hermiona czuła się zupełnie niepotrzebna tu po tych słowach, które Snape wykrzyczał do niej niedawno. Rozmyślała nad ucieczką w nocy i szukaniem dyrektora na własną rękę. Zamyślona obserwowała nietoperza.
- Możesz przestać się tak na mnie gapić?! – wrzasnął ostro Snape.
Teraz już była pewna swoich planów. Nie wytrzymałaby dłużej z tym dupkiem. Nadeszła oczekiwana przez nią noc. Hermiona spakowała swoje rzeczy i cichym krokiem podeszła do Snape'a by sprawdzić, czy na pewno śpi. Teraz, gdy była pewna, że tak jest, ruszyła przed siebie. Ominęła niewysokie krzaki, a tuż za nimi skręciła w lewo. Na dworze było bardzo ciemno, prawie nic nie było widać. Hermiona nie wiedziała, gdzie jest i w którą stronę ma teraz iść. Postanowiła, że poczeka do wschodu słońca i ruszy dalej. Usiadła na zimnej powierzchni ziemi, po czym w pozycji embrionalnej próbowała zasnąć.
Bardzo długo rozmyślała o tym, co zaszło podczas tej wyprawy między nią a nauczycielem. Aczkolwiek martwiła się również o Harry'ego i Rona.
Po chwili poczuła, jak ktoś kładzie się koło niej i ręką głaszcze jej brązowe włosy i delikatny policzek. Była przekonana, że to Snape przyszedł i w ten sposób chciał załagodzić sytuację. Zamknęła oczy i odwracała się powoli w jego stronę. Otworzyła oczy i omal nie dostała zawału.
- Myślałaś, że to twój Mistrz Eliksirów przyszedł do ciebie? Nie martw się, jego już nie ma – z uśmieszkiem na twarzy wypowiedział owe słowa Czarny Pan.
Hermionie prawie oczy wyszły z orbit.
- To niemożliwe, przecież...
- Przecież ja nie żyję? Dalej sobie to wmawiaj, nędzna szlamo!
Hermiona odwróciła się i w panice szukała różdżki, ale było już za późno, gdyż Czarny Pan wypowiedział zaklęcie.
- Crucio!
Hermiona krzyczała, a jej rozdzierający głos niósł się echem po lesie. To uczucie było nie do zniesienia. Czuła się, jakby ktoś wbił w jej ciało setki ostrych noży. Ból narastał coraz bardziej.
- Zabij mnie, błagam, nie wytrzymam dłużej! – wykrzykiwała słowa, które Czarny Pan lekceważył i, patrząc jak cierpi, cieszył się jeszcze bardziej.
Hermiona obudziła się cała spocona. Był już świt. Jeszcze przez chwilę nie mogła otrząsnąć się po tym śnie.
- Może to coś oznacza... – Hermiona rozmyślała, gdy nagle usłyszała głos
- Gdzie ty do cholery byłaś?! Gdyby nie te twoje krzyki, to bym cię nie znalazł!
Hermiona obejrzała się za siebie, słysząc ten niebywale męski głos, który doprowadzał ją do drgawek.
- Pan się o mnie martwił?
- Przestań mnie pytać o takie głupoty. Tak w ogóle, to ruszamy, bo już świt, zbieraj się, Granger.
Hermiona, nieco wkurzona po ostatniej nocy, przytaknęła i ruszyła tuż za Snape'm.
Słońce jak zwykle mocno świeciło, a chmury co jakiś czas przysłaniały je, tworząc w ten sposób cień. Wiatr powiewał lekko i przyjemnie. Śnieg dawno się stopił, pozostawiając po sobie setki kałuż. Mimo tego, szło im się bardzo dobrze.
- Nie sądzi pan, że powinniśmy być już dawno na miejscu? Idziemy już ponad godzinę.
- A ty, Granger, nie sądzisz, że powinnaś być mniej ciekawska?
Znowu się zaczyna, pomyślała Hermiona.
Snape, spoglądając na mapę, zaczął mówić:
- Tamta kraina była ostatnią, jaką mogliśmy zwiedzić. Teraz powinniśmy być na miejscu, które jest zaznaczone czerwonym krzyżykiem. Poszukaj czegoś, Granger, chociaż do tego się przydasz.
Hermiona aż poczerwieniała ze złości i już chciała coś powiedzieć, ale odpuściła sobie, bo pomyślała, że to nie ma sensu. Szukała jakichkolwiek śladów, tropów, ale nic z tego. Poddała się i usiadła na kamieniu.
- Znalazłaś coś? – spytał.
- Zupełnie nic – mruknęła z załamaniem Hermiona
Miała totalną pustkę w głowie. Zastanawiała się, co dalej będzie.
- No dobrze, przenocujemy tu, a jutro ty wracasz, a ja szukam dalej.
- Że co?! Taką długą drogę przybyłam, żeby potem po prostu odpuścić sobie? Nigdzie nie wracam –powiedziała, a raczej krzyknęła wysokim tonem Hermiona, jakby zaraz miała wyjść z siebie.
- Nie mam czasu ani ochoty dłużej cię niańczyć. To zbyt niebezpieczne! Ledwie uszłaś z życiem! –marszcząc brwi podszedł do uczennicy i zaczął się na nią wydzierać.
- To już pan zapomniał o tamtym pocałunku?! Gdyby ktoś o nim wiedział...
- Ale nikt się nie dowie! – krzyknął Snape, przyciskając uczennicę do drzewa tak mocno, że aż brakło jej powietrza i zaczęła się dusić.
Z jej oczu zaczęły wypływać łzy, gdy patrzyła na niego błagalnie, ale on zdawał się tego nie zauważać. Próbowała się uwolnić od niego, ale bezskutecznie.
- Zostaw ją!
Snape puścił Granger i obejrzał się za siebie.
- Dyrektorze! - krzyknęła z uśmiechem na twarzy Hermiona, powstrzymując łzy po tym, co się stało.
Podbiegła do Albusa i uścisnęła mu rękę.
- Gdzie pan był? Nic panu się nie stało? Dlaczego się pan tak długo nie odzywał? – Hermionie przelatywały setki pytań w głowie. Jak najprędzej musiała się wszystkiego dowiedzieć
- Przepraszam panią, ale muszę sobie coś wyjaśnić z profesorem Snape’m.
Przytaknęła, po czym zostawiła ich na chwilę samych.
Hermiona odeszła kawałek dalej, ale wciąż z daleka słyszała ponury głos Snape'a, który najwidoczniej próbował się tłumaczyć.
- Albusie, to nie tak jak myślisz, ona po prostu działała mi na nerwach no i nie wytrzymałem –tłumaczył się Snape
- Wiem dobrze, co się zdarzyło, ale to teraz najmniejszy problem... Wróćmy, do Hogwartu, tam ci wszystko opowiem.
- Panno Granger! Wracamy – oznajmił dyrektor.
Używając czarnej różdżki, Albus deportował ich do Hogwartu. Znalezli się w jego gabinecie. Nie zastanawiając się dłużej, Hermiona wyszła z gabinetu, zostawiając ich sam na sam. Przeszła długi korytarz, skręciła w prawo i znalazła się przed portretem Grubej Damy. Wypowiedziała hasło, po czym obraz otworzył się i weszła do środka.
W salonie Gryfonów na kanapie siedzieli jej przyjaciele, popijając herbatę i rozmawiając
- Harry! Ron! Jak się cieszę, że was widzę – Hermiona z daleka zauważyła przyjaciół i pędem podbiegła do nich, witając się.
- Dostaliśmy list od ciebie. Na jakiej wyprawie byłaś? – dopytywał się ciekawski Ron.
- Ehm.. Długa historia no to może zacznę od początku.
