sobota, 8 marca 2014

Rozdział 5

Nastał ranek, dzień z pozoru wyglądał jak każdy inny. Promyki słońca przedostawały się przez wielkie okna do sypialni Hermiony, budząc ją jednocześnie. Wyspana po upojnej nocy wstała, przeciągnęła się i ruszyła w stronę łazienki. Tam też włożyła na siebie czarne obcisłe skórzane spodnie, czerwoną podkoszulkę, a na górę zarzuciła szatę Gryfonów. Włosy upięła w luźnego koka, pomalowała oczy tuszem i przejechała czerwonym błyszczykiem po ustach. Gotowa do wyjścia wzięła książki i poszła do Wielkiej Sali na śniadanie. Widząc Snape'a, już zasiadającego przy stole, uniosła głowę do góry i z dumą dosiadła się do przyjaciół. Słyszała niejednokrotnie głosy uczniów, którzy nie mogli uwierzyć, że tak pięknie wygląda. Z pozoru mol książkowy, a tu taka przemiana...
- Dla kogo się tak ubrałaś?  zapytał Ron, jak zwykle z jedzeniem w buzi.
Hermiona tylko przewróciła teatralnie oczami, patrząc z obrzydzeniem na przyjaciela.
Dyrektor Dumbledore wszedł do Wielkiej Sali, stanął przed uczniami i zaczął przemowę.
- Jak już wam mówiłem, mam dla was wiadomość, profesor Remus Lupin ma ważną sprawę do załatwienia i w tym czasie jego stanowisko zajmie profesor Snape.
Zaledwie kilkanaście osób zaczęło klaskać, ciesząc się z tej zmiany nauczyciela.
- Tylko nie to  powiedziała Miona, musząc jeszcze więcej godzin przebywać z tym głupim Nietoperzem.
Albus usiadł razem z innymi nauczycielami i zaczął jeść śniadanie. Po kilkunastu minutach zaczęły się zajęcia. Pierwszą lekcją, jaką miała Hermiona, była numerologia. Dokończyła śniadanie i migiem popędziła do sali.
- Jak myślisz, co jej jest?
- Nie wiem, ale zachowuje się jakoś dziwnie i ta przemiana…westchnął Harry, idąc na zajęcia.
Numerologia zleciała bardzo szybko, ale na nieszczęście, ponieważ zaraz po niej miała OPCM.
Zamyślona wyszła z sali i poszła przed siebie długim korytarzem. Omal nie wpadłaby na profesor McGonagall, gdyby nie Ginny, która zatrzymała ją w odpowiedniej chwili.
- O, Ginny! Cieszę się, że cię widzę -€“ powiedziała z wymuszonym uśmiechem.
- Ja również, coś cię trapi? - spytała, widząc przyjaciółkę w niezbyt ciekawym nastroju.
- Nie… Zamyśliłam się trochę, a teraz wybacz, ale muszę iść na lekcje – powiedziała i zniknęła wśród innych uczniów.
Nieco spóźniona, zmachana weszła do klasy i usiadła szybko w ławce.
- Czyżby panią coś zatrzymało, panno Granger?
- Tak, ta niechęć do uczenia się w pana obecności-€“ odpowiedziała mu z wrednym uśmieszkiem.
- Dziesięć punktów odejmuję Gryffindorowi-€“ syknął z pogardą.
Hermiona już nie miała ochoty na jakiekolwiek tłumaczenie się. Wyjęła z torby książki i wpatrywała się w nauczyciela.
Zatem Snape zaczął swoje nauczanie: 
- Dzisiejsza lekcja będzie krótka. Zajmiemy się podstawowymi zaklęciami, przydatnymi przy obronie własnej. Pierwsze podstawowe zaklęcie to Expelliarmus. Przy rzucaniu takiego zaklęcia musimy pamiętać, aby nasza różdżka była skierowana w przeciwnika. Między nami a napastnikiem nie powinno być czegoś, co mogłoby odbić zaklęcie w naszą stronę. Niestety, często zdarza się, że niewyedukowany czarodziej w walce ze śmierciożercą tracił różdżkę. Drugim ważnym zaklęciem jest Drętwota. Powoduje ona utratę władzy nad ciałem. Najbezpieczniejsze zaklęcie, jeżeli chodzi o kwestię obezwładniania. Podobnym do Drętwoty zaklęciem jest Petryficus Totalus. Przeciwzaklęciem do cofania efektów uroków jest Finite Incantantem. Powoduje ono neutralizację wszelkich prostych uroków i zaklęć. Impedimento należy również do uroków pojedynkowych. Służy do spowalniania ruchów przeciwnika. Bardzo przydatne podczas ucieczki. Protego należy do najbardziej przydatnych zaklęć podczas obrony. Tworzy przed nami tarczę, która odbija zaklęcia w przypadku słabych zaklęć, lub je osłabia. Następne zaklęcia obronne omówię następnym razem. Dlaczego wy tego nie zapisujecie?! - krzyknął oburzony.
