sobota, 15 marca 2014

Rozdział 6

Witam.:)) Przejdę od razu do rzeczy , nie mam ostatnio weny i czasu więc rozdział być może nie będzie zachwycał ale też  nie jest najgorzej.Pisany był na szybko dlatego też przepraszam za jakiekolwiek wyłapane błędy lub niezbyt dobrze sformułowane zdania.No to chyba będzie na tyle.Obiecuję , że następny będzie o wiele lepszy , gdyż na ten zabrakło czasu przez naukę.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------

- Gdy Diana urodziła dziecko, ciężko zachorowała. Jej mąż opiekował się nią tak bardzo, jak tylko mógł. Nie dopuszczał do siebie myśli, że jego ukochanej żonie mogłoby się coś stać. Niebawem stało się to, czego się najbardziej obawiał. Diana zmarła. Bardzo rozpaczał po jej śmierci. Wyjechał z dzieckiem do świata mugoli. Podrzucił je do jednej z tych rodzin, a sam opuścił miasto. Nie wiadomo, co się z nim później działo.
- Nadal nie rozumiem, czemu to miałoby dotyczyć mnie- powiedziała szatynka.
Na te słowa wszedł dyrektor. Jak zwykle tak samo ubrany i miło nastawiony.
- Profesorze, pozwoli mi pan dokończyć- zwrócił się w stronę Snape'a, siedzącego w bezruchu.Tak więc, to ty, Hermiono, jesteś tym dzieckiem, które zostało podrzucone do mugolskiej rodziny. Wiem, że to jest dla ciebie trudne, ale... -powiedział ze smutkiem  w oczach, zachowując całkowitą powagę.
Zszokowana dziewczyna, nie pozwalając dokończyć Albusowi, wybiegła z lochów i usiadła tuż pod ścianą na korytarzu. Z wielkim trudem powstrzymywała łzy, które mimo woli leciały z jej pięknych brązowych oczu po policzku. Cały czas żyła w kłamstwie. Myślała, że to wszystko jej się śni. To nie może być prawda. Dlaczego to właśnie jej się zdarzyło?
Cały czas użalała się nad sobą  i przypominała sobie te piękne chwile spędzone ze swoimi rodzicami.. A właściwie to przybranymi rodzicami. Nigdy tak naprawdę nie znała swoich prawdziwych rodziców. Do głowy nasuwały jej się setki pytań.
Ginny przechodząca przez korytarz od razu spostrzegła przyjaciółkę. Widząc ją zalaną we łzach natychmiast bez zbędnych pytań usiadła koło niej i ją przytuliła.
Po kilku minutowej ciszy, gdy Gryfonka już się trochę uspokoiła, Ginny spytała, czemu płakała.
Granger nie chciała o tym teraz mówić, więc przetarła tylko oczy ręką, wstała i poszła w stronę swojego pokoju. Tam też weszła do łazienki, twarz przemyła zimną wodą i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Tak bardzo przypominała mamę. W jej oczach pojawiła się zupełna pustka, wypełniona lękiem i smutkiem.
- Dlaczego mi nie powiedzieli wcześniej, dlaczego?!-walnęła ręka w lustro, a jej oczy znów wypełniły łzy.
Wzięła kilka głębszych wdechów i usiadła na łóżko. Następnie, już nieco uspokojona, postanowiła pójść do dyrektora, ponieważ cały czas dręczyły ją setki pytań. Wyszła z salonu Gryfonów, wyszła do góry po schodach i stojąc przed gargulcem poprawiła włosy i otrzepała szatę. Następnie wypowiedziała hasło i weszła do środka. Znajdując się już w gabinecie, podeszła do biurka i usiadła na dość wygodnym fotelu. Niebawem zjawił się w gabinecie dyrektor. Staruszek, widząc Hermionę w lepszym stanie, starał zachowywać się naturalnie.