I opowiedziała im wszystko, oczywiście pomijając historię jej pocałunku z Severusem.
- No i w ten oto sposób Albus deportował nas tu.
- Wow, naprawdę istnieją takie krainy w Zakazanym Lesie? Musimy się kiedyś tam wybrać – powiedział zafascynowany całą opowieścią Ron.
- Jutro zaczynamy zajęcia, nie zapomnijcie nauczyć się na test z eliksirów, bo profesor coś o nim wspominał. A teraz idźcie spać, bo musicie być dobrze wyspani na jutrzejsze lekcje – powiedziała Hermiona, idąc w stronę swojego łóżka.
- Czasami mam wrażenie, że zachowuje się jak moja matka – powiedział Ron, po czym zaczęli się śmiać.
Po nie zbyt dobrze przespanej nocy, Hermiona wstała, wrzuciła na siebie czerwony sweter, jeansy i zarzuciła szatę Gryfonów.
Pierwszą lekcją, jaką miała, była transmutacja. Poszła do Wielkiej Sali, w pośpiechu zjadała śniadanie i pośpieszyła na zajęcia.
Klasa transmutacji była dużym, okrągłym pomieszczeniem. Większość sali wypełniały ławki dla uczniów, przy jej końcu stała katedra, biurko i krzesło, na którym podczas lekcji siedziała profesor McGonagall. Dookoła pomieszczenia znajdowały się klatki z różnymi zwierzętami.
- Dzień dobry – powiedziała profesor McGonagall. – Dzisiaj będę sprawdzać, czego nauczyliście się przez ostatnie kilka tygodni.
Hermiona spojrzała smętnie na nauczycielkę, a Ron wyglądał, jakby mu powiedziano, że od jutra zamieszka w Zakazanym Lesie.
- No, to może zaczniemy od ciebie, Ronaldzie – powiedziała i położyła mu na ławkę dwa małe króliczki. – Zamień je proszę w kapcie. Ron spojrzał na przyjaciółkę i wzrokiem prosił ją o pomoc. Jednakże nie miała jak mu pomóc, ponieważ profesor stała tuż nad nią.
Uratowało go jedynie wejście do klasy Filcha, który powiadomił McGonagall, iż ma się stawić u Albusa. Poprosiła Hermionę, żeby nauczyła w tym czasie Rona transmutacji i po chwili nie było po niej śladu.
- Jak myślicie, stało się coś poważnego? – jak zwykle zaczął rozmowę Ron.
- Nie możemy nic przypuszczać, aczkolwiek z drugiej strony wydaje się to dziwne, że w trakcie lekcji Albus nieoczekiwanie poprosił profesor do gabinetu. Nigdy wcześniej tego nie robił.
- Coś jest nie tak i oni to przed nami ukrywają, może i lepiej, bo jak zawsze zaczniemy doszukiwać się czegoś i wpakujemy się w tarapaty.
Cała trójka zachichotała.
Po lekcji transmutacji, Hermiona miała eliksiry wraz z Ginny, a Ron i Harry wróżbiarstwo. Zeszła krętymi schodami w dół, po czym znalazła się w klasie. Snape'a jeszcze nie było, więc miała okazję do rozmowy z Ginny.
- Wiem, że coś cię trapi. Jestem twoją przyjaciółką, mi możesz powiedzieć.
- To nie takie proste… Słyszałaś, że Lavender Brown znów zakochała się w Ronie i podrzuciła mu czekoladki wzbogacone o amortencję? – Hermiona natychmiast zmieniła kompromitujący dla niej temat.
- Z nią coś jest nie tak.
Obie zaczęły głośno chichotać
Wtem do klasy wszedł Severus.
- Co was tak śmieszy?!
Dziewczyny spuściły głowy, lekko się podśmiechując.
Usiadł na swoim fotelu za biurkiem i zaczął:
- Dzisiaj będziemy ważyć Felix Felicis. Instrukcję macie w podręcznikach na stronie dwieście piątej.
Uczniowie zajęli się warzeniem. Hermiona przez pół lekcji nie mogła sie skupić, widząc, że profesor cały czas na nią patrzy.
Mimo tego, uwarzywszy eliksir, wlała go do fiolki i zaniosła profesorowi.
Położyła na biurku i już odchodziła, gdy zatrzymał ją głos Snape’a:
- Panno Granger, proszę stawić się po lekcjach w moim gabinecie.
Hermiona spojrzała na nauczyciela i wyszła z klasy.
Zbliżał się wieczór, Hermiona, tak jak Mistrz Eliksirów jej kazał, z lekką niechęcią ruszyła w stronę lochów. Zeszła po krętych schodach i znalazła się przed drzwiami. Jeszcze chciała zawrócić, ale zdała się na odwagę i zapukała.
- Wejdź!
Gdy usłyszała ten głos, przeszły jej po całym ciele ciarki.
- W jakiej sprawie miałam przyjść?
- Usiądź, musimy sobie coś wyjaśnić.
Ruszyła niepewnym krokiem i usiadła na krześle.
- Po pierwsze, zapomnij o tej całej sytuacji, która miała miejsce w tych krainach, po drugie, nie wtrącaj się w nie swoje sprawy i po trzecie, nigdy nie myśl, że między nami mogłoby coś być.
Powiedział to tak szybko, spokojnie i takim lodowatym tonem, że Hermionie w oczach pojawiły się łzy. Dlaczego, kiedy dla niego było to takie oczywiste i proste, dla niej musiało być trudne i dlaczego ona nie mogła tego ot tak zaakceptować?
- Nie przeszło mi przez myśl, żeby między nami mogło coś być – skłamała.
- Żegnam!
Hermiona wstała, zmierzyła nauczyciela wzrokiem z pogardą, po czym wyszła, trzaskając drzwiami. Idąc schodami w górę, czuła jednocześnie wstręt, jak i cierpienie.
- Skoro ja dla niego nie istnieję, ja też będę udawała, że on nie istnieje dla mnie – wmawiała sobie Hermiona, myśląc, że tak będzie, a jednak nie czuła się dobrze, okłamując samą siebie.
Postanowiła wyżalić się Ginny i powiedzieć jej, co tak naprawdę się stało podczas podróży.
Podczas kolacji w Wielkiej Sali, Dumbledore powiedział, że następnego dnia ogłosi coś, co może niektórych zszokować, jednakże poczeka z tym do jutra, żeby nie zamartwiać uczniów.
Uczniowie rozeszli się do swoich pokoi. Była jeszcze młoda noc, ale wszyscy po wyczerpującym dniu spali, nawet Hermiona, która każdej nocy nie mogła zasnąć z powodu ciągłej presji ze strony profesora.
środa, 26 lutego 2014
niedziela, 23 lutego 2014
Rozdział 3
Nazajutrz Hermiona obudziła się w łóżku, przykryta czerwonym kocem. Przecierając oczy, spojrzała na łóżko obok, ale Snape'a tam nie było. Ubrała na siebie jeansy oraz różową podkoszulkę, a na nią zarzuciła bluzę. Rozpuściła włosy i wyszła z namiotu.
Pogoda dziś była niesamowita. Niebo było przejrzyste, a słońce świeciło jak jeszcze nigdy. Oddalając się nieco od namiotu dostrzegła Snape'a, który siedział przy ogromnym drzewie, ubrany jak zwykle w czarne szaty. Wyciągnął książkę i zaczął zapisywać jakieś notatki. Najwyraźniej było to coś w rodzaju pamiętnika. Nie zdążyła dostrzec nic więcej, gdyż zawsze ponury Snape spojrzał na nią i przez chwilę przyglądał się jej, podnosząc lekko kąciki ust. Hermiona wpatrywała się przez chwilę w jego niesamowite, czarne oczy, po czym uśmiechnęła się i podeszła bliżej.