Wtem wszyscy szybko wyjęli pergaminy pióra i zaczęli pisać notatkę.
Po oczekiwanych dwudziestu minutach nastąpił koniec lekcji.
- Na następnych zajęciach będziemy uczyć się o boginach. Dlatego też macie być przygotowani, a teraz opuśćcie klasę.
Wszyscy wyszli z klasy, łącznie z nauczycielem. Hermiona nie miała teraz żadnych zajęć, więc pomyślała, że wykorzysta ten czas i pójdzie odwiedzić dyrektora. Gdy znalazła się już przed kamiennym gargulcem, wypowiedziała hasło, a następnie weszła po krętych schodach. Stanęła przed drzwiami i zapukała. Drzwi same się otworzyły, a gdy tylko przez nie przeszła, ujrzała Albusa, siedzącego za biurkiem. Dyrektor uśmiechnął się i poprosił Hermionę, aby usiadła na krześle.
- Co cię tu sprowadza?
- Nic szczególnego- powiedziała, podnosząc lekko kąciki ust.
- Nawet dobrze, że tu przyszłaś, Hermiono, muszę ci coś powiedzieć, ale to zostanie między nami.
- No dobrze, tak więc słucham?
- Wiem, że masz teraz egzaminy i sporo nauki, ale miałbym do ciebie prośbę. Profesor Snape przejmie teraz moje obowiązki na kilka dni, ponieważ muszę wyjechać w sprawie dotyczącej Hogwartu i chciałbym, żebyś mu pomogła uporać się z tym wszystkim. Mogę na ciebie liczyć?
Gryfonka nie potrafiła nikomu odmówić pomocy, dlatego też i tym razem się zgodziła.
- Oczywiście, zrobię wszystko, co w mojej mocy-wymusiła na twarzy uśmiech, po czym wyszła z gabinetu.
Idąc korytarzem natknęła się na Rona i Harry'ego.
- Gdzieś ty się podziewała? Szukaliśmy cię cały dzień!
- Przepraszam, ale nie jestem waszą własnością i mogę chodzić, gdzie chcę! – wybuchła złością i pobiegła do salonu.
- Co ją ugryzło?-€“ spytał rudowłosy.
- Nie mam pojęcia-€“ odparł Harry, wzruszając ramionami.
Chłopcy mieli zamiar odwiedzić Hagrida, dlatego też szybkim krokiem ruszyli do jego chaty. Stanęli przed wielkimi drzwiami i zapukali.
- Wchodźcie-przemiły półolbrzym zaprosił ich do środka.
Następnie podał im gorącą herbatę i usiadł.
- Nie powinniście się pojawiać poza Hogwartem o tak późnej porze.
- Przyszliśmy tylko zapytać, czy wiesz może coś więcej o tym, dlaczego dyrektor wyjechał?
- Wiadomo mi tylko tyle, że wyjechał na kilka dni w sprawie Czarnego Pana.
Ron omal nie poparzył się herbatą, wypluwając ją przed siebie.
- On wrócił?-€“ zapytał, niedowierzając.
Harry wziął łyk gorącej herbaty.
- To nie jest jeszcze pewne. Dlatego Albus wyjechał dowiedzieć się czegoś więcej-powiedział Hagrid łagodnym głosem, uspokajając chłopców.
Robiło się ciemno, więc przyjaciele musieli już wracać. Odwrócili się, pożegnali z Hagridem i popędzili do salonu Gryfonów.

Zbliżał się wieczór, uczniowie siedzieli już w swoich pokojach. Hermiona po godzinnej kąpieli przechadzała się bez celu po korytarzu.
Przypomniała sobie, że jutro jest mecz Quiddicha. Chociaż była zła na przyjaciół, zamierzała się tam wybrać. Po chwili zamyślenia, postanowiła porozmawiać z profesorem Snape'm, by dowiedzieć się czegoś więcej o Albusie. Przeszła ciemny korytarz i zatrzymała się tuż przed schodami. Wzięła głęboki oddech i zeszła na dół.