- Witaj ponownie, Hermiono-powiedział łagodnym tonem, siadając przy swoim biurku.
- Dyrektorze... Chciałabym się dowiedzieć więcej o moich rodzicach. Jacy oni byli?- niepewnym głosem wydobyła z siebie owe słowa.
- Myślę, że na te pytania może ci jedynie odpowiedzieć sam profesor Snape. Jest teraz w swoim gabinecie.
Wstał i podszedł do półki wyciągając jedną z ksiąg. Następnie usiadł na swoim fotelu i uważnie zaczął ją czytać.
Dziewczyna bez wahania wyszła i szybkim krokiem ruszyła do lochów. Wkrótce znalazła się tuż przed ich drzwiami. Wzięła głęboki oddech i weszła do środka. We wnętrzu panował mrok, oświetlało go jedynie kilka świeczek stojących  na biurku. Przy jednej ze ścian stał ogromny regał z książkami, a tuż przy nim stał profesor. Hermiona, podchodząc bliżej, zerkała ukradkiem na profesora. Snape poczuł jej obecność i wolnym ruchem obrócił się w jej stronę.
- Czego tu chcesz, Granger?-uniósł jedną brew i lekko podniósł kąciki ust.
- Chcę wiedzieć wszystko o moich rodzicach- próbowała zachować poważną minę, ale na samą myśl o tym, że nigdy nie znała swoich prawdziwych rodziców, łza spłynęła jej po policzku.
Snape, widząc, że dziewczyna jest cała roztrzęsiona po tej całej sytuacji,  podszedł do niej na tyle blisko, że ta czuła jego oddech na twarzy.
- Nie becz. Myślisz, że to ty masz w życiu najgorzej?!-Warknął z taką miną, jakby miał zaraz kogoś zabić.
- Nie jest pan w mojej sytuacji, więc nie ma pan zielonego pojęcia, co ja teraz czuję!-wrzasnęła, odwracając się od nauczyciela
- Jak zawsze panna zarozumiała myśli tylko o sobie. Albus prosił mnie, bym ci pomógł się pozbierać, a nie żebym cię niańczył. Myślisz, że wszystko się wokół ciebie kręci?! Ty zarozumiała szla..- w tym momencie się powstrzymał, gdyż w napadzie złości przez przypadek mógł nieświadomie obrazić uczennicę.
- No, proszę bardzo, niech pan dokończy. Jestem tylko nędzną szlamą, która myśli tylko o sobie- naburmuszona wybiegła z lochów.
Stanęła tuż przy ścianie i otarła ręką łzę spływając po policzku. Czuła się zbędna, nikt jej nie rozumiał. Po chwili poczuła na swoim ramieniu czyjąś rękę. Obróciła się i zobaczyła Severusa.
- Ja tak wcale nie myślę, mam dużo spraw ostatnio na głowie i po prostu mnie poniosło-powiedział z pełnym spokojem w głosie, nadal trzymając rękę na jej ramieniu.