- Mogę wiedzieć, co pan pisze, profesorze?
Snape spojrzał na nią marszcząc brwi powiedział:
- Ta informacja nie jest ci do niczego potrzebna. Lepiej idź się poucz, bo jak wrócimy, zrobię test z eliksirów.
Głupi nietoperz, to już nawet o nic nie mogę zapytać?, pomyślała, po czym postanowiła pójść na krótki spacer.
- Gdzie pani idzie?
- Idę na krótki spacer. Jest przepiękna pogoda, więc dlaczego miałabym marnować taki dzień?
- Juz zapomniałaś, Granger, jak Zakazany Las jest niebezpieczny? Nigdzie się stąd nie ruszasz sama! â krzyknął Snape, wstając i podchodząc do Hermiony.
- No, to musi iść pan ze mną, profesorze powiedziała z uśmieszkiem, wpatrując się w Snape'a.
- Jeśli nie pójdę z tobą, to i tak pójdziesz sama, więc nie mam wyjścia westchnął poirytowany.
Hermiona jeszcze raz spojrzała w oczy Snape’owi i ruszyła przed siebie.
Po drodze minęli kilka jednorożców i innych zwierząt. Jak to w Zakazanym Lesie, wszystko wydawało się takie straszne i mroczne. Droga, którą szli, była bardzo długa. Gdy wchodzili bardziej w głąb lasu, robiło się coraz ciemniej. Dziwne zwierzęta co chwila przelatywały nad ich głowami, a w oddali słychać było przeraźliwe odgłosy.
Pogoda zmieniła się gwałtownie. Była gęsta mgła, przez którą nie było widać prawie nic, poza kilkoma drzewami. Hermiona nieco się bała, ale nie pokazywała tego po sobie, żeby nie wyjść na tchórza.
- Powinniśmy wracać, nie wiadomo, co może nas tu spotkać powiedział Snape.
- Czyżby pan się bał? powiedziała z zadziornym uśmieszkiem
- Ja myślę, że to pani się boi, bo od kilku minut ściska pani moją rękę.
- Przepraszam, nie zauważyłam powiedziała, po czym szybko puściła rękę Snape'a.
Odwrócili się i ruszyli w drogę powrotną. Z daleka było widać już ich namiot. Hermiona odetchnęła z ulgą, gdy opuścili ciemne zakamarki ponurego lasu. Niebawem, gdy doszli do namiotu, spostrzegli, że coś w nim jest. Hermiona, po kompromitującej sytuacji w lesie, postanowiła zdać się na odwagę i weszła do namiotu, w celu sprawdzenia, co tam się kryje. Od razu po wejściu do niego, dostrzegła ptaka, o którym wczoraj opowiadał Snape.To tylko centopia, pomyślała i odetchnęła z ulgą. Podchodząc powoli do ptaka w celu wypuszczenia go z namiotu potknęła się o torebkę zostawioną rano na podłodze i upadła. Było już dawno po wschodzie słońca, więc Centopia była nieruchoma, lecz miała ostre pazury i Hermiona, upadając, przejechała ręką po jednym z nich.
Snape szybko wszedł do namiotu, bo zaniepokoił go ten dźwięk. Gdy spostrzegł ptaka i leżącą nieruchomo Hermionę, szybko wziął centopię i położył przy najbliższym drzewie. Wrócił migiem do namiotu, pochylił sie nad nieprzytomną Hermioną, wziął ja na ręce i ułożył na łóżku. Przykrył jej delikatne ciało czerwonym kocem, a sam poszedł do lasu, nazbierać różnych ziół, które potrzebne mu były do uwarzenia mikstury na zadrapanie przez centopię. Musiał się bardzo namęczyć w szukaniu ich, ponieważ centopie to zwierzęta, których nie spotyka się na co dzień i trudno jest zdobyć składniki potrzebne do antidotum. Zebrał wszystko, co mu było potrzebne i uwarzywszy już miksturę podał ją nieprzytomnej Hermionie.
Po godzinie Hermiona obudziła się i nie wiedząc, co się stało, próbowała wstać z łóżka, lecz nie miała siły sie podnieść.
- Leż, musisz teraz odpoczywać, ale zapewniam, że podałem ci miksturę w odpowiednim czasie. Gdybym podał ją później, już mogłabyś nie żyć. Dlatego nic szczególnego ci nie będzie, poza osłabieniem i bólem głowy. Za godzinę powinnaś odzyskać siły.
- Nie wiem, jak panu dziękować! Gdyby nie pan, już by mnie tu nie było... Uratował mi pan życie powiedziała rozkosznym głosem.
- Bez przesady, to zwykłe zadrapanie, każdy by był w stanie ci pomóc burknął Snape i wyszedł z namiotu.
Mimo tego, że traktował ją jak zwykłą uczennicę, Hermiona cieszyła się, że podczas tej wyprawy będzie mogła lepiej poznać Snape'a, a nawet się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Nie czując się jeszcze za dobrze, Hermiona zdrzemnęła się.
Godzinę później, Snape przyszedł sprawdzić, czy dobrze się czuje i czy wróciły już jej siły, by ruszyć w dalszą drogę. Wszedł do namiotu, usiadł na brzegu jej łóżka i przez chwilę patrzył na nią, odgarniając jej włosy ręką.
Hermionę obudził czuły dotyk Snape'a. Otworzyła powoli oczy. I nagle odczuła potrzebę, by podnieść się i go pocałować, ale przez jej głowę przemknęła myśl: nie możesz tego zrobić, to twój nauczyciel!
Snape widząc, że już się budzi, odsunął rękę z jej włosów, wstał i powiedział:
- Widzę, że już wróciły ci nieco siły. Przygotuj się i ruszamy.
Hermiona czuła sie juz lepiej. Wstała z łóżka i chciała pójść dalej sama, lecz nie miała w sobie na tyle siły, żeby poruszać się sama po wielkim lesie. Snape, nie chcąc tracić cennego czasu, złapał ją i wyprowadził z namiotu.
- Musimy ruszać powiedział.
- Profesorze, jest coś, o czym panu nie powiedziałam. Gdy byliśmy jeszcze w Hogwarcie, znalazłam mapę. Lecz nie mogłam jej przeczytać, bo nie wiedziałam, co oznaczają te symbole.
- Daj mi ją krzyknął wysokim tonem Snape.
Był zły na uczennicę, że nie pokazała mu tego dużo wcześniej, bo być może są w niej ważne informacje, które mogą doprowadzić ich do dyrektora.
- Proszę powiedziała Hermiona, podając mapę Snape'owi.
Przez chwilę wpatrywał się w mapę, po czym oznajmił:
- To są nazwy krain, a to droga, która prowadzi do tego miejsca mówił Snape, jednocześnie wskazując drogę, którą powinni teraz iść. Teraz jesteśmy w Zakazanym Lesie, czyli tutaj pokazał palcem na mapie musimy skręcić w lewo i po kilkunastu godzinach dojdziemy do Meridianu.
- Nigdy wcześniej nie słyszałam o magicznych krainach, które znajdują się w Zakazanym Lesie.
- Nie słyszałaś, ponieważ ten las jest, jak sama nazwa wskazuje, ZAKAZANY. Ten, który wie, co tam jest, może wchodzić do lasu dalej niż zwykli uczniowie czy też nauczyciele. Nie wiadomo, co może być w takich krainach. Musimy ruszać, zanim się ściemni.
I ruszyli wąską ścieżką, która wiodła przez las z gęstymi krzewami i ogromnymi drzewami.
Robiło się coraz ciemniej, lecz gwiazdy i księżyc oświetlały nieco las.