Już prawie miała pukać, gdy usłyszała profesora, rozmawiającego z jakąś kobietą. Po chwili wtrącił się w rozmowę głos mężczyzny. Był nieco odrażający i głośny. Tylko jeden mężczyzna mógłby mieć taki głos...
- Voldemort.
Wymawiając jego imię ciarki przeszły jej po całym ciele. Nie wiedziała, czy ma wracać, czy też stać, nie wydając z siebie żadnego dźwięku.
Stała tak chwilę bez ruchu, a następnie postanowiła się cofnąć. Drzwi otworzyły się szeroko, a z nich wyszedł Voldemort, wraz ze swoją wierną i jakże piękną Bellatriks. W ostatniej chwili Czarny Pan spostrzegł Hermionę.
- Drętwota!-€“ krzyknął, celując w nią swoją różdżką.
Z różdżki wystrzeliło niebieskie światło, które doprowadziło dziewczynę do upadku i utraty przytomnośći.
Po kilku minutach ocuciła się i szybko uniosła głowę, w celu sprawdzenia, gdzie jest. Zdezorientowana zauważyła tylko Voldemorta i Severusa, który stał tuż nad nią. Na szczęście miała przy sobie różdzkę. Wyciągnęła ją i krzyknęła:
Expelliarmus!
Wtem szybko wstała i zaczęli nawzajem odbijać zaklęcia i walczyć. Po nieobronieniu się, upadła, a z jej ręki wypadła różdżka i poturlała się pod biurko. Teraz nie miała już najmniejszych szans, by uciec albo się obronić.
- Całkiem dobrze jak na szlamę, a teraz pozwól, że ja wypróbuję na tobie kilka zaklęć -€“ powiedział Czarny Pan z ironicznym uśmiechem na twarzy, po czym znów wycelował w nią różdżkę i krzyknął-
Crucio!
Hermiona wiła się z bólu po podłodze. Cierpienie było tak silne, że ze łzami w oczach błagała o śmierć.
Snape próbował ukryć emocje, zachowując poważny wyraz twarzy, ale nie mógł patrzeć, jak jego uczennica cierpi i odwrócił się.
- Dość tego!- niespodziewanie wykrzyknęła Bellatriks.
Obaj mężczyźni spojrzeli na nią zdziwieni. Przecież ona uwielbiała patrzeć, jak ktoś cierpi, bo sama niejednokrotnie używała tego zaklęcia.
- Jak śmiesz mi się sprzeciwiać?! - wykrzyknął ostro Lord, mierząc Bellę chłodnym wzrokiem.
- Nie możesz jej, panie mój, wykończyć, zostaw tortury mnie - z lekkim uśmieszkiem wypowiedziała owe słowa.
- W takim razie my ruszamy. Severusie, dokończ proszę moje dzieło.
Wskazał palcem na Mionę, po czym deportował się z Bellą.
Uczennica leżała obolała na podłodze. Nauczyciel podbiegł do niej i pomógł jej wstać. Nalał herbaty do szklanki i podał dziewczynie. Hermiona trzęsła się jeszcze ze strachu, aczkolwiek po łyku herbaty uspokoiła się. Siedzieli tak jeszcze przez chwilę, bez słowa. Snape, widząc, że jest jej już lepiej, kazał jej natychmiast opuścić pokój. Jeszcze osłabiona, ledwo wstała i wyszła trzaskając drzwiami.
Weszła po krętych schodach na górę, przeszła przez ciemny korytarz. Zszokowana i przestraszona całą sytuacją, poszła do salonu Gryfonów. Była już późna noc, więc nie chcąc nikogo budzić, weszła po cichu do swojego pokoju. Bardzo zmęczona położyła się wygodnie do łóżka i z trudem zasnęła.
Noc minęła bardzo szybko.
Wstała wczesnym rankiem. Tego dnia pogoda nie była za ciekawa. Na dworze podmuchiwał zimny wiatr, a słońce ukrywało się gdzieś za chmurami.
Wstała z łóżka, wyjrzała przez okno i ruszyła wolnym krokiem w stronę łazienki. Tam też włożyła czarne spodnie i zielony t-shirt. Oczy lekko pomalowała tuszem, a usta musnęła różowym błyszczykiem. Włosy luźno opadały jej na ramiona.
Zadowolona poszła po Ginny. Znalazła ją we wspólnym salonie Gryfonów. Przyjaciółka od razu podbiegła do Hermiony.