Hermiona nie miała najmniejszej ochoty przebywać w jego towarzystwie, ale czuła w sobie coś, co ją do niego ciągnęło. Bez słów schyliła głowę w dół. Snape przejechał ręką po jej policzku i lekko uniósł jej podbródek. Spojrzała na niego błagalnym spojrzeniem ze łzami w oczach. Profesor zbliżył jej usta do swoich i czule ją pocałował, wplątując swą rękę w jej długie brąz loki. Gryfonka przez chwilę zapomniała o swoich problemach i i czuła się wyjątkowo dobrze, wiedząc, że nie jest z nimi sama. Była w nieco krępującej sytuacji, całując się z nauczycielem, ale nie przeszkadzało jej to, że jest od niej starszy. Zależało jej na nim. Mistrz Eliksirów wysunął rękę z jej włosów i zjechał niżej, rozpinając czerwony sweter. Po chwili nie miała już na górze nic poza zielonym T-shirtem. Granger już zaczęła ściągać koszulkę, gdy nagle usłyszeli czyjeś kroki. Hermiona szybko włożyła na siebie sweter, a Snape natychmiast się odsunął. Nikt nie zszedł na dół, najwyraźniej coś im się przesłyszało. Dziewczyna uśmiechnęła się do nauczyciela i podeszła bliżej, chcąc położyć rękę na jego policzku. Severus wrednie odsunął jej rękę i po chwili dodał: 
- Idź już do siebie, Granger, zapomnij o tym i nie przychodź tu więcej-warknął.
Zdezorientowana spojrzała mu w oczy i poszła przed siebie. Czuła niesmak i lekceważenie ze strony nauczyciela. Wiedziała, że on też coś do niej czuje, ale boi się lub nie chce tego okazać. Tylko, dlaczego?
Zamyślona i trochę rozczarowana, że ktoś im przerwał tak wyjątkową dla niej chwilę, natknęła się na Harry'ego. Bez słowa przeszli obok siebie, nawet nie patrząc w swoją stronę, tak, jakby się nie znali. Obejrzała się za siebie, by jeszcze raz móc zobaczyć swojego przyjaciela, lecz ten po chwili zniknął gdzieś wśród gromady uczniów.
Niepostrzeżenie udała się do chaty starego przyjaciela Hagrida. Tak dawno tam nie byłam, pomyślała, będąc w połowie drogi. Następnie znalazła się tuż pod drzwiami. Zapukała i weszła do środka. Prawie nic się tam nie zmieniło. Jak zwykle stare meble przyzdabiały różne inne graty, porozwalane po kątach. Jednakże zauważyła też nowego pupila. Znajdował się na niewielkim stole, tuż przy oknie. Zamknięte w ciasnej klatce zwierzę z wyglądu przypominało małego szczura. Dziewczyna podeszła bliżej, by móc lepiej przyjrzeć się zwierzakowi, gdy wszedł półolbrzym.
- Nie podchodź!-krzyknął, zarzucając z daleka na zwierzę niebieski koc.
Gryfonka odskoczyła do tyłu, spadając jednocześnie na podłogę. Hagrid zwrócił się w jej stronę i podał dłoń, aby pomóc jej wstać. Dziewczyna wstała, otrzepała ubrania z kurzu i spojrzała na klatkę.
- Pewnie zastanawia cię, co tam jest? Sam dokładnie nie wiem, bo znalazłem to zwierzę w Zakazanym Lesie, póki się nie dowiem, nie radzę się zbliżać- dodał ze szczerym uśmiechem, podając jej herbatę. Oboje usiedli na fotelach i w ciszy popijali herbatę.
- Gdzie twoi przyjaciele?-spytał po chwili, wpatrując się w Hermionę z zaciekawieniem
- Nie rozmawiam z nimi. Nie wiedzą, jak w ciężkiej jestem sytuacji i co teraz przeżywam, i niech tak zostanie. Nie mam ochoty słuchać jak to bardzo mi współczują-powiedziała  z powagą, po czym wstała i pożegnała się ze starym przyjacielem.