- Na ten dzień kończymy. Przez twoją głupotę, Granger, straciliśmy kilka godzin powiedział, wskazując na jej rękę, która była zadrapana przez Centopię. Hermiona spojrzała na niego i spuściła głowę. Kilka kroków stąd jest Meridian, ale nie możemy iść tam w nocy, bo nie wiemy co nas tam czeka.
W pośpiechu zapomnieli wziąć ze sobą namiot, więc musieli spać pod gołym niebem.
Hermiona nie czuła się zbyt dobrze, kręciło jej się w głowie, chciała usiąść przy najbliższym drzewie, ale nie mogła do niego dojść. Snape podszedł do niej, chcąc jej pomóc.
- Niech pan mnie puści, sama sobie poradzę warknęła Hermiona.
- Jak chcesz, Granger powiedział, a sam pośpieszył do drzewa, stojącego kilkanaście kroków od niej, usiadł i zaczął odczytywać dalsze krainy na mapie.
Tej nocy, Hermiona szybko zasnęła, ale miała okrutny koszmar, a mianowicie śnił jej się Voldemort, który zabił Dumbledore’a i Snape'a, a potem celował różdżką w nią.
- Avada Kedavra!
Rzucił zaklęcie, a Hermiona, cała spocona, obudziła się. Od razu spostrzegła profesora, który siedział nad nią.
- Całą noc wrzeszczałaś. Nie spałem nawet minuty. Co ci się śniło?
- Przepraszam, śnił mi się Voldemort, który zabił pana i Dumbledore’a, a później chciał zrobić to samo ze mną.
Hermiona cała drżała ze strachu, ponieważ bała się, że Voldemort mógł naprawdę zabić Dumbledore’a.
- Spokojnie, to tylko sen. On nie mógłby zabić Dumbledore’a, bo jest jeszcze słaby, a poza tym, nie ma armii powiedział, siadając blisko niej.
Hermiona poczuła sie bezpieczna, wiedząc, że siedzi przy niej Snape. Severus, nie wiedząc, co właściwie nim w tamtej chwili kierowało i czemu to zrobił, podniósł rękę, wplótł w jej włosy i przyciągnął jej głowę do siebie, całując ją delikatnie w usta i głaszcząc jednocześnie po policzku.
Hermiona nie potrafiła opisać tego, co czuła podczas pocałunku. To było trochę podobne do motylków w brzuchu. Uśmiechnęła się, patrząc w jego czarne oczy. Po kolejnym krótkim pocałunku, Severus, wstając, otarł się o jej kolano i powiedział, że muszą już iść. Oczekiwała, że ta chwila potrwa trochę dłużej, ale słuchając profesora, wzięła potrzebne rzeczy, uczesała szybko włosy i ruszyła tuż za nim.
Po kilku minutach znaleźli sie w Meridianie. To, co ujrzeli, wprawiło ich w bezruch...
Kraina była cała pokryta świeżą trawą i przeróżną roślinnością. Pozornie wyglądała na opuszczoną, ale pozory mylą i w tym przypadku to się sprawdziło. Zza krzaków wyłoniły się małe stworzenia, ni to smoki, ni ptaki. Przed nimi widniał długi most, który wyglądał, jakby miał zaraz się rozpaść i runąć w dół. Pod mostem było średnich rozmiarów jezioro, nad którym unosiła się mgła. W oddali widać było zarysy niewysokich gór.
- No to idziemy powiedziała Hermiona, spoglądając na Snape'a, którego niepokoiła niesamowita cisza.
- Będę szedł pierwszy, a ty masz iść tuż za mną i bez dyskusji.
Hermiona przytaknęła. Snape wszedł na most i już po kilku niepewnych krokach szedł śmiało przed siebie. Gryfonka szła tuż za nim, podziwiając widoki, jakie napotykała z każdym swoim krokiem.
Gdy przeszli już przez most, mogli lepiej przyjrzeć się okolicy. Przed nimi stał niewielki zamek. Wyglądał na dość stary. Hermiona spojrzała na Snape'a, po czym razem ruszyli w stronę zamku.
Wrota były otwarte, więc, wyciągając różdżki, weszli do środka. Panowała tam ponura atmosfera. Nie było żadnych przedmiotów ani istot. Jednym słowem - był całkowicie pusty.
Postanowili się tu trochę rozejrzeć. Snape poszedł na górę, a Hermiona sprawdziła dół.
- Kto śmie wchodzić do mojego królestwa?!
Hermiona odwróciła się i zobaczyła postać. Była to kobieta o bujnych blond lokach i białej lśniącej sukience.
- Dzień dobry, wasza wysokość powiedziała Hermiona, kłaniając się
- W jakim celu przybywasz?
- Uczęszczam do szkoły Magii i Czarodziejstwa. Nie przybyłam tu w złych zamiarach.
Po chwili zszedł do nich Snape, spojrzał na kobietę i zaczął opowiadać, kim są, po co przybyli i kogo szukają...
- No i tak się znaleźliśmy tutaj zakończył swoją opowieść kilkanaście minut później.
- Mogłabym wam w czymś pomóc?
- Nie, sami sobie poradzimy. Mam jednak do królowej pytanie...
- Ależ oczywiście, pytaj, o co tylko zechcesz.
- Dlaczego jest tu tak pusto? Gdzie są inni mieszkańcy?
- Czarny Pan... To on wszystkich pozabijał. Ja zdążyłam się ukryć. On powróci! â krzyknęła i z płaczem uciekła do swojej komnaty.
- Co teraz zrobimy? Ona się boi, nie zostawimy jej samej.
- Zostawimy. Poradzi sobie, a teraz nie traćmy czasu na pogaduszki i ruszajmy.
Hermionie żal było kobiety. Nie chciała jej tu zostawiać samej, ale nie miała wyjścia. Oboje wyszli z zamku i ruszyli dalej.
- Następny przystanek będzie w Blandtop.
Krainy było bardzo blisko siebie położone, dlatego przejście do następnej zajęło im ledwie kilka minut. Minęli kilka drzew i znaleźli się w nowej krainie...
Pogoda dziś była niesamowita. Niebo było przejrzyste, a słońce świeciło jak jeszcze nigdy. Oddalając się nieco od namiotu dostrzegła Snape'a, który siedział przy ogromnym drzewie, ubrany jak zwykle w czarne szaty. Wyciągnął książkę i zaczął zapisywać jakieś notatki. Najwyraźniej było to coś w rodzaju pamiętnika. Nie zdążyła dostrzec nic więcej, gdyż zawsze ponury Snape spojrzał na nią i przez chwilę przyglądał się jej, podnosząc lekko kąciki ust. Hermiona wpatrywała się przez chwilę w jego niesamowite, czarne oczy, po czym uśmiechnęła się i podeszła bliżej.
- Mogę wiedzieć, co pan pisze, profesorze?
Snape spojrzał na nią marszcząc brwi powiedział:
- Ta informacja nie jest ci do niczego potrzebna. Lepiej idź się poucz, bo jak wrócimy, zrobię test z eliksirów.
Głupi nietoperz, to już nawet o nic nie mogę zapytać?, pomyślała, po czym postanowiła pójść na krótki spacer.
- Gdzie pani idzie?
- Idę na krótki spacer. Jest przepiękna pogoda, więc dlaczego miałabym marnować taki dzień?
- Juz zapomniałaś, Granger, jak Zakazany Las jest niebezpieczny? Nigdzie się stąd nie ruszasz sama! â krzyknął Snape, wstając i podchodząc do Hermiony.
- No, to musi iść pan ze mną, profesorze powiedziała z uśmieszkiem, wpatrując się w Snape'a.
- Jeśli nie pójdę z tobą, to i tak pójdziesz sama, więc nie mam wyjścia westchnął poirytowany.
Hermiona jeszcze raz spojrzała w oczy Snape’owi i ruszyła przed siebie.