- No, no, ładnie dziś wyglądasz-€“ powiedziała, podnosząc lekko kąciki ust
- Dziękuję, pójdziesz dziś ze mną na mecz quidditcha?
- Ależ oczywiście, a teraz ruszajmy na śniadanie.
Dziewczyny weszły do Wielkiej Sali i zajęły miejsca tuż obok Harry’ego i Rona. Nikt podczas śniadania nie wypowiedział ani jednego słowa. Zdziwiło to Ginny, która zawsze, kiedy się do nich dosiadała, nie mogła powiedzieć nawet jednego słowa, gdyż to oni zazwyczaj gawędzili jak najęci. Po kilkuminutowej ciszy, Harry zaczął rozmowę.
- Myślicie, że Voldemort planuje atak na Hogwart?
- Co? Skąd wiesz, że on powrócił? Przecież ja nic wam nie wspominałam o tym… -zdążyła wypowiedzieć owe słowa, po czym chciała szybko zmienić temat, ale powiedziała o jedno słowo za dużo.
- Czy ty wiesz coś więcej?
- Nie, ja… Nie chcę teraz o tym rozmawiać.
- Jak chcesz -€“ odpowiedział Harry, popijając sok.
Dziewczyny zjadły śniadanie i ruszyły na zajęcia. Gryfonka wyciągnęła plan lekcji. Teraz miały OPCM. Miona spojrzała na przyjaciółkę i niechętnie weszły do klasy. Zajęły miejsca przy biurku. Draco i Blaise jak zwykle nie byli zajęci lekcją, tylko posyłali sobie liściki, śmiejąc się cały czas bez opamiętania.
Profesor czekał już na uczniów, zaraz potem zaczął wykład:
- Bogin- upiór zmiennokształtny, zamieszkujący ciemne miejsca. Przybiera postać, którą uzna za najbardziej przerażającą dla otoczenia. Występuje w domach czarodziei lub miejscach ich uczęszczania. Bogiń żywi się strachem, a więc bronią na niego, tak naprawdę, jest śmiech. Im więcej naturalnego śmiechu tym lepiej. Dużą przewagę dla nas daje możliwość walki w grupie. Bogin ma dylemat w kogo ma się zmienić. Mogą przez to powstawać najśmieszniejsze kształty, ponieważ bogin będzie chciał się zmienić w na przykład w szyszymorę i dementora naraz.
Po zapisaniu notatek, uczniowie przećwiczyli zaklęcie Riddikulus, a następnie, już po męczących ćwiczeniach, wyszli z sali.
Nadeszło oczekiwane przez wszystkich uczniów popołudnie. Harry i Ron poszli się przygotować do meczu, a Hermiona ruszyła do biblioteki, poczytać jeszcze jakąś książkę. Sięgnęła po jedną z Ksiąg Zakazanych i uważnie zaczęła czytać.
Po niecałej godzinie, Ginny poszła po przyjaciółkę i razem udały się na mecz.
Dziewczyny usiadły w górnych rzędach. W tym samym rzędzie niedaleko nich siedzieli nauczyciele. Wśród nich Hermiona kątem oka spostrzegła Severusa. Jak zwykle miał na sobie czarne szaty. W tej samej chwili on spojrzał na nią. Uśmiechnęła się i z lekkimi rumieńcami odwróciła głowę. Profesor odwzajemnił uśmiech i również odwrócił głowę.
Po kilku minutach zaczęła się gra. Gryfoni grali przeciwko Ślizgonom. Na boisko wleciały na miotłach obie drużyny. Uczniowie Gryffindoru i Slytherinu kibicowali swoim domom, a reszta siedziała i oglądała rozgrywkę.
W trakcie trwania meczu, Mistrz Eliksirów niespodziewanie szybkim krokiem wyszedł i ruszył w stronę Hogwartu.
Hermiona spostrzegła brak nauczyciela i pod pretekstem poprawienia makijażu wymknęła się z meczu. Opuściła boisko, weszła do szkoły i idąc korytarzem doszła do krętych schodów, zeszła w dół i zapukała do gabinetu profesora.
- Wejdź!
- Dzień dobry, przyszłam zapytać...
Wtem wtrącił się profesor:
- Czy ty, Granger, na każdym kroku musisz mnie szpiegować?! Zaraz będzie tu Czarny Pan i nie będzie zachwycony, gdy cię tu zobaczy. Wiesz przecież, co się stało poprzednim razem.