Było już popołudnie, słońce nadal grzało, a po chmurach nie było ani śladu. Wiatr wiał lekko i przyjemnie. Nadchodziła wiosna, więc i roślinność zaczęła porastać wszystkie możliwe obszary znajdujące się poza szkołą. Ptaki siedziały na gałęziach starych drzew, podśpiewując co chwila. Był to idealny dzień na samotny spacer. Gryfonka westchnęła do siebie, a następnie ruszyła w stronę Zakazanego Lasu. Przeszła przez gęstą trawę i dość szybko znalazła się w sercu lasu. Mgła lekko unosiła się nad ziemią, otaczając wszystko, co było wokół. Słońce przysłoniły czarne gęste chmury, które zwiastowały deszcz. Po chwili na rękę Hermiony spadła pierwsza kropla. Rozpadało się na dobre. Miona wolała nie ryzykować, gdyż uczniowie nie mogą po zmroku wychodzić poza teren szkoły, a szczególnie do Zakazanego Lasu. Odwróciła się i pobiegła do szkoły. Przemoczona do suchej nitki i zmarznięta, długim korytarzem doszła do portretu Grubej Damy. Wypowiedziawszy hasło weszła do środka wyrzynając przemoknięty sweter. O dziwo, wszyscy już spali. Nie chcąc ich budzić, na palcach weszła do swojego pokoju, zamykając powoli drzwi. Tam też wzięła ciepłą kąpiel, włosy wysuszyła i upięła w luźnego koka, włożyła piżamę i położyła się w wygodnym łóżku. Ten dzień będzie pamiętać szczególnie, albowiem w tym dniu dowiedziała się prawdy o swoim życiu. Przekręcając się z boku na bok, intensywnie rozmyślała o swoich rodzicach. Nie mogąc zasnąć, wstała i postanowiła pójść do biblioteki. W końcu tylko tam mogła znaleźć coś o swoich prawdziwych rodzicach. Wyszła z salonu niepostrzeżenie i truchtem ruszyła do biblioteki. Kręciła się w kółko, szukając czegokolwiek na ich temat, ale bez większych rezultatów. Kątem oka dostrzegła dość grubą księgę, leżącą na najwyższej półce. Z ciekawością zbliżyła się do półki i sięgnęła po nią. Wygodnie usiadła przy oknie i otworzyła księgę. Kilka pierwszych stron było pustych. Przewracała kartkami najszybciej jak się dało i w końcu coś znalazła. Przy samej górze widniał napis:
Ukryte tajemnice Gryfonów
Po przeczytaniu tego, jeszcze bardziej zżerała ją ciekawość, co tam się kryje. Przewróciła kolejną stronę  i zaczęła czytać. Było to coś w rodzaju notatnika.
Dzień 28.04 
Dzisiaj znów musieliśmy przeboleć zajęcia z Nietoperzem. Na szczęście moja ukochana jak zwykle poprawiła mi humor. Nie zmienia to faktu, iż jest coraz gorzej. Okazało się, że Ten, Którego Imienia Nie Wolno Wymawiać, jest już w drodze. Niebawem tu będzie. Na wszelki wypadek wszyscy są dobrze przygotowani i przeszkoleni przez samego Dumbledore’a. Na jego prośbę mamy się zachowywać jak gdyby nic. Jestem trochę zdruzgotany, bo boję się, że może coś się stać Dianie. Jednakże nie pozwolę jej skrzywdzić.
                                                                                                                         Luke
Miona przewróciła kolejną stronę.
Dzień 29.04
Obiecałem, że będę ją bronił. A jednak nie udało mi się. Mam do siebie żal, że pozwoliłem torturować biedną Dianę. Ale co miałem zrobić, gdy rzucił we mnie zaklęciem obezwładniającym? Pozostało mi leżeć na podłodze w bezruchu i patrzeć. Jej krzyk rozchodził się po całej szkole. A to cierpienie jeszcze bardziej satysfakcjonowało Czarnego Pana. Była tam też jej siostra. Próbowała przypodobać się Panu, trzymając uśmiech na twarzy, ale była jeszcze młoda i choć nie obdarowywała siostry sympatią, nie mogła patrzeć jak cierpi. Odwróciła się i zwyczajnie odeszła, zostawiając ją sam na sam z tym okrutnym człowiekiem bez serca.
Kolejne strony były całkowicie puste. Po rodzicach zostały jej tylko te dwa wpisy, w starej, nieużywanej od dawna księdze. Spojrzała na stary zegar wiszący nad drzwiami, wskazywał godzinie wpół do dwunastą. Była już bardzo zmęczona, więc wyszła z biblioteki, trzymając w ręku starą księgę. Chciała przejść do pokoju niezauważona, ale jak na złość natknęła się na profesora Snape’a.
- Co pani robi tu o tak późnej porze, panno Granger?-powiedział swym niezwykle męskim głosem, patrząc na księgę, którą trzymała w ręce.
- Ja tylko... byłam się przejść-Jak zawsze mądra, wymyśliła na miejscu wymówkę, nie zdejmując powagi z twarzy.
- Czyżby?-wyciągnął rękę w jej stronę i wyrwał z jej ręki książkę.
Przeczytał zapisane w niej strony a po chwili dodał: 
- Kto ci pozwolił brać z biblioteki tą księgę?! Minus sto punktów odejmuję Gryfonom, za szwendanie się po nocach i branie bez pozwolenia książek z biblioteki nieprzeznaczonych do nauki-syknął, kierując w jej stronę nienawistnie spojrzenie.
Hermiona bez słowa spuściła głowę w dół, nie mając ochoty na dalsze kłótnie z nauczycielem i poszła do siebie. Wszyscy wokół spali, bez żadnego większego szmeru położyła się do swojego łóżka. Czuła jak powieki stają się coraz cięższe, a oddech zwalnia. Po kilku minutach zapadła w głęboki i dość krótki sen, ponieważ już za kilka godzin zaczynały zajęcia.