Po drodze minęli kilka jednorożców i innych zwierząt. Jak to w Zakazanym Lesie, wszystko wydawało się takie straszne i mroczne. Droga, którą szli, była bardzo długa. Gdy wchodzili bardziej w głąb lasu, robiło się coraz ciemniej. Dziwne zwierzęta co chwila przelatywały nad ich głowami, a w oddali słychać było przeraźliwe odgłosy.
Pogoda zmieniła się gwałtownie. Była gęsta mgła, przez którą nie było widać prawie nic, poza kilkoma drzewami. Hermiona nieco się bała, ale nie pokazywała tego po sobie, żeby nie wyjść na tchórza.
- Powinniśmy wracać, nie wiadomo, co może nas tu spotkać powiedział Snape.
- Czyżby pan się bał? powiedziała z zadziornym uśmieszkiem
- Ja myślę, że to pani się boi, bo od kilku minut ściska pani moją rękę.
- Przepraszam, nie zauważyłam powiedziała, po czym szybko puściła rękę Snape'a.
Odwrócili się i ruszyli w drogę powrotną. Z daleka było widać już ich namiot. Hermiona odetchnęła z ulgą, gdy opuścili ciemne zakamarki ponurego lasu. Niebawem, gdy doszli do namiotu, spostrzegli, że coś w nim jest. Hermiona, po kompromitującej sytuacji w lesie, postanowiła zdać się na odwagę i weszła do namiotu, w celu sprawdzenia, co tam się kryje. Od razu po wejściu do niego, dostrzegła ptaka, o którym wczoraj opowiadał Snape.To tylko centopia, pomyślała i odetchnęła z ulgą. Podchodząc powoli do ptaka w celu wypuszczenia go z namiotu potknęła się o torebkę zostawioną rano na podłodze i upadła. Było już dawno po wschodzie słońca, więc Centopia była nieruchoma, lecz miała ostre pazury i Hermiona, upadając, przejechała ręką po jednym z nich.
Snape szybko wszedł do namiotu, bo zaniepokoił go ten dźwięk. Gdy spostrzegł ptaka i leżącą nieruchomo Hermionę, szybko wziął centopię i położył przy najbliższym drzewie. Wrócił migiem do namiotu, pochylił sie nad nieprzytomną Hermioną, wziął ja na ręce i ułożył na łóżku. Przykrył jej delikatne ciało czerwonym kocem, a sam poszedł do lasu, nazbierać różnych ziół, które potrzebne mu były do uwarzenia mikstury na zadrapanie przez centopię. Musiał się bardzo namęczyć w szukaniu ich, ponieważ centopie to zwierzęta, których nie spotyka się na co dzień i trudno jest zdobyć składniki potrzebne do antidotum. Zebrał wszystko, co mu było potrzebne i uwarzywszy już miksturę podał ją nieprzytomnej Hermionie.
Po godzinie Hermiona obudziła się i nie wiedząc, co się stało, próbowała wstać z łóżka, lecz nie miała siły sie podnieść.
- Leż, musisz teraz odpoczywać, ale zapewniam, że podałem ci miksturę w odpowiednim czasie. Gdybym podał ją później, już mogłabyś nie żyć. Dlatego nic szczególnego ci nie będzie, poza osłabieniem i bólem głowy. Za godzinę powinnaś odzyskać siły.
- Nie wiem, jak panu dziękować! Gdyby nie pan, już by mnie tu nie było... Uratował mi pan życie powiedziała rozkosznym głosem.
- Bez przesady, to zwykłe zadrapanie, każdy by był w stanie ci pomóc burknął Snape i wyszedł z namiotu.
Mimo tego, że traktował ją jak zwykłą uczennicę, Hermiona cieszyła się, że podczas tej wyprawy będzie mogła lepiej poznać Snape'a, a nawet się do niego w jakiś sposób zbliżyć. Nie czując się jeszcze za dobrze, Hermiona zdrzemnęła się.
Godzinę później, Snape przyszedł sprawdzić, czy dobrze się czuje i czy wróciły już jej siły, by ruszyć w dalszą drogę. Wszedł do namiotu, usiadł na brzegu jej łóżka i przez chwilę patrzył na nią, odgarniając jej włosy ręką.
Hermionę obudził czuły dotyk Snape'a. Otworzyła powoli oczy. I nagle odczuła potrzebę, by podnieść się i go pocałować, ale przez jej głowę przemknęła myśl: nie możesz tego zrobić, to twój nauczyciel!
Snape widząc, że już się budzi, odsunął rękę z jej włosów, wstał i powiedział:
- Widzę, że już wróciły ci nieco siły. Przygotuj się i ruszamy.
Hermiona czuła sie juz lepiej. Wstała z łóżka i chciała pójść dalej sama, lecz nie miała w sobie na tyle siły, żeby poruszać się sama po wielkim lesie. Snape, nie chcąc tracić cennego czasu, złapał ją i wyprowadził z namiotu.
- Musimy ruszać powiedział.
- Profesorze, jest coś, o czym panu nie powiedziałam. Gdy byliśmy jeszcze w Hogwarcie, znalazłam mapę. Lecz nie mogłam jej przeczytać, bo nie wiedziałam, co oznaczają te symbole.
- Daj mi ją krzyknął wysokim tonem Snape.
Był zły na uczennicę, że nie pokazała mu tego dużo wcześniej, bo być może są w niej ważne informacje, które mogą doprowadzić ich do dyrektora.
- Proszę powiedziała Hermiona, podając mapę Snape'owi.
Przez chwilę wpatrywał się w mapę, po czym oznajmił:
- To są nazwy krain, a to droga, która prowadzi do tego miejsca mówił Snape, jednocześnie wskazując drogę, którą powinni teraz iść. Teraz jesteśmy w Zakazanym Lesie, czyli tutaj pokazał palcem na mapie musimy skręcić w lewo i po kilkunastu godzinach dojdziemy do Meridianu.
- Nigdy wcześniej nie słyszałam o magicznych krainach, które znajdują się w Zakazanym Lesie.
- Nie słyszałaś, ponieważ ten las jest, jak sama nazwa wskazuje, ZAKAZANY. Ten, który wie, co tam jest, może wchodzić do lasu dalej niż zwykli uczniowie czy też nauczyciele. Nie wiadomo, co może być w takich krainach. Musimy ruszać, zanim się ściemni.
I ruszyli wąską ścieżką, która wiodła przez las z gęstymi krzewami i ogromnymi drzewami.
Robiło się coraz ciemniej, lecz gwiazdy i księżyc oświetlały nieco las.
- Na ten dzień kończymy. Przez twoją głupotę, Granger, straciliśmy kilka godzin powiedział, wskazując na jej rękę, która była zadrapana przez Centopię. Hermiona spojrzała na niego i spuściła głowę. Kilka kroków stąd jest Meridian, ale nie możemy iść tam w nocy, bo nie wiemy co nas tam czeka.
W pośpiechu zapomnieli wziąć ze sobą namiot, więc musieli spać pod gołym niebem.
Hermiona nie czuła się zbyt dobrze, kręciło jej się w głowie, chciała usiąść przy najbliższym drzewie, ale nie mogła do niego dojść. Snape podszedł do niej, chcąc jej pomóc.
- Niech pan mnie puści, sama sobie poradzę warknęła Hermiona.
- Jak chcesz, Granger powiedział, a sam pośpieszył do drzewa, stojącego kilkanaście kroków od niej, usiadł i zaczął odczytywać dalsze krainy na mapie.
Tej nocy, Hermiona szybko zasnęła, ale miała okrutny koszmar, a mianowicie śnił jej się Voldemort, który zabił Dumbledore’a i Snape'a, a potem celował różdżką w nią.