- W takim razie nie będę przeszkadzać -€“ oburzona ruszyła w stronę drzwi.
Gdy łapała za klamkę, ktoś zapukał. Prawdopodobnie był to Czarny Pan. Na szczęście sprytna Gryfonka miała w swojej torebce pelerynę niewidkę, którą Harry jej pożyczył, gdy chciała się wymknąć w nocy do biblioteki. Zarzuciła ją na siebie i stanęła przed biurkiem.
- Proszę.
W drzwiach stanął Voldemort, wraz ze swoją wierną i oddaną mu Bellatriks. Wyglądał tak samo przerażająco jak zawsze.
- Witaj, Severusie, zebrałeś już dla mnie armię? -€“ swoim odrażającym głosem wypowiedział owe słowa.
- Nie, panie.
- Masz siedem dni na zebranie armii, w innym przypadku porozmawiamy sobie inaczej – powiedział drwiącym głosem.
- To za krótko, nie zdołam ci zebrać tak dużej armii w ciągu tygodnia -€“ uniósł nieco ton.
- Jak śmiesz podnosić głos na swego pana?! -€“ Voldemort zrobił minę, jakby miał zaraz kogoś zabić.
- Panie… Ja chętnie potorturuję innych i zbiorę armię w ten sposób - Bellatriks wtrąciła się w rozmowę i spojrzała błagalnie na Voldemorta, stojąc przed nim.
- Zamilcz! - wykrzyknął i popchnął ją na biurko.
Wpadła na Mionę, a ta szybko się odsunęła, nie wzbudzając podejrzeń. Bella dobrze wiedziała, że ktoś tam stoi, ale nie powiedziała nic Czarnemu Panu, ponieważ nie chciała, by sytuacja sprzed chwili się powtórzyła.
- Tak, więc, masz jeszcze tydzień na zebranie armii -€“ syknął Lord i przeniósł się do siebie.
Lestrange migiem odwróciła się w stronę Hermiony. Podeszła bliżej i już miała ściągnąć pelerynę gdy Snape krzyknął:
- Powinnaś już stąd iść. Tam nikogo nie ma. Zapewniam cię, że wiedziałbym gdyby ktoś się ukrywał w moim gabinecie.
Bella spojrzała jeszcze raz w stronę biurka i dołączyła do Czarnego Pana.

 Severus odetchnął z ulgą, zwrócił się w stronę uczennicy i zrzucił z niej pelerynę.
- Czyś ty do końca straciła rozum?!
- Jest pan zwykłym tchórzem! Gdyby pan miał jakiekolwiek uczucia, nie pozwoliłby pan mnie wtedy torturować! – krzyknęła i podeszła bliżej do nauczyciela.
Snape złapał ją za szyję i przycisnął mocno do ściany. Hermiona dusiła się, czuła jak łza spływa jej po policzku. Próbowała odciągnąć od siebie rękę profesora, lecz bezskutecznie.
- Niech wejdzie do twojej ślicznej główki fakt, że jestem szpiegiem Albusa i nie mogę się wydać!
Szarpnął dziewczynę jeszcze raz, zmierzył ją chłodnym spojrzeniem i opuścił rękę. Usiadł przy swoim biurku, wyciągnął alkohol i wlał sobie do szklanki. Emocje już opadły, a profesor czuł się w środku okropnie. Nie dość, że jest szpiegiem i ryzykuje własnym życiem, to na dodatek ryzykował życie swojej uczennicy. Nie mógł sprzeciwić się Voldemortowi, ale nie mógł też pozwolić torturować Hermiony. Siedząc kątem oka podziwiał jej urodę i wyjątkowe brązowe oczy. Nie mogę pozwolić jej zabić, ona dla mnie dużo znaczy. Po chwili otrząsnął się i powtarzał sobie w myślach. To przecież twoja uczennica, nie możesz nic do niej czuć. Przecież jesteś od niej dużo lat starszy. A jednak zależało mu na niej bardziej, niż na innych uczennicach. Wstał i ze szklanką wypełnioną whiskey przechadzał się po gabinecie.
Granger również wstała i czuła się krępująco, czując na sobie spojrzenie Snape'a, który stał tuż za nią, aczkolwiek z drugiej strony też coś czuła do profesora i nawet podobało jej się to. Bardzo chciała w tym momencie wstać i pocałować go, ale na szczęście szybko się otrząsnęła, wiedząc, że nie może pozwolić sobie na takie zachowanie i powiedziała:
- Wiem, że nie jest łatwo. Jest pan codziennie narażony na to, że za dużo pan powie, albo za mało i Voldemort może się wszystkiego domyśleć. Przepraszam, że jestem taka wścibska.