- Hermiono! Wstawaj! Spóźnisz się na zajęcia!-krzyczała Ginny, stojąc tuż przy jej łóżku.
Niewyspana, uniosła powoli powieki do góry, a następnie przeciągnęła się i wstała. Wolnym krokiem ruszyła do łazienki. Tam też przemyła twarz zimną wodą. Włożyła na siebie letnią czerwoną sukienkę ze średnim dekoltem. Rzęsy przejechała tuszem, a na usta rozsmarowała czerwony błyszczyk. Gotowa, wzięła książki i wraz z przyjaciółką wybrała się na śniadanie. Jak zawsze, Ron siedział pierwszy przy stole i już zajadał naleśniki. Harry siedział tuż u boku przyjaciela, ucząc się na dzisiejszy test z eliksirów. Dziewczyny usiadły przy stole. Ginny od razu wiedziała, że coś jest nie tak, widząc przyjaciółkę z niezbyt ciekawym wyrazem twarzy.
- Powiesz mi w końcu, o co chodzi?
- Przepraszam, ale nie mam ochoty na pogaduszki.
Wstała, zerknęła ukradkiem na Harry'ego i odeszła od stołu. Najchętniej położyłaby się teraz do łóżka i odpoczywała. Zamyślona wyciągnęła plan lekcji i czytała do siebie, jakie ma teraz zajęcia.
- Eliksiry, transmutacja, OPCM, wróżbiarstwo...
W tej właśnie chwili szturchnął ją jakiś młodzieniec i plan wraz z innymi książkami wyleciał jej z rąk. Pośpiesznie schyliła się i zaczęła zbierać porozrzucane po korytarzu książki. Biorąc ostatnią książkę do ręki, spostrzegła czyjeś buty. Podnosząc głowę do góry, przyglądała się posturze, a po chwili widziała już cała twarz wraz z sylwetką. Był to niejaki brunet, o jasnoniebieskich oczach i dość dobrze zbudowanej posturze.
- Może mógłbym pomóc?-spytał z uśmiechem na twarzy 
- Nie, poradzę sobie- odparsknęła Hermiona z dumą i lekko zaczerwionymi policzkami.
Brunet ominął ją i pożegnał miłym i szczerym uśmiechem.
Jeszcze tego mi brakowało, pomyślała, spoglądając na zegar.
Migiem pobiegła do sali od eliksirów. Wparowałaby tam prawie niezauważona, gdyby nie kociołek, o który się potknęła, i upadła, robiąc przy tym niewielki huk...





3 komentarze:

  1. Rzeczywiście, jest kilka błędów ale ogólnie rozdział jest fajny.
    Biedna Hermiona, ja w jej sytuacji też nie czułabym się zaciekawie.
    Nie wiem dlaczego ale podoba mi się jak Hermiona unika Harry'ego i zawsze chętnie czytam ich kłótnie, może dlatego na moim zawieszonym blogu Hermiona zadawała się ze ślizgonami, a nie z Harry'm i Ronem?
    Sev powinien ją wspierać, a nie odbierać punkty! Ale był pocałunek, i się cieszę.
    Czekam na kolejny rozdział.
    Pozdrawiam i weny życzę.

    OdpowiedzUsuń
  2. E tam się czepiasz dobry rozdział ;)
    Czekam na kolejne
    Pozdrowienia
    Jane

    OdpowiedzUsuń