- Avada Kedavra!
Rzucił zaklęcie, a Hermiona, cała spocona, obudziła się. Od razu spostrzegła profesora, który siedział nad nią.
- Całą noc wrzeszczałaś. Nie spałem nawet minuty. Co ci się śniło?
- Przepraszam, śnił mi się Voldemort, który zabił pana i Dumbledore’a, a później chciał zrobić to samo ze mną.
Hermiona cała drżała ze strachu, ponieważ bała się, że Voldemort mógł naprawdę zabić Dumbledore’a.
- Spokojnie, to tylko sen. On nie mógłby zabić Dumbledore’a, bo jest jeszcze słaby, a poza tym, nie ma armii powiedział, siadając blisko niej.
Hermiona poczuła sie bezpieczna, wiedząc, że siedzi przy niej Snape. Severus, nie wiedząc, co właściwie nim w tamtej chwili kierowało i czemu to zrobił, podniósł rękę, wplótł w jej włosy i przyciągnął jej głowę do siebie, całując ją delikatnie w usta i głaszcząc jednocześnie po policzku.
Hermiona nie potrafiła opisać tego, co czuła podczas pocałunku. To było trochę podobne do motylków w brzuchu. Uśmiechnęła się, patrząc w jego czarne oczy. Po kolejnym krótkim pocałunku, Severus, wstając, otarł się o jej kolano i powiedział, że muszą już iść. Oczekiwała, że ta chwila potrwa trochę dłużej, ale słuchając profesora, wzięła potrzebne rzeczy, uczesała szybko włosy i ruszyła tuż za nim.
Po kilku minutach znaleźli sie w Meridianie. To, co ujrzeli, wprawiło ich w bezruch...
Kraina była cała pokryta świeżą trawą i przeróżną roślinnością. Pozornie wyglądała na opuszczoną, ale pozory mylą i w tym przypadku to się sprawdziło. Zza krzaków wyłoniły się małe stworzenia, ni to smoki, ni ptaki. Przed nimi widniał długi most, który wyglądał, jakby miał zaraz się rozpaść i runąć w dół. Pod mostem było średnich rozmiarów jezioro, nad którym unosiła się mgła. W oddali widać było zarysy niewysokich gór.
- No to idziemy powiedziała Hermiona, spoglądając na Snape'a, którego niepokoiła niesamowita cisza.
- Będę szedł pierwszy, a ty masz iść tuż za mną i bez dyskusji.
Hermiona przytaknęła. Snape wszedł na most i już po kilku niepewnych krokach szedł śmiało przed siebie. Gryfonka szła tuż za nim, podziwiając widoki, jakie napotykała z każdym swoim krokiem.
Gdy przeszli już przez most, mogli lepiej przyjrzeć się okolicy. Przed nimi stał niewielki zamek. Wyglądał na dość stary. Hermiona spojrzała na Snape'a, po czym razem ruszyli w stronę zamku.
Wrota były otwarte, więc, wyciągając różdżki, weszli do środka. Panowała tam ponura atmosfera. Nie było żadnych przedmiotów ani istot. Jednym słowem - był całkowicie pusty.
Postanowili się tu trochę rozejrzeć. Snape poszedł na górę, a Hermiona sprawdziła dół.
- Kto śmie wchodzić do mojego królestwa?!
Hermiona odwróciła się i zobaczyła postać. Była to kobieta o bujnych blond lokach i białej lśniącej sukience.
- Dzień dobry, wasza wysokość powiedziała Hermiona, kłaniając się
- W jakim celu przybywasz?
- Uczęszczam do szkoły Magii i Czarodziejstwa. Nie przybyłam tu w złych zamiarach.
Po chwili zszedł do nich Snape, spojrzał na kobietę i zaczął opowiadać, kim są, po co przybyli i kogo szukają...
- No i tak się znaleźliśmy tutaj zakończył swoją opowieść kilkanaście minut później.
- Mogłabym wam w czymś pomóc?
- Nie, sami sobie poradzimy. Mam jednak do królowej pytanie...
- Ależ oczywiście, pytaj, o co tylko zechcesz.
- Dlaczego jest tu tak pusto? Gdzie są inni mieszkańcy?
- Czarny Pan... To on wszystkich pozabijał. Ja zdążyłam się ukryć. On powróci! â krzyknęła i z płaczem uciekła do swojej komnaty.
- Co teraz zrobimy? Ona się boi, nie zostawimy jej samej.
- Zostawimy. Poradzi sobie, a teraz nie traćmy czasu na pogaduszki i ruszajmy.
Hermionie żal było kobiety. Nie chciała jej tu zostawiać samej, ale nie miała wyjścia. Oboje wyszli z zamku i ruszyli dalej.
- Następny przystanek będzie w Blandtop.
Krainy było bardzo blisko siebie położone, dlatego przejście do następnej zajęło im ledwie kilka minut. Minęli kilka drzew i znaleźli się w nowej krainie...
piątek, 21 lutego 2014
Rozdział 2
Nadszedł długo oczekiwany dzień, a mianowicie wigilia. Krzątając się bez celu po korytarzu, Hermiona rozmyślała o Dumbledore’rze. Ciągle zadawała sobie pytanie: kto mógłby go porwać?
Przechodząc przez jeden z korytarzy zauważyła Snape'a, który siedział w swojej sali od eliksirów i denerwował się, nie mogąc uwarzyć jednego z nich. Nie zastanawiając się zbyt długo, weszła do sali i spytała, czy mogłaby w czymś pomóc.
- Mogłabyś mi pomóc gdybyś stąd wyszła â warknął Snape.
- Mógłby pan być trochę milszy dla mnie â powiedziała z nutą ostrości, odwracając się i wychodząc.
Po niecałej godzinie Hermiona wróciła do Sali, by dowiedzieć się coś więcej o porwaniu dyrektora.
- Czego tu znowu pani szuka, panno Granger?! â powiedział ze zdenerwowaniem Snape.
- Przyszłam w sprawie porwania. Chcę iść z panem, nie zostanę tutaj sama.
- Ależ jest pani uparta...No dobrze, zgadzam się, ale pod jednym warunkiem…
- Jakim?
- Przez drogę nie będziesz zadawała głupich pytań i masz się zachowywać, jakby cię tam nie było, rozumiesz?!
- Oczywiście â powiedziała z obojętną miną, zamykając za sobą drzwi.
Przez ten czas Hermiona odpoczywała u siebie, a Snape kończył warzenie eliksirów.
Po dość krótkim dniu, Hermiona postanowiła poszukać czegoś, co by wskazywało, gdzie może być Dumbledore. Krzątając się po jego gabinecie, znalazła tylko księgi i inne starocia. Po dwudziestu minutach poddała się i usiadła by odpocząć..
W mgnieniu oka spostrzegła mapę wystającą zza obrazu. Szybkim krokiem podeszła i ją chwyciła. Hm, co to może oznaczać?, rozmyślała, widząc dziwne symbole, rozmieszczone na środku mapy.
- Ech… Już dziewiętnasta, muszę sie wyspać na jutrzejszą wyprawę â powiedziała i biorąc mapę ze sobą wyszła z gabinetu dyrektora i szybkim krokiem ruszyła do salony Gryfonów.
Czuła się samotna i bardzo tęskniła za przyjaciółmi. Chciała wysłać do nich list, ale pomyślała, że lepiej będzie, jeśli nie będą nic wiedzieć o porwaniu, ponieważ by sie o nią martwili, że wyrusza na wyprawę bez nich. Myślała tak jeszcze przez chwilę, po czym wzięła mapę do ręki i ruszyła w stronę biblioteki. Chodząc po niej szukała czegoś, co mogłoby jej pomóc w odczytaniu symboli. Z brakiem rezultatów usiadła zmęczona na jednym z krzeseł, znajdujących się przy oknie i nie wiedząc kiedy zasnęła.