- Nie, to ja przepraszam za moje zachowanie, ale teraz już idź stąd, bo nie potrzebuję niańki – powiedział swym niezwykle męskim głosem, od którego Hermionie po plecach przeszły ciarki.
Wstała, wyszła i zamknęła za sobą drzwi. Mecz jeszcze się nie skończył, tak więc wróciła do przyjaciółki. Przeszła szybko przez ciemny korytarz, wyszła z Hogwartu i poszła do Ginny. Usiadła tuż obok i spytała:
- Kto wygrywa?
- Gdyby cię ten mecz interesował, nie znikałabyś na tak długo -€“ powiedziała oburzona Ginny i odeszła od niej.
Hermiona została zupełnie sama.
Przyjaciele już z nią nie rozmawiają, a nikogo poza nimi nie miała. Akurat teraz, gdy musiała się komuś zwierzyć ze swoich problemów. Albus prosił ją, by pomogła Severusowi, a teraz sama potrzebuje wsparcia.
Westchnęła do siebie i poszła się przejść po Hogwarcie. Minęła kilku Puchonów i Krukonów. Wśród nich dostrzegła Lunę. Podeszła do niej i się przywitała. Rozmawiały kilka minut, gdyż Luna musiała iść na zajęcia. Pozostały jej jedynie książki. Zatem ruszyła do biblioteki. Wzięła z półki kilka książek i usiadła na fotelu przy oknie.
Po chwili usłyszała głos Rona.
- Haha, naprawdę? Myślałem, że jest mądrzejsza.
- Najwyraźniej się myliliśmy -€“ obaj wybuchli śmiechem.
Miona wstała i podeszła do przyjaciół.
- Możemy porozmawiać?
- No, dobra…
- Przepraszam, że wyszłam z meczu, ale naprawdę musiałam.
Przyjaciele spojrzeli na siebie i po chwilowym zastanowieniu wybaczyli Gryfonce jej zachowanie. Było już popołudnie, uczniowie nie mieli już zajęć, więc wykorzystali tę chwilę, by porozmawiać.
Niebawem, przechodząc koło gabinetu dyrektora, zauważyli, że wrócił. Hermiona zostawiła na chwilę przyjaciół i poszła porozmawiać z Dumbledore'm. Weszła do góry po wąskich i spiralnych schodach, a następnie zapukała do drzwi.
- Proszę.
Wielkie drzwi do gabinetu otworzyły się. Dyrektor siedział za biurkiem. Gdy zobaczył uczennicę, wstał i podszedł bliżej, wymuszając uśmiech, lecz niezbyt mu się to udało, bo na pierwszy rzut oka spostrzegawcza Hermiona zauważyła, że coś jest nie tak. Stojąc przed Gryfonką, zaproponował jej, by usiadła, po czym wlał jej do szklanki herbaty. Miona usiadła, wzięła do ręki szklankę i skosztowała jej. Po krótkiej chwili drzwi się otworzyły a w nich stanął Severus. Podszedł do biurka dyrektora, kątem oka spoglądał na uczennicę.
- Albusie, mamy coraz mniej czasu. Dziś znowu tu będą -€“ powiedział zdenerwowany.
- Spokojnie, Severusie, wiem, co robię -€“ odparł z uśmiechem i spokojem w głosie.
Mistrz Eliksirów objął chłodnym spojrzeniem Hermionę i wyszedł. Dziewczyna wstała i z oburzeniem w głosie powiedziała:
- Czy może ktoś mi w końcu powiedzieć, o co tu chodzi?!
- Myślę, Hermiono, że najlepiej będzie, jeśli Severus ci to wyjaśni. Idź do niego dziś po zajęciach, proszę. A teraz przepraszam, ale chciałbym zostać sam.
Miona przytaknęła i bez żadnych pytań wyszła z gabinetu. Chodząc bez celu po szkole zastanawiała się, co może mieć z tym wspólnego, skoro sam Albus nie chciał jej powiedzieć. Dziewczyna o niezwykłej inteligencji, która zawsze na wszystko mogła znaleźć wyjaśnienie, tym razem miała pustkę w głowie. Chodząc ze spuszczoną głową, co chwila wpadała na kogoś z uczniów. Tym razem wpadła na samego profesora. Podnosząc głowę do góry, spostrzegła kruczoczarne oczy, które wpatrywały się w nią.
- Może byś się przesunęła?! -€“ wypowiedział słowa z pogarda w głosie.
Gryfonką ze stanowczą miną przesunęła się w prawo. Jeszcze przez chwilę odwracała się za siebie, patrząc na Nietoperza.
Wtem Ginny podeszła do przyjaciółki.
- Przepraszam, że cię wtedy zostawiłam. Powiesz mi w końcu, po co wyszłaś tak nagle do Hogwartu?
- Wszystko w swoim czasie - uśmiechnęła się i z zadowoleniem poszły na krótki spacer.
Dziewczyny rozmawiały o wydarzeniach, które miały miejsce niedawno. Niedaleko siedzieli Ron i Harry. Najwyraźniej się, „uczyli”, a raczej rozmawiali z książką w ręku. Gryfonki dosiadły się do przyjaciół i chcąc rozluźnić atmosferę opowiadali sobie dowcipy. W końcu odstresowali się od codziennych monotonnych zajęć. Zapomnieli o kłopotach i mogli porozmawiać tak jak kiedyś.
Robiło się coraz chłodniej, słońce znikło gdzieś w chmurach, od czasu do czasu wiał chłodny wiatr. Uczniowie wrócili do szkoły. Hermionie szybko zszedł uśmiech z twarzy, gdyż przypomniała sobie, że musi iść jeszcze do profesora.
Odprowadziła przyjaciół do portretu Grubej Damy, a sama zeszła schodami w stronę lochów. Drzwi było otwarte, więc bez pukania weszła. W środku panował mrok, który rozjaśniało kilka świeczek, wiszących tuż nad sufitem. Na ścianach wisiały obrazy, ukazujące założycieli Hogwartu. Severus siedział za swoim biurkiem, w jednej ręce trzymał gazetę, a w drugiej szklankę, wypełnioną po brzegi whiskey. Widząc, że uczennica stoi za biurkiem, poprosił ją, by usiadła. Granger podeszła bliżej i niepewnie usiadła na starym i skrzypiącym krześle. Przez chwilę rozglądała się po gabinecie.
Kątem oka zauważyła na biurku Snape'a zdjęcie, na którym była kobieta o niesamowitych, bujnych lokach i brązowych oczach. Miała na sobie szaty Gryffindoru, a na twarzy widniał jej uśmiech od ucha do ucha. Zdjęcie zostało prawdopodobnie zrobione koło chatki Hagrida. Dziewczyna uważnie przyglądała się zdjęciu, aczkolwiek nie rozpoznawała osoby, która na nim jest. Postanowiła spytać o to profesora.
- Kim jest kobieta na zdjęciu?
Profesor zmarszczył brwi, wziął łyk zimnej whiskey i powiedział:
- Kobieta na zdjęciu nazywa się Diana Black. Matka Narcyzy i Bellatriks miała jeszcze jedną córkę. Niestety, nie przyznawała się do niej, ponieważ córka bardzo różniła się od sióstr. W przeciwieństwie do nich, uwielbiała przybywać z mugolami i była wyjątkową prymuską. Nienawidziła czarnej magii i nie dokuczała czarodziejom półkrwi. Próbowała się z nimi zaprzyjaźnić, ponieważ uważała, że są równi z innymi. Gdy dziewczyny uczęszczały do Hogwartu, Diana była w Gryffindorze, a Bella i Narcyza w Slytherinie. Nie miała w życiu za dobrze. Na każdym kroku była poniżana za swoją wiedzę i za to, że przyjaźni się ze „szlamami''. Na szóstym roku nauki poznała niejakiego Luke'a. Luke był mugolem. Bardzo mądrym i uczciwym człowiekiem. Od razu, gdy spotkał Dianę, zakochał się w niej. Matka Diany wyrzuciła ją z domu, ponieważ postawiła dziewczynie jeden warunek: albo przestanie się z nim i innymi szlamami spotykać, albo nie ma prawa nazywać się jej córką. Dziewczyna miała dobre serce i nie zostawiła swoich przyjaciół, więc musiała odejść z domu. W późniejszych latach zamieszkała z Luke’iem i do pewnego czasu wiodła spokojne życie.
Snape spojrzał na zegarek, po czym rzekł:
- Jest już późno, więc resztę opowiem ci jutro, bo to będzie w szczególności dotyczyć ciebie. Teraz żegnam – warknął surowym tonem i ponownie zaczął czytać gazetę.
- Dobranoc – mruknęła pod nosem.