Rankiem obudził ją chłodny podmuch wiatru. Dostrzegła otwarte szeroko okno. Wstała przemarznięta i zamknęła okno.
Wyszła z biblioteki i ruszyła do salonu. Tam ubrała się w jeansy i czarną bluzkę z naszywką Gryffindoru. Spięła włosy, zabrała wszystkie rzeczy, które mogłyby jej się przydać w czasie wyprawy i ruszyła w stronę Wielkiej Sali. Wyjmując książkę z torby, usiadła i zajadając śniadanie, przeglądała strony.
Wtem wszedł Snape. Jak zwykle szedł z ponurą miną. Ominął Hermionę, jakby jej tam nie było i usiadł do stołu. Hermiona, która właśnie kończyła jeść śniadanie, podeszła do Severusa i spytała, kiedy wyruszają na poszukiwanie dyrektora. Severus wstał oburzony od stołu i oznajmił, że za niedługo będą wyruszać.
Hermiona, mając jeszcze chwilę czasu, postanowiła, że napisze list do przyjaciół, o tym, że wyrusza w poszukiwaniu dyrektora. Weszła do swojego pokoju, położyła torbę na łóżku, usiadła przy stole i wyjmując czystą kartkę i pióro zaczęła pisać:
Witajcie!
Zapewne dziwi was trochę, że piszę do was. Na początku uznałam to za zły pomysł, ale powinniście wiedzieć, co u mnie. Chciałam, żebyście wiedzieli o czymś. Wyjeżdżam w podróż, nie wiem, ile czasu mi ona zajmie, ale obiecuję, że będę do was pisać w każdej wolnej chwili. Nie martwicie sie o mnie, ponieważ nie będę podróżować sama. Na razie nie mogę wam zdradzić, w jakiej sprawie jadę, ale obiecuję, że jak tylko przyjadę, wszystko wam opowiem ze szczegółami.
Pozdrówcie ode mnie Ginny oraz Georga i Freda, życzę wam wszystkim Wesołych Świąt.
Hermiona
Napisawszy ten krótki list, dała go sowie, aby dostarczyła go do Nory. Ponownie wzięła torbę do ręki i truchtem pobiegła do Wielkiej Sali.
- No, już myślałem, że będę musiał pani szukać.. Wyruszamy â powiedział drwiącym głosem Snape.
- Przepraszam, musiałam tylko coś załatwić â oznajmiła cichym głosem Hermiona
Zabrali wszystkie swoje rzeczy, po czym ruszyli w stronę Zakazanego Lasu. Włóczyli się kilka godzin po lesie, szukając jakichś tropów, ale bez większych rezultatów.
- Nie mam juz sił... Chcę odpocząć, gdzie my właściwie idziemy?
- Nie gadaj głupot. Chciałaś iść, to teraz masz. Idziemy przed siebie, jakbyś nie zauważyła.
- Ależ pan miły â powiedziała po cichu do siebie
Słońce wzeszło i rozjaśniło nieco ponury las, a brązowe loki Hermiony powiewał lekki i przyjemny wiatr. Snape spoglądał co chwila na jej przepiękne brąz włosy i zadziwiającą urodę. Hermiona czuła na sobie jego spojrzenie i lekko się uśmiechała.
Robiło się już ciemno, a Hermionie coraz bardziej brakowało sil w nogach.
- No, na razie na tym skończymy tą wędrówkę. Jest juz ciemno, więc nie ma sensu szukać. Ponownie zaczniemy jutro â powiedział Snape, rozbijając namiot.
Hermiona ucieszyła się, że mogła wreszcie odpocząć. Była już naprawdę wykończona. Po rozłożeniu namiotu, weszła do niego i doznała szoku. Namiot był w środku bardzo duży. Po bokach stały dwa duże łóżka, a jego wnętrze wypełniały obrazy z magicznymi zwierzętami. Namiot rozjaśniała mała świeczka, która wisiała w powietrzu niczym te, które był Wielkiej Sali.
- Tu jest niesamowicie â z niedowierzaniem mówiła, patrząc w górę, gdzie na materiałowym niebie migotały małe błyszczące gwiazdy.
- Niech pani się tak nie zachwyca, tylko idzie spać, bo wstajemy o świcie.
Snape rozpakował swoje rzeczy i położył się do łóżka, w którym obok niego leżała różdżka. Hermiona jeszcze przez chwilę podziwiała piękne wnętrze namiotu, po czym położyła się w niezbyt wygodnym łóżku.
- Wesołych świąt â powiedziała z lekkim uśmieszkiem na twarzy, wpatrując się w Snape'a.
Chwilę po tym zasnęła.
W środku nocy obudził ją przeraźliwy krzyk. A może raczej pisk? Po czym coś uderzyło w namiot.
Hermiona wrzasnęła.
- Co ty wyprawiasz, Granger? Jest środek nocy.
- Ja się boję… Przed chwilą coś uderzyło w namiot.
- Sprawdzę to, ale potem dasz mi spokój.
Hermiona kiwnęła głową, przytakując, ale jednocześnie drżała ze strachu.
Snape wyszedł z namiotu. Po chwili wrócił, mówiąc ze to tylko centopia.
- Co takiego?
- Centopia to dwukolorowy ptak o ciemnych oczach, lecz może on żyć tylko w nocy. Rankiem staje się niczym kamienny posąg. Nie jest ona groźna, ale gdy cię zadrapie, masz gorączkę, tracisz siły i prawie w ogóle nie możesz sie się poruszać. Dlatego trzeba przygotować specjalny eliksir, żeby się wyleczyć... A teraz, gdy juz wszystko wiesz daj mi spać! â powiedział wysokim tonem, po czym położył się do łóżka i zasnął.
Hermiona wychyliła głowę z namiotu, by zobaczyć niezwykłego ptaka, po czym wróciła do łóżka i poszła spać.
środa, 19 lutego 2014
Informacja :)
Witam!♥ Rozdział 1 był pisany na szybko dlatego jest taki krótki.Kolejne rozdziały obiecuję będą dłuższe.
Następny będzie za 2-3 dni :)
Rozdział 1
Był to zimny grudniowy poranek. Hermiona, jak zwykle rano, przygotowywała się do zajęć. Idąc na śniadanie do Wielkiej Sali, zauważyła, że na dworze spadł śnieg.
Już za trzy dni jest wigilia, pomyślała z zadowoleniem, siadając przy stole.
- Cześć, Hermiono, co u ciebie słychać? spytał Harry, lekko się uśmiechając.
- Nic ciekawego odpowiedziała z obojętną miną, popijając sok.
Po kilku minutach dosiadł się do nich Ron, witając się z przyjaciółmi.
- Mam dla was prezenty nieoczekiwanie powiedział Ron, uśmiechając się.
- To wspaniale, bo ja też coś dla was przygotowałam oznajmiła Hermiona.
Na tym skończyli swoją rozmowę i zaczęli jeść śniadanie. Niebawem Snape wszedł do Wielkiej Sali i krzyknął:
- Cisza!
Wszyscy zwrócili wzrok na profesora.
- Chciałbym wam oznajmić, że dyrektor Dumbledore wyjechał w pilnej sprawie i wróci dopiero za kilka dni. W tym czasie to ja będę dyrektorem.
- W jakiej sprawie pojechał? spytała z zaciekawieniem Granger, przerywając mu.
- Nie powinno to pani interesować, panno Granger syknął Snape.
Hermiona, kończąc śniadanie, z lekkim oburzeniem wstała od stołu i ruszyła migiem na zajęcia.
Po lekcjach poszła odprowadzić Harry'ego i Rona na pociąg.