Wyszła z gabinetu i pospiesznie ruszyła do salonu Gryfonów. Stojąc przed obrazem Grubej Damy, wypowiedziała hasło i weszła do środka. Ginny siedziała tuż przed kominkiem z głową w książce. Ron jak zwykle jadł coś, zagadując Harry'ego. Niechcąc im przeszkadzać, weszła do swojego pokoju, ubrała piżamę, splotła włosy i leżąc już w łóżku, rozmyślała nad tym, co ma wspólnego z Dianą, a niedługo później zasnęła.

- Hermiono! Obudź się! -€“ krzyczała już z daleka Ginny, biegnąc w jej kierunku.
Zaspana Granger wstała z łóżka i podeszła do przyjaciółki.
- Jedziemy dziś na wycieczkę, nie będzie zajęć -€“ powiedziała z pełną radością.
Miona, jeszcze nie do końca wybudzona, podniosła lekko kąciki ust i powiedziała przyjaciółce, że ma na nią czekać w Wielkiej Sali. Przecierając zmęczone oczy ręką, weszła do łazienki. Założyła czerwoną koszulę w kratę i obcisłe czarne legginsy. Usta musnęła czerwoną szminką, a włosy spięła w koka. Po kilku minutach była już gotowa.
Wyszła z pokoju i ruszyła do Wielkiej Sali. Tam też, wraz z Ginny, zajęła miejsce przy stole i jadła śniadanie. Następnie wszyscy zebrali się przed szkołą. Na dworze było ciepło, słońce oświetlało dosłownie wszystko. Jedynie pojedyncze drzewa dawały trochę cienia i przy tym odrobinę chłodu. Wiatr wiał z bardzo małą prędkością. Zapowiadał się ciepły i słoneczny dzień. Zabrali potrzebne rzeczy i pojechali.
Została jedynie Hermiona. Odetchnęła świeżym powietrzem i wróciła do szkoły, ponieważ na prośbę Dumbledore’a musiała iść do lochów. Pełna nienawiści, że nie może jechać razem z innymi, ruszyła do gabinetu Snape'a. Zeszła w dół i otworzyła drzwi.
Zaniepokojona tym, że nikogo tam nie zastała, postanowiła poczekać w gabinecie. Znudzona czekaniem, rozglądała się się po gabinecie. Podeszła bliżej biurka i otworzyła szafkę. To było dla niej nietypowe zachowanie, bo na co dzień nie zaglądała do cudzych rzeczy, aczkolwiek chciała dowiedzieć się więcej na temat Diany. W szafce znalazła jedynie pióra i pergaminy. Wśród nich zauważyła zdjęcie. Wzięła je do ręki i uważnie się mu przyglądała. Na fotografii widniało jezioro i zarysy gór. Na zielonej łące stała Diana, trzymając w ręku dziecko. Z tyłu zdjęcia widniał napis.
Witaj Luke,
nasza córka ma się świetnie, tak jak i ja. Jest tu wręcz przepięknie. Woda jest ciepła, a słońce grzeje tak mocno, że trudno wytrzymać w cieniu. Niesamowita roślinność pokrywa całą łąkę. Zatrzymamy tu się na chwilę, a potem pójdziemy odwiedzić mojego starego przyjaciela Albusa. Zapewni on nam pożywienie jak i miejsce do spania. Będziemy pod jego opieką i zapewni nam bezpieczeństwo. Niedługo wrócimy. Nie martw się o nas.
D.B.
Nagle do pokoju wszedł Snape. Widząc Hermionę, grzebiącą w jego rzeczach, podszedł do niej i złapał za rękę.
- Nie nauczyli cię, że nie rusza się cudzych rzeczy?!
- Przepraszam - powiedziała, siadając na krześle.
- Skoro już tak bardzo nie mogłaś się doczekać, to teraz posłuchaj. Tak jak mówiłem, Diana zamieszkała z Luke’iem. Niebawem urodziło im się dziecko. Niestety, w późniejszych latach wydarzyła się tragedia...




3 komentarze:

  1. No jak mogłaś w takim momencie kończyć?!
    Rozdział super :) Czekam na następny :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończyłam w takim momencie żebyście z niecierpliwością oczekiwali następnego rozdziału.:D

      Usuń
  2. Fajnie, fajnie!
    Czemu przerwałaś w takim momencie? -.-
    Pozdrawiam i życzę weny. :)

    Weronika

    OdpowiedzUsuń