- Hermiono, dlaczego nie jedziesz na ferie do domu? spytał Ron.
- Muszę zostać, ponieważ obiecałam Dumbledore’owi, że pomogę mu w uporządkowaniu książek w bibliotece, a poza tym, chciałam poduczyć się trochę z eliksirów.
- Uczyć się w ferie.. Czasami jest naprawdę dziwna mruknął pod nosem Ron, wsiadając do pociągu.
Gdy odjechali, poczuła się samotna, a zarazem cieszyła się, że w końcu będzie mogła się w spokoju pouczyć. Kilka minut później znalazła się w bibliotece i usiadła wygodnie
na fotelu, czytając swoją ulubioną książkę.
- Co pani tu robi, panno Granger? usłyszała męski głos, który dobiegał zza regału z książkami.
Wstała i biorąc różdżkę do ręki poszła przed siebie.
- Uff, to tylko pan, profesorze powiedziała z ulgą.
- A kogo się pani spodziewała? warknął ostro Snape.
- Nikogo, ja tylko...
- Nie tłumacz się, Granger. Pytam jeszcze raz. Co tu robisz?
- Dyrektor poprosił mnie, bym mu pomogła w bibliotece, a przy okazji pouczę się z eliksirów. A pan czemu został?
- Nie mam czasu na pogaduszki z tobą! warknął Severus i ruszył w stronę swojego gabinetu.
Już osiemnasta, pomyślała Hermiona i ruszyła w stronę salonu Gryfonów. Wykąpała się, ubrała piżamę i leżąc w łóżku myślała o Ronie i Harry’m. Niedługo potem zapadła w
głęboki sen.
Obudziła się wczesnym rankiem , ubrała i poszła do Wielkiej Sali. Zauważyła Snape'a, który nie wyglądał na zadowolonego. Podeszła i z lekkim uśmiechem na twarzy spytała,
czy coś się stało.
Snape spojrzał na nią wrednym spojrzeniem, po czym ponownie zaczął jeść.
Hermiona odwróciła się, usiadła do stołu, po czym zjadła w pośpiechu śniadanie.
Po śniadaniu ruszyła w stronę salonu Gryfonów. Nie mogła przestać myśleć o zachowaniu Snape'a. On coś ukrywa, ja to wiem i niedługo się dowiem co, pomyślała.
Chwilę potem, bez zastanowienia poszła do gabinetu profesora i spytała z lekkim oburzeniem, czy teraz jej powie, o co chodzi.
- Panno Granger, nie takim tonem. Odejmuję dziesięć punktów Gryffindorowi.
Hermiona się wkurzyła, aczkolwiek nie pokazywała tego po sobie. Po czym Snape zaczął wyjaśniać swoje zachowanie.
- Dyrektor Dumbledore zaginął, albo został porwany. Muszę go odnaleźć, może mnie nie być kilka dni. Mam nadzieję, że przez ten czas nie zrobi pani nic głupiego, panno
Granger.
- Ja nie mogę tutaj zostać, wiedząc o tym, że dyrektorowi może się coś stać! krzyknęła w zdenerwowaniu.
- Porozmawiamy o tym wieczorem, a teraz proszę iść do swojego pokoju i to natychmiast! wrzasnął ostro Snape.
Już za trzy dni jest wigilia, pomyślała z zadowoleniem, siadając przy stole.
- Cześć, Hermiono, co u ciebie słychać? spytał Harry, lekko się uśmiechając.
- Nic ciekawego odpowiedziała z obojętną miną, popijając sok.
Po kilku minutach dosiadł się do nich Ron, witając się z przyjaciółmi.
- Mam dla was prezenty nieoczekiwanie powiedział Ron, uśmiechając się.
- To wspaniale, bo ja też coś dla was przygotowałam oznajmiła Hermiona.
Na tym skończyli swoją rozmowę i zaczęli jeść śniadanie. Niebawem Snape wszedł do Wielkiej Sali i krzyknął:
- Cisza!
Wszyscy zwrócili wzrok na profesora.
- Chciałbym wam oznajmić, że dyrektor Dumbledore wyjechał w pilnej sprawie i wróci dopiero za kilka dni. W tym czasie to ja będę dyrektorem.
- W jakiej sprawie pojechał? spytała z zaciekawieniem Granger, przerywając mu.
- Nie powinno to pani interesować, panno Granger syknął Snape.
Hermiona, kończąc śniadanie, z lekkim oburzeniem wstała od stołu i ruszyła migiem na zajęcia.
Po lekcjach poszła odprowadzić Harry'ego i Rona na pociąg.
- Hermiono, dlaczego nie jedziesz na ferie do domu? spytał Ron.
- Muszę zostać, ponieważ obiecałam Dumbledore’owi, że pomogę mu w uporządkowaniu książek w bibliotece, a poza tym, chciałam poduczyć się trochę z eliksirów.
- Uczyć się w ferie.. Czasami jest naprawdę dziwna mruknął pod nosem Ron, wsiadając do pociągu.
Gdy odjechali, poczuła się samotna, a zarazem cieszyła się, że w końcu będzie mogła się w spokoju pouczyć. Kilka minut później znalazła się w bibliotece i usiadła wygodnie
na fotelu, czytając swoją ulubioną książkę.
- Co pani tu robi, panno Granger? usłyszała męski głos, który dobiegał zza regału z książkami.
Wstała i biorąc różdżkę do ręki poszła przed siebie.
- Uff, to tylko pan, profesorze powiedziała z ulgą.
- A kogo się pani spodziewała? warknął ostro Snape.
- Nikogo, ja tylko...
- Nie tłumacz się, Granger. Pytam jeszcze raz. Co tu robisz?
- Dyrektor poprosił mnie, bym mu pomogła w bibliotece, a przy okazji pouczę się z eliksirów. A pan czemu został?
- Nie mam czasu na pogaduszki z tobą! warknął Severus i ruszył w stronę swojego gabinetu.
Już osiemnasta, pomyślała Hermiona i ruszyła w stronę salonu Gryfonów. Wykąpała się, ubrała piżamę i leżąc w łóżku myślała o Ronie i Harry’m. Niedługo potem zapadła w
głęboki sen.
Obudziła się wczesnym rankiem , ubrała i poszła do Wielkiej Sali. Zauważyła Snape'a, który nie wyglądał na zadowolonego. Podeszła i z lekkim uśmiechem na twarzy spytała,
czy coś się stało.
Snape spojrzał na nią wrednym spojrzeniem, po czym ponownie zaczął jeść.
Hermiona odwróciła się, usiadła do stołu, po czym zjadła w pośpiechu śniadanie.
Po śniadaniu ruszyła w stronę salonu Gryfonów. Nie mogła przestać myśleć o zachowaniu Snape'a. On coś ukrywa, ja to wiem i niedługo się dowiem co, pomyślała.
Chwilę potem, bez zastanowienia poszła do gabinetu profesora i spytała z lekkim oburzeniem, czy teraz jej powie, o co chodzi.
- Panno Granger, nie takim tonem. Odejmuję dziesięć punktów Gryffindorowi.
Hermiona się wkurzyła, aczkolwiek nie pokazywała tego po sobie. Po czym Snape zaczął wyjaśniać swoje zachowanie.
- Dyrektor Dumbledore zaginął, albo został porwany. Muszę go odnaleźć, może mnie nie być kilka dni. Mam nadzieję, że przez ten czas nie zrobi pani nic głupiego, panno
Granger.
- Ja nie mogę tutaj zostać, wiedząc o tym, że dyrektorowi może się coś stać! krzyknęła w zdenerwowaniu.
- Porozmawiamy o tym wieczorem, a teraz proszę iść do swojego pokoju i to natychmiast! wrzasnął ostro Snape.